
Dawniej taki widok był normą pod niemal każdym dachem. Dziesiątki plastikowych wałków w różnych kolorach na głowie pań, przykrytych siatką i upiętych szpilkami. Dziś wałki we włosach i papiloty kojarzą się bardziej z reliktem przeszłości, trwałą ondulacją i zapachem spalonych pukli. Ale czy na pewno to obrazek tylko z dawnych lat? Patrząc na nowoczesne wałki indukcyjne "The O" wydaje mi się, że wręcz przeciwnie.
Do czego potrzebne nam wałki? Moda ma to do siebie, że raz na jakiś czas zatacza koło i powraca. Kilka dni temu pisałam o kręconych włosach, które detronizują włosy proste. Wygładzane przez lata żelazkiem, jak przy linijce, wreszcie nabierają objętości i nowej struktury. Przy dzisiejszych elektronicznych zabawkach, jak lokówki czy suszarko-lokówki, można wyczarować dowolny skręt i objętość fal czy loków. A wałki? Można powiedzieć, że to lokówka w wersji retro. Ale nie tylko lokówka. Przydają się szczególnie na włosach długich i półdługich. A to kilka zastosowań wałków, które naprawdę działają. I ułatwiają nam życie!
Objętość XXL
Wałki w zależności od gabarytu mogą oprócz loków, dodawać włosom objętości i genialnie odbijać je od nasady. Wystarczy na bardzo duże, około 10 -15 cm średnicy wałki - cztery do sześciu sztuk - nawinąć jeszcze wilgotne po umyciu włosy. I suszyć je suszarką. Wówczas uzyskamy dwie rzeczy: włosy będą odbite od nasady jak po wizycie u dobrego fryzjera, a po drugie - zwiększy się ich objętość. Wbrew pozorom wałki tego rozmiaru nie działają na włosy jak lokówka, tylko jak prostownica. Żeby efekt był trwalszy niż kilka minut, warto je potrzymać nieco dłużej. W tak zwanym międzyczasie możesz zrobić makijaż, ubrać się czy wypić kawę. Jeszcze z wałkami na głowie, rozpyl nad nimi lakier do włosów, a dopiero później - zdejmij. To naprawdę działa! Megaobjętość gwarantowana.

Odświeżenie fryzury
Czasami kilka wałków może uratować cię przed tak zwanym bad hair day. W zależności od upodobań odnośnie skrętu loków i ich wielkości, załóż na zmoczone wodą włosy - średniej wielkości wałki (4-6 sztuk) na pasma w połowie ich długości lub niemal na same końcówki i wysusz fryzurę suszarką. A nabierze trójwymiaru. Oczywiście i w tym wypadku wskazane jest pozostawienia wałków na włosach przez co najmniej 15-30 minut. Inaczej loki nie utrwalą się i szybko stracą swój kształt. Już kilka loków gdzieniegdzie we włosach sprawi, że uczesanie wyda się mniej nudne niż zwykłe rozpuszczone włosy czy węzełek na czubku głowy.
Hollywoodzkie fale
Fryzura w stylu Rity Hayworth wymaga nieco więcej czasu niż pół godziny na wałkach. Przydadzą się do niej takie o mniejszej średnicy, których nie przymocowujesz standardowo jeden obok drugiego na całej głowie, lecz koncentrujesz się na dolnej części fryzury. Objętość i fale w latach złotego Hollywood zaczynały się na wysokości od ucha - w dół. I jeśli chcesz pójść na całość w stylizacji retro, możesz jeszcze dodać dwa loki tuż przy czole (ale to raczej polecam na wyjątkowe okazje i przebieranki właśnie). Albo fryzurę uwspółcześnić i pozostać tylko przy falach z tyłu głowy, u dołu. Możesz je nakręcić także na wałki średniej wielkości. Żeby fryzura nie była zbyt wyczesana, warto ją albo delikatnie rozczesać palcami i roztrzepać, albo upiąć włosy wsuwkami od dołu (włosy będą wyglądały na krótsze).

Bałagan kontrolowany
Sprężynki w stylu loków komunijnych nie są najlepszym pomysłem, chyba, że szykujesz się na bal przebierańców i zawsze marzyłaś, żeby zostać Kim Wilde lub Samanthą Fox. Natomiast obie panie wówczas, w czasach swojej popularności nosiły klasyczną trwałą ondulację. Dziś trwała wraca do łask, ale w lekko stunningowanej postaci. Zamiast sprężynek - surferskie fale. Albo lekki bałagan. Podobny efekt możesz też uzyskać zawijając różnej wielkości wałki na włosach (prawdziwe surferskie fale nigdy nie są równe i jednolite), od połowy ich długości (inaczej powstanie baranek w stylu „eighties”) i położyć się spać. Rano wystarczy wałki zdjąć, a włosy utrwalić solą morską w spreju lub podobnym kosmetykiem do stylizacji. I potargać palcami. Wygląda to genialnie i jest to bałagan kontrolowany, którego nie powstydzi się żadna fashionistka.
O tym, że warto nosić wałki zapewnia też Piotr Rawicz-Mikułowski, Fryzjer Rzemieślnik:
Piotr Rawicz - Mikułowski, Fryzjer Rzemieślnik
I od dziś nie takie wałki straszne, jak je malują. Bo jako gadżet do dekoracji włosów, albo nakrycie głowy wykorzystał je w tym sezonie sam kreator mody Jean Paul Gaultier na ostatnim pokazie haute couture w Paryżu.
