Prezes widmo. Schowany Jarosław Kaczyński przepisem na sukces Andrzeja Dudy?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński drastycznie ograniczył swoją polityczną aktywność. Z korzyścią dla kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy
Prezes PiS Jarosław Kaczyński drastycznie ograniczył swoją polityczną aktywność. Z korzyścią dla kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy Fot. Sławomir Kamiński / AG
Jarosław Kaczyński przepadł. Nie komentuje, nie organizuje konferencji, nie przewodzi atakom opozycji na frankowo-górniczym froncie. Gdzie jest? Może wyjechał na ferie? Nic podobnego. W PiS słychać, że celowo usunął się w cień, by nie "przytłaczać" prezydenckiego kandydata Andrzeja Dudy. Pytanie tylko, jak długo tam wytrzyma.


Z tylnego siedzenia
Od ostatniego wywiadu prasowego prezesa Kaczyńskiego minął miesiąc. Pod koniec grudnia rozmawiał z braćmi Karnowskimi. Były słowa podsumowania minionego roku i prognozy na nadchodzące miesiące. Bez fajerwerków. Potem, 12 stycznia, pojechał na Śląsk, by zagrzać górników do boju przeciwko rządowi. Powiedział, że za rządów PiS będzie lepiej i wrócił do Warszawy. To było jego ostatnie "duże" wystąpienie. W międzyczasie odwiedził jeszcze TV Trwam, ale to wszystko i bardzo mało, biorąc pod uwagę, że rząd Ewy Kopacz przeżywa właśnie swój największy kryzys – spowodowany górniczymi protestami, a spotęgowany przez sprawę kredytów we frankach.


Naturalne jest więc pytanie, skąd ta zmiana, bo przecież w normalnej sytuacji lider opozycji "grzałby" temat na potęgę, dając swoją twarz społecznemu niezadowoleniu (jeszcze w grudniu był bardzo aktywny w mediach).

– Faktem jest, że prezes Kaczyński jest mniej eksponowany. Ale nie rozumiem zdziwienia. Jeśli wskazujemy naszego kandydata na prezydenta, to przecież jest jasne, że to on będzie na pierwszym planie. Dlatego ta proporcja uczestnictwa w życiu politycznym i medialnym jest zaburzona. Taka jest logika kampanii wyborczej – odpowiada pytany przez naTemat wiceprezes PiS Adam Lipiński.

I rzeczywiście. W sprawie górnictwa to Andrzej Duda został wypchnięty przed szereg jako kandydat na politycznego lidera protestów. Problem w tym, że tak jak on przyćmił prezesa, tak jego przyćmił inny Duda, Piotr. Szef "Solidarności" ewidentnie kradnie PiS-owi show. W dodatku pierwszy egzamin europosła partii w roli prezydenckiego kandydata nie układa się zbyt fortunnie. W poniedziałek nie wpuszczono go do kopalni, której pracownicy protestowali.

Na innych polach jest niewiele lepiej. Ryzykowne były np. jego dzisiejsze słowa o tym, że nie wyklucza rozwiązania z wysłaniem polskich żołnierzy na wojnę na Ukrainie.

"Twarz i emanacja"

Tak czy owak, choć Duda zbiera kampanijne szlify w bólach, pewne jest, że do wyborów tak on sam, jak i partyjni koledzy, będą robili wszystko, by wybił się na niepodległość. Wizerunek marionetki prezesa to najgorszy błąd, jaki może popełnić. I wygląda na to, że sam prezes zdaje sobie z tego sprawę.


– "Schowanie" to może za dużo powiedziane, ale mniejsza intensywność aktywności Kaczyńskiego jest faktem. Duda musi pracować na swoją rozpoznawalność. Z punktu widzenia partii taka taktyka to bardzo dobry pomysł. Nie oznacza on jednak, że prezes całkiem się wycofa, bo przecież mamy np. różne formy aktywności parlamentarnej – komentuje dla naTemat dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiej.

Jego słowa potwierdza Lipiński. – Oczywiście prezes jest twarzą i emanacją PiS, ale wybory na prezydenta mają znacznie poszerzyć krąg poparcia. Kandydat Duda musi pozwolić sobie na jakąś niezależność. Mamy poparcie twardego elektoratu, teraz trzeba pozyskać dodatkowo głosy innych środowisk – przekonuje.

Jednak o tym, że z usuwaniem Kaczyńskiego w cień PiS nie może przesadzić, świadczy fakt, że sondaże dają Dudzie 21 proc. poparcia. To nieco mniej niż twardy elektorat partii. – Dlatego Kaczyński też musi popracować, by Duda był kandydatem całego elektoratu. Musi pójść jasny komunikat, że to jest nasz człowiek – dodaje dr Biskup.

Na pół gwizdka
O ile widać, że prezes znalazł się w cieniu, o tyle z tym komunikatem jest problem. Duda został oficjalnie ogłoszony kandydatem na prezydenta już 11 listopada, ale przez długi czas można było się zastanawiać, czy to on przypadkiem nie wyjechał na wakacje. Właściwie do grudnia dał się poznać tylko z tego, że nakręcił film z życzeniami świątecznymi dla Polaków. Ten falstart dobrze pokazuje rozmowa Michała Krzymowskiego z "Newsweeka" z jednym z polityków PiS.

Krzymowski:Dlaczego Dudy nie było w pierwszych dniach kryzysu wokół służby zdrowia?

Polityk: Siedział w Krakowie. Podobno ładował akumulatory.

źródło: "Newsweek"
Pod znakiem zapytania stoi też postawa partii. Nie jest tajemnicą, że są kłopoty z finansami na kampanię - PiS musi się zapożyczyć. Poza tym w otoczeniu kandydata rozgrywają się spory. "Newsweek" pisał, że szefową sztabu wyborczego miała być była kandydatka PiS na prezydenta Wrocławia Mirosława Stachowiak-Różecka, ale tej kandydaturze sprzeciwia się frakcja Joachima Brudzińskiego. Stachowiak-Różecka ostatecznie kilka dni temu została szefową Rady Kampanii, który ma być częścią sztabu.

Na brak strategii narzekają z kolei prawicowi komentatorzy.
Łukasz Warzecha

Na wypromowanie tego konkretnego Dudy, Andrzeja Dudy, jego programu, jego poglądów, jego twarzy jest pięć miesięcy. Pięć miesięcy, podczas których jego główny kontrkandydat będzie dosłownie wszędzie. Tymczasem na razie wygląda na to, że kampania kandydata PiS zapadła w sen zimowy, a intensywnością ustępuje momentami obronie przez polityków PiS kandydatury Magdaleny Ogórek. Wewnątrz PiS przeważa realistyczna kalkulacja, że Andrzej Duda szans na zwycięstwo raczej nie ma, ale mógłby mieć szansę na bardzo przyzwoity wynik w II turze. Czytaj więcej

Jeśli kampania Dudy nadal będzie tak niemrawa, łatwo sobie wyobrazić, że prezes Kaczyński bierze sprawy w swoje ręce – zaraz po wyborach prezydenckich są przecież wybory parlamentarne. A znając losy poprzedniej prezydenckiej kampanii, po której prezes szybko zrzucił maskę łagodnego polityka, stanie się to raczej prędzej niż później.