Fot.Twitter

–Syriza i my – wszyscy Grecy – jesteśmy symbolem zmieniającej się Europy – powiedział przywódca lewicowej Syrizy Aleksis Tsipras po tym, jak jego partia wygrała niedzielne wybory w Grecji. Ta zmieniająca się Europa uważnie się Grecji przygląda, zastanawiając się, jakie konsekwencje dla strefy euro i całej Unii będzie miał zwrot w greckiej polityce. O ile wśród wyborców Syrizy słowa jej lidera spotkały się z euforycznym przyjęciem, wśród europejskich polityków wyraźnie widać niepokój

REKLAMA
„Greckie wybory zwiększą ekonomiczną niepewność w Europie” – napisał na Twitterze brytyjski premier David Cameron.
logo
W swoim emocjonalnym przemówieniu Tsipras mówił o pisaniu na nowo historii, zostawianiu w tyle polityki cięć i oszczędności oraz strachu, który towarzyszył Grekom przez ostatnie kilka lat. – Grecja zostawia za sobą okres zaciskania pasa i poniżeń – powiedział dodając, że trojka – czyli wierzyciele Grecji (MFW, Europejski Bank Centralny i Komisja Europejska) – w oczach Greków odpowiedzialna za owe „lata poniżeń”, jest „skończona”.

Przeciwko polityce oszczędności

Dlatego Tsipras zapowiada renegocjacje z wierzycielami warunków, na których Grecja otrzymała pomoc finansową. Rzecznik partii Panos Skurletis zwycięstwo określił jako historyczne podkreślając, że jest to „przesłanie, które ma wpływ nie tylko na Greków, ale jest słyszalne w całej Europie”. Jakie to przesłanie? Przeciwko polityce oszczędności. Reformy przeprowadzane w ramach tej polityki oszczędności przez premiera Antonisa Samarasa i jego Nową Demokrację były bardzo niepopularne – Syriza, wykorzystując ogromne społeczne niezadowolenie, sięgnęła po zwycięstwo. Co dalej?
Dionisios Sturis, dziennikarz, autor książki "Grecja. Gorzkie pomarańcze"

Wszystko zależy od tego, jak będzie się układała współpraca w ramach koalicji – bo Syriza i Niezależni Grecy to partie skrajnie różne, szczególnie ideologicznie, światopoglądowo. Partia Ciprasa mówi o solidarności, wyrównywaniu szans, egalitaryzmie, mówi o prawach mniejszości seksualnych i prawach imigrantów, zaś koalicyjny partner jest konserwatywny, w swej retoryce antyimigrancki, homofobiczny.

To, co łączy oba ugrupowania, to podejście do dotychczasowych sposobów ratowania Grecji, a raczej zdecydowany sprzeciw wobec tych metod. Obie partie od 2009 roku ostro krytykowały pakiety ratunkowe, które trojka konstruowała dla Grecji, by ta mogła spłacać swoje zadłużenie – ich zdaniem cena w postaci kolosalnych cięż budżetowych i oszczędności była zbyt wysoka i należało szukać innych rozwiązań.

Dziś zadłużenie Grecji wynosi ponad 321 mld euro, z czego gros – 240 mld – to udzielona Atenom w ciągu ostatnich czterech lat pomoc finansowa. Program pomocowy, z którego Ateny powinny dostać jeszcze 1,8 mld euro, wygasa z końcem lutego. Porozumienia z trojką, niezbędnego, by Grecja dostała pieniądze, nie udało się osiągnąć w grudniu. Kolejne spotkanie, w którym wezmą udział Angela Merkel, Francois Hollande, David Cameron i Aleksis Tsipras, już za dwa tygodnie.
Lewica zaangażowana
– Byśmy wspólnie mogli wypracować korzystne dla wszystkich rozwiązanie, które położy kres polityce cięć, natomiast spowoduje, że do europejskich gospodarek powróci wzrost, że w Europie na nowo zagości sprawiedliwość społeczna i prawdziwa demokracja – powiedział Tsipras. Co to oznacza w praktyce?
logo
Fot. Twitter
– W pierwszej kolejności Tsipras chce zrealizować zapowiedzi ogłoszone kilka miesięcy temu w programie z Salonik - chodzi o doraźną pomoc dla najbiedniejszych, między innymi w postaci subsydiów do opłat za prąd, podniesienia najniższych emerytur czy wprowadzenia bonów żywnościowych. I to wydaje się stosunkowo łatwe do zrealizowania – wyjaśnia Sturis.
Trudniej będzie w Brukseli. – Tu będzie przekonywał, że jedyny sposób na wyciągnięcie Grecji z kryzysu, co byłoby korzystne dla całej Unii, to umorzenie sporej części greckiego długu. Naprzeciwko siebie będzie miał licznych zatwardziałych neoliberałów, po swojej stronie może kilku, raczej cichych, sympatyków. Co z tego wyniknie, pokażą najbliższe miesiące, a może nawet tygodnie – dodaje dziennikarz.
Europa się boi "Grexitu"
Obecny premier Antonis Samaras przyznał się do porażki, zaznaczył jednak, że kiedy on obejmował ster rządów w 2012 roku, kraj „znajdował się na skraju katastrofy. – Większość nie dawała nam szans na przetrwanie, a jednak przetrwaliśmy. Wyprowadziliśmy kraj z deficytu i recesji... i położyliśmy fundamenty pod wzrost i ostateczne wyjście z kryzysu – mówił.
To cel Tsiprasa, który chce renegocjować plan ratunkowy dla Grecji i ubiegać się o umorzenie części długów. Istnieją też obawy, że mogłoby to spowodować efekt domina, zwłaszcza w Hiszpanii.
Europejscy politycy są ostrożni, ale otwarci. – Możemy rozmawiać o warunkach, możemy rozmawiać o restrukturyzacji, ale podstawą jest to, że Grecja musi szanować zasady unii monetarnej – to musi zostać bez zmian – mówił europejski minister finansów Johan Van Overtveldt. Dodał, że można rozmawiać o modyfikacjach, jednak fundamentalne zmiany są „niemożliwe”.
Wierzyciele Grecji nalegają, że kraj ten musi dotrzymywać wcześniej ustalonych warunków – to dlatego antyoszczędnościowa retoryka Tsiprasa niepokoi inwestorów i rynki. Powraca koncepcja „Grexitu”, czyli scenariusza,w którym Grecja rezygnuje ze wspólnej waluty i – ostatecznie – z Unii.
Dionisos Sturis

Grexit nie wchodzi w grę – nikt tu w Atenach poważnie o nim nie mówi, Syriza bardzo mocno się od tego scenariusza odżegnuje. Tsipras zapewniał wczoraj, na powyborczym wiecu, że Grecja pozostanie w strefie euro.

Na razie liderzy Syriza i wyborcy partii są w euforii – długo czekali na wygraną. – Jeszcze niedawno nie wierzyli, że ona kiedykolwiek nastąpi – tak silna ze strony rządzących była retoryka zastraszania tragedią, jaka miałaby nastąpić, gdyby Syriza w końcu wzięła władzę. Wiele osób jest jednak dość rozczarowanych tym, że Syriza wciągneła do koalicji Niezależnych Greków i czekają, co z tej egzotycznej i niechcianej koalicji się urodzi – konkluduje Sturis.