Władysław Bartoszewski - więzień Auschwitz.
Władysław Bartoszewski - więzień Auschwitz. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta

W Polsce co jakiś czas odżywa "pojedynek na bohaterstwo” z byłym niemieckim nazistowskim obozem Auschwitz w tle. Zupełnie jak przed rokiem. Z jednej strony był maksymalnie kompromitujący władze brak zaproszenia dla najbliższej rodziny Witolda Pileckiego, z drugiej - ciągle aktualny spór o pobyt w obozie Władysława Bartoszewskiego.

REKLAMA

Internet, przynajmniej w części, już dawno osądził byłego więźnia Auschwitz, powstańca warszawskiego, współpracownika opozycji w czasach PRL i szefa MSZ w III RP. Między innymi za słowa o tym, że w czasie okupacji bardziej obawiał się Polaków aniżeli Niemców. Dla jednych to dowód na kolaborację byłego więźnia Auschwitz. Obozu, w którym przesiedział prawie siedem miesięcy, po czym "niespodziewanie" wyszedł na wolność. Jego przeciwnicy powtarzają jak mantrę: Niemcy "wypuszczali" więźniów obozu tylko przez kominy, a skoro Bartoszewski wyszedł inną drogą – zgodnie z logiką jego przeciwników - współpracował z oprawcami.

Opowiadając o moim Auschwitz, wciąż wypełniam dawne zobowiązanie. Nie przeżyłbym, gdyby polski więzień doktor Edward Nowak nie przyjął mnie do obozowego szpitala. A postanowił mnie ratować, bo wierzył, że kiedyś dam świadectwo o tym piekle.

Władysław Bartoszewski w książce "Mój Auschwitz"

Spór o bohaterstwo Zarzuty wobec byłego więźnia Auschwitz brzmią bardzo swojsko, bo przecież Polacy uwielbiają rozprawiać się z mitami czy legendami. Niektórzy wręcz wprost drwią z „nadmuchanego bohatera” - jak nazywają zmarłego przed rokiem Bartoszewskiego - przeciwstawiając mu Pileckiego, ofiarę stalinowskiego reżimu, wielkiego Polaka pochowanego prawdopodobnie gdzieś na powązkowskiej Łączce. Co do tego, że to właśnie rotmistrz należy do grona największych bohaterów XX stulecia - nie ma wątpliwości. Czy rzeczywiście należy jednak doszukiwać się tu jakiejkolwiek rywalizacji?

"Zagadka Auschwitz" Dyskusja nad przeszłością Bartoszewskiego ciągnie się od dawna. Krytyków „profesora” - bo tak również się o nim pisze - uderza najbardziej nie sam fakt tytułowania go najwyższym stopniem naukowym (Bartoszewski nie ukończył studiów, choć niemieckie uczelnie tytułowały go właśnie profesorem), a wspomniana "zagadka Auschwitz". Mówią: musi być coś na rzeczy, skoro ten o własnych siłach wyszedł z tak ponurego miejsca. A może "pomogli" mu Niemcy? - takie głosy też się pojawiają.

Władysław Bartoszewski na obozowej fotografii.
Władysław Bartoszewski na obozowej fotografii. Domena publicza

Ale wyjątki od reguły się zdarzały. Bartoszewski był w obozie niespełna siedem miesięcy, po czym (w tym momencie pojawia się jeden z głównych powodów do jego krytyki) został wypuszczony – historia zna takie przypadki, szczególnie w początkowym okresie funkcjonowania niemieckich obozów koncentracyjnych. W wyniku presji zewnętrznej, błagań rodziny ze „znajomościami” czy wskutek przekupstwa.

Zdarzało się również, iż Niemcy wypuszczali niedoszłe ofiary, bo chcieli pokazać światu, z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem włącznie, że w obozach wcale nie jest źle. Przypadki zwolnień więc były, choć należały do rzadkości. Przykład? W lutym 1940 roku, w wyniku zabiegów dyplomatycznych, Niemcy uwolnili z obozu Sachsenhausen ponad 100 polskich naukowców, zatrzymanych podstępem na Uniwersytecie Jagiellońskim w listopadzie 1939 roku.

A według niemieckiej „filozofii” to nie miało prawa się wydarzyć. Podobnie jak uwolnienie po 10 miesiącach pobytu w Auschwitz Antoniego Kocjana (nr 4267), konstruktora szybowców, współpracownika wywiadu AK. Ofiary łapanki z 19 września 1940 roku.

