
Co drugi Polak myśli o dwójce dzieci, co czwarty o trójce. Prawie połowa z nas mówi, że jest zwolennikiem równego podziału obowiązków między kobietami a mężczyznami. To jednak wciąż tylko deklaracje. Prawda jest taka, że jeśli nie zacznie się rodzić więcej dzieci, to za kilkanaście lat bardzo boleśnie odczujemy niż demograficzny. Na rynku pracy mogliby nam przyjść z pomocą imigranci. Mogliby. Póki co jednak osiedla się ich w Polsce zdecydowanie zbyt mało. Jeśli ten trend się utrzyma, to za pół wieku może w naszym kraju zabraknąć rąk do pracy.
REKLAMA
Na pozór informacje są całkiem dobre. Z przeprowadzonego przez CBOS w połowie kwietnia badania z serii "Aktualne problemy i wydarzenia" wynika, że Polacy chcą mieć coraz więcej dzieci. Co drugi spośród nas deklaruje, że chce mieć dwójkę dzieci, co trzeci mówi, że chce mieć trójkę a co jedenasty myśli o czwórce. Myśli, mówi, deklaruje - to słowa klucze. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego.
Statystyczna Polka rodzi 1,4 dziecka, warto zaznaczyć, że aby utrzymać obecną liczebność Polaków wskaźnik ten powinien wynosić co najmniej 2,1. Z deklaracji wynika zatem, że powinniśmy osiągnąć taki pułap bez większych problemów. Jak jednak wiemy - chcieć, nie zawsze oznacza móc. Przeszkodami w realizacji wielodzietnych planów Polaków są pieniądze.
Jakie są przeszkody?
Z sondażu CBOS wynika, że jedna piąta osób rezygnuje z posiadania dzieci właśnie z powodów finansowych. Obawy dotyczą zarówno nieodpowiednich warunków mieszkaniowych, jak i strachu przed obniżeniem statusu materialnego. Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika bowiem, że poniżej średniej krajowej (3,6 tys. zł brutto) zarabia aż 70 proc. osób. Jest jeszcze jedna duża przeszkoda - rozwój indywidualny.
Młodzi ludzie coraz chętniej wybierają drogę zawodowego rozwoju i kariery. Uważają bowiem, że małżeństwo i dzieci skutecznie zatrzymają lub spowolnią ich kariery. Trzeba również pamiętać, że nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że w Polsce zawieramy coraz mniej małżeństw, odnotowuje się za to wzrost liczby rozwodów. Tutaj dochodzi jeszcze jeden problem - tzw. tradycyjne pojmowanie rodziny.
Chcemy modelu partnerskiego
Chodzi tutaj o model, w którym to kobieta poza pracą zawodową ma również na swoich barkach ciężar prowadzenia domu. Tak w Polsce model rodziny widzi wciąż jedna trzecia osób - w zdecydowanej większości mężczyzn. Druga odsłona tradycyjnego modelu rodziny zakłada, że kobieta rezygnuje z pracy zawodowej i poświęca się dzieciom oraz domowi. Ten model popiera co piąta pytana przez CBOS osoba.
Wzrasta jednak liczba osób, które uważają się za zwolenników tzw. modelu partnerskiego, czyli równomiernego rozłożenia obowiązków domowych i zawodowych. Tutaj jednak znów są różnice pomiędzy deklaracjami a praktyką. W takich związkach żyje 30% ankietowanych, w 25% przypadków kobieta zajmuje się zarówno pracą zawodową, jak i prowadzeniem domu. W co piątej rodzinie dom samodzielnie prowadzi kobieta a mężczyzna zajmuje się zarabianiem pieniędzy. Najciekawsze jest to, że w 3% rodzin sytuacja jest odwrotna - to kobieta zajmuje się pracą i zarabianiem a mężczyzna domem. Tak jest w 3% rodzin, choć oficjalnie taki model rodziny popiera zaledwie 1% ankietowanych.
W porównaniu z rokiem 1996 większych zmian nie ma. Można odnotować jedynie niewielką zmianę w deklaracjach dotyczących pożądanej liczby dzieci. Teoretycznie deklarujemy, że chcemy mieć więcej dzieci. Czterech na stu Polaków deklaruje, że w ogóle nie chce mieć dzieci.
Jeśli nie więcej dzieci, to co?
W sytuacji, w której rodzi się coraz mniej dzieci a społeczeństwo się starzeje szansą na uratowanie sytuacji gospodarczej mogą być imigranci. Głównie ci zza wschodniej granicy. Dla nich Polska, jako kraj Unii Europejskiej może być zarówno dużą szansą na dalszy rozwój, jak i możliwością poprawy warunków materialnych.
Tyle tylko, że jak wynika z badań dotyczących sytuacji cudzoziemek zza wschodniej granicy w Polsce, taka sytuacja powoli przechodzi do historii. Kobiety, dla których jeszcze jakiś czas temu małżeństwo z Polakiem było łatwym sposobem na uzyskanie legalnego pobytu w UE coraz rzadziej wybierają nasz kraj jako miejsce życia i zakładania rodzin. Jak w „Rzeczpospolitej” mówi autorka badań prof. Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego: „w ostatnich dwóch latach liczba Ukrainek i Białorusinek zakładających tu rodziny zmniejszyła się o prawie 10 proc., a liczba urodzonych przez nie dzieci o jedną szóstą. Imigranci ze Wschodu nie chcą już osiedlać się w Polsce”.
Polska nie jest już atrakcyjna
Powodem takiego stanu rzeczy jest m.in.: powolna, ale systematyczna, poprawa warunków życia w państwach za naszą wschodnią granicą. Nie można również zapominać o tym, że procedury przyznawania zezwolenia na pracę w Polsce nie należą do najłatwiejszych. Takie przepisy miały oczywiście chronić nasz kraj przed napływem tzw. „taniej siły roboczej” i zwiększeniem bezrobocia wśród Polaków. Tyle tylko, że jak podają eksperci z Narodowego Banku Polskiego każdego roku powinno się u nas osiedlać ok. 100 tys. imigrantów, w przeciwnym razie do 2060 roku może w Polsce zabraknąć rąk do pracy.
Polska nie prowadzi również żadnych atrakcyjnych programów stypendialnych, które zachęcałyby do studiowania w naszym kraju i pozostania tutaj na stałe. Niż demograficzny już zabija polskie uczelnie i powoli zaczyna również być odczuwalny na rynku pracy. Żeby zatrzymać ten proceder musimy zatem albo bardziej otworzyć się na imigrantów albo też przejść od teorii do praktyki i deklaracje o chęci posiadania wielu dzieci wcielić w życie. Przechodząc w końcu od słów do czynów.