
Prokuratura bada sprawę Piotra Dudy. Chodzi o wypowiedź szefa NSZZ „Solidarność”, jaka padła w kierunku posłów ze Śląska na styczniowej konferencji prasowej: – My wiemy, znamy wasze nazwiska i wiemy, gdzie mieszkacie i immunitet wam nie pomoże.
REKLAMA
Piotr Duda w ten sposób naciskał na posłów ze Śląska, by ci nie poparli przygotowanego przez rząd Ewy Kopacz projektu ustawy zakładającej – w ramach restrukturyzacji Kompanii Węglowej – likwidację czterech kopalń.
– Jeżeli się okaże, że ta ustawa zostanie w tym tygodniu przegłosowana w Sejmie, pójdzie szybką ścieżką do Senatu, pan prezydent podpisze, to my też wiemy, co mamy robić – mówił Piotr Duda. – Ja chcę tym posłom ze Śląska powiedzieć jedno: my wiemy, znamy wasze nazwiska i wiemy, gdzie mieszkacie i immunitet wam nie pomoże.
Na fakt, że takie słowa mogą być zaklasyfikowane jako groźba karalna zwrócili Dudzie uwagę już dziennikarze obecni na konferencji. Ten jednak zlekceważył ich argumenty.
Wypowiedź szefa "Solidarności" skomentował też marszałek Sejmu Radosław Sikorski, wzywając Dudę do wycofania kontrowersyjnych słów. – Te słowa budzą niepokój, to nacisk na granicy groźby karalnej – zauważył Sikorski, dodając, że Sejm "pracuje energicznie nad jedynym realnym planem uzdrowienia sytuacji w górnictwie".
Dziś zawiadomienie o tym, że słowa Piotra Dudy mogły być groźbą karalną, wpłynęło do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ - podaje TVN24. Informację potwierdził już rzecznik tej instytucji, Przemysław Nowak. Teraz prokuratorzy mają 30 dni na czynności sprawdzające i decyzję, czy wszcząć śledztwo czy odrzucić zawiadomienie.
Źródło: TVN24.pl
