
– Janusz Palikot uwiódł mnie swoimi pomysłami i swoim planem gospodarczym, ale Twój Ruch okazał się pomyłką. Tam jest za dużo testosteronu i wzajemnej nienawiści. W PSL-u rządzi natomiast demokracja i poszanowanie poglądów jednostki. Ta partia przyciąga i przyciągać będzie jeszcze wielu posłów – mówi w "Bez autoryzacji" Halina Szymiec-Raczyńska, posłanka Polskiego Stronnictwa Ludowego.
REKLAMA
Podoba się pani w PSL?
Są tu świetni, bardzo otwarci i życzliwi ludzie, wspaniała atmosfera. Każdy z nas ma swoje poglądy, ale partia w to nie ingeruje. Mamy tak zwaną wolność światopoglądową. Głosujemy tak jak nam się podoba, a przy tym mamy świetnych, aktywnych ministrów. Janusz Piechociński, Władysław Kosiniak-Kamysz, oni naprawdę sporo robią dla Polaków. Tak, zdecydowanie bardzo mi się podoba.
Bardziej niż w Twoim Ruchu?
Z pewnością. Tam było zbyt dużo agresji, takiego wzajemnego dokopywania sobie, nawet partyjnym kolegom. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt dużo testosteronu.
Janusz Palikot uwiódł mnie swoimi pomysłami i przede wszystkim swoim programem gospodarczym. Wcześniej nie miałam z polityką nic wspólnego, a zaczęłam dlatego, że strasznie wkurzała mnie sytuacja przedsiębiorców. Ja sama przecież jestem lekarzem, ale też jestem przedsiębiorcą. No ale okazało się, że to nie partia dla mnie.
Najpierw z Twojego Ruchu przyszła pani i panowie Bartłomiej Bodio, Dariusz Dziadzio i Artur Bramora. Potem poseł Artur Dębski, Tomasz Makowski, Michał Pacholski, Paweł Sajak, Henryk Kmiecik i Artur Górczyński, teraz John Godson. Co tak bardzo urzeka w PSL posłów innych ugrupowań?
Najważniejsza jest chyba ta atmosfera współpracy i poczucie, że pracuje się z ludźmi kulturalnymi i inteligentnymi. Proszę zwrócić na to uwagę, że jak na mównicę wychodzą posłowie PSL to ich wystąpienia są merytoryczne, konkretne, kulturalne. Tam nie ma wycieczek osobistych, nie ma prania brudów, nikt nikomu nie wyciąga dziadków z Wehrmachtu. Jest współpraca, merytoryka i poczucie panującej wokół demokracji.
John Godson, uważany za solidnego konserwatystę, odnajdzie się w tej atmosferze?
No, skoro myśmy się odnaleźli, to i on sobie poradzi. Ja myślę, że oni w partii bardziej bali się nas, że jak przyjdziemy, pozrywamy ze ścian wszystkie krzyże, że będziemy bardziej agresywni. Ale okazało się, że świetnie się dogadujemy. My się odważyliśmy i dobrze, że Godson też się na taką zmianę odważył. Choć nie znam go zbyt dobrze. Wiem co robił, jak działał, jakie ma poglądy, ale poznałam go dopiero niedawno na naszym opłatku. Bo my w PSL obchodzimy takie rzeczy, tak jak i urodziny, imieniny. I zawsze jest jakaś mała impreza, jakiś drobny prezent, jakieś ciasto na stole.
Godson właśnie wtedy, w grudniu, stwierdził, że „z uznaniem patrzy na to, co dzieje się w PSL”...
Myślę, że chodziło mu właśnie o tę rodzinną atmosferę. Tu raz, że wszyscy się szanują, a dwa – jak coś się komuś nie podoba, to zawsze może iść do Janusza [Piechocińskiego – red.] i powiedzieć „słuchaj, to jest źle, to mi się nie podoba, zajmij się tym, sprawdź”. Panuje wolność słowa.
A przyjście Johna Godsona to dla partii źle czy dobrze?
Żadnych rewolucji raczej nie będzie. Będzie za to jeszcze bardziej przaśnie, kolorowo. Ale – jak mówią – była Platforma Obywatelska, a my budujemy Platformę Ludową.
Trochę mnie przeraża, że jest takim konserwatystą, ale nikt go na siłę zmieniał nie będzie. Ja też mam swoje poglądy, chociażby na kwestię posiadania dzieci czy ich braku. Owszem jestem katoliczką, ale racjonalną. Bo jestem też kobietą i lekarzem ginekologiem – wiem doskonale co znaczy dla kobiety i niechciana ciąża, i brak upragnionej ciąży.
Dobrze byłoby jakby się udało go trochę złagodzić, ale jak się nie uda, to i cóż z tego?
