
Arcybiskup Henryk Hoser nazwał "zdradą" nauk papieża Wojtyły dzisiejszy przekaz Kościoła w kwestii małżeństwa i rodziny. Ale choć diagnozując duszpasterskie problemy ma sporo racji, w jednym grubo się myli – nakazy JP2 sprzed 30 lat nie mogą być interpretowane dosłownie. Papież Franciszek to zrozumiał, polscy hierarchowie wciąż mentalnie tkwią w głębokiej komunie.
Od dłuższego czasu z Kościoła nad Wisłą dobiegały ciche głosy niezadowolenia z tego, jaki kurs obiera pontyfikat papieża Franciszka. Dobitnie było to widać po synodzie o rodzinie, którego początkowy przekaz (m.in. w sprawie konkubinatów i związków homoseksualnych) został publicznie skrytykowany przez szefa Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego. Teraz jednak pojawił się głos zdecydowanie mocniejszy – i w tonie, i treści. Arcybiskup Hoser poszedł o kilka kroków dalej i uznał Kościół pod przewodnictwem Franciszka za "zdrajcę".
Wszystkie wskazania, zapisane przez papieża w rewelacyjnej adhortacji „Familiaris Consortio” nie były realizowane. Papież sformułował w nich m.in. cztery zadania rodziny. Proszę poprosić konfratrów, żeby je wymienili. Duszpasterze nie wymienią, bo nie czytali albo nie pamiętają, a wierni, żeby coś zrealizować, muszą wiedzieć konkretnie, co.
Nie da się zrozumieć, co naprawdę miał na myśli duchowny, bez zapoznania się z treścią cytowanych przez niego źródeł. Abp. Hoser ma rację, że we wspomnianej papieskiej adhortacji sformułowane zostały "zadania pasterskie wobec rodziny". Jan Paweł II potwierdził w niej m.in. naukę o jedności, nierozerwalności małżeństwa, przeciwstawił się stosowaniu antykoncepcji, a jako "nieprawidłowe" wymienił np. małżeństwa na próbę, wolne związki czy związki cywilne.
Inni komentatorzy podobnie odbierają to, co powiedział abp. Hoser. Jacek Kowalczyk, publicysta portalu "Polityki", napisał, że nie chodzi nawet o sedno i jego, i papieskich wywodów – przecież nie może dziwić refleksja Kościoła na temat słabości małżeństwa, obaw młodych ludzi przed wiązaniem się czy nietrwałości relacji. Chodzi o język.
Problemem Kościoła jest to, że jego język już nie opisuje świata, w którym żyją wierni. Chodzą do kościoła, bo tak wypada, daje im to pewne poczucie wspólnoty, podtrzymuje nadzieję, że nie wszystek umrę itd. Ale to nie znaczy, że zmienią swój styl życia poza kościołem. I tu nie chodzi o dostosowywanie się Kościoła do nowych czasów, tu chodzi o dostrzeganie świata, jakim jest. Biskup Hoser go widzi, ale z oczywistych względów nie może wyrwać się ze słownika, którym musi się posługiwać. Czytaj więcej