Antoni Kocjan w KL Auschwitz.
Antoni Kocjan w KL Auschwitz. Domena publiczna

Bartoszewski o Pileckim: bohater Bartoszewski trafił w niemieckie ręce tego samego dnia, co Kocjan właśnie. W czasie łapanki, Niemcy schwytali łącznie ok. 1700 osób. Wśród nich był także Pilecki - ten, który poświęcił się dla sprawy i z własnej woli dał się złapać, aby wypełnić niewykonalną, jakby się wydawało, misję.

Co jednak mówił Bartoszewski o rotmistrzu? Wielokrotnie wyrażał się o nim z uznaniem, choć dla jego przeciwników najważniejszym argumentem wciąż pozostaje - jak twierdzą - zablokowanie przez "profesora" pośmiertnego przyznania rotmistrzowi Orderu Orła Białego. Wiadomo jednak, że w czasach PRL Bartoszewski zbierał dokumentację dotyczącą losów Pileckiego, którą następnie przekazywał nielegalnymi kanałami do Londynu.

Był bohaterem, bo wykonując zadania konspiracyjnego wywiadu, postanowił sprawdzić, co się dzieje z ludźmi zgarniętymi w masowych łapankach. Przecież nie miał żadnych gwarancji, że trafi do Auschwitz. To naprawdę wystarczający, może nawet jeszcze większy akt heroizmu, bo równie dobrze Pilecki ryzykował na przykład, że zostanie rozstrzelany w Palmirach.

Bartoszewski o rtm. Pileckim w książce "Mój Auschwitz"

Były szef polskiej dyplomacji uważał Pileckiego za bohatera i otwarcie pisał, że ten w czasie łapanki dobrowolnie wmieszał się w tłum aresztowanych. Część zatrzymanych, zanim trafiła do pociągów, została wykupiona przez rodziny, o czym wspomina nawet ochotnik do Auschwitz.

Książka Władysława Bartoszewskiego "Mój Auschwitz".
Książka Władysława Bartoszewskiego "Mój Auschwitz". Domena publiczna

Transport Bartoszewskiego był na miejscu 21 września 1940 roku, o godzinie 22. Odtąd był numerem 4427. Przebywał na tzw. bloku młodocianych i w obozowym szpitalu. Wyszedł na wolność po 199 dniach, 8 kwietnia 1941 roku. Razem z nim trzech innych więźniów. Łącznie, według relacji Bartoszewskiego złożonej w jerozolimskim instytucie Yad Vashem w październiku 1963 roku, Niemcy mieli zwolnić z Auschwitz w 1941 roku co najmniej 500 osób.

Około 500-600 osób z łapanek zwolniono w 1941 roku, moja instytucja, a więc Polski Czerwony Krzyż, zdołała mnie wyciągnąć. Do Warszawy wróciłem ciężko chory, byłem jednym z pierwszych, który przekazał informacje o Oświęcimiu, które – o czym wtedy jeszcze nie wiedziałem – trafiły do osób współpracujących z Aleksandrem Kamińskim. Przekazywałem je przez szereg rąk.

WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI W KSIĄŻCE "O ŻEGOCIE"

Auschwitz równa się śmierć A jak więzień obozu tłumaczy swoje uwolnienie? Szczęściem i staraniami Polskiego Czerwonego Krzyża (w którym pracował, jak wynika z jego relacji, od początku 1940 roku) oraz rodziny. Traf chciał, że w chwili aresztowania miał przy sobie legitymację pracownika PCK. Wtedy okazała się nieprzydatna, ale po kilku miesiącach była bezcenna. Bartoszewski wiele zawdzięczał też polskiemu więźniowi – lekarzowi Edwardowi Nowakowi.

Władysław Bartoszewski po wojnie na tle byłego niemieckiego obozu.
Władysław Bartoszewski po wojnie na tle byłego niemieckiego obozu. Domena publiczna

Bartoszewski widział ludzkie dramaty na własne oczy. Zachowały się jego obozowe fotografie w charakterystycznym więziennym drelichu. Pozostawił wiele relacji, a niektóre z nich opublikowano już w 1942 roku. Znalazły się w konspiracyjnej broszurze Haliny Krahelskiej „Oświęcim. Pamiętnik więźnia”. Czy człowiek, który nie zaznał represji z rąk Niemców, pisałby tyle o cierpieniach, zarówno swoich, jak i współwięźniów?

Zawsze jednak można powiedzieć, że świadek w swojej sprawie to żaden świadek...

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl