Pomysł Bronisława Komorowskiego na pomoc kredytobiorcom może okazać się niebezpieczny.
Pomysł Bronisława Komorowskiego na pomoc kredytobiorcom może okazać się niebezpieczny. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Politycy dostrzegli, że rzesza obciążonych kredytami wyborców to spory problem w obliczu nadciągających wyborów. Swój plan ich ratowania ujawnił Bronisław Komorowski. Chce stworzyć państwowy fundusz, który będzie wykupywał nieruchomości od tych, którzy mają kłopoty. Jako żywo przypomina to amerykańskie programy rządowe, które legły u podstaw kryzysu finansowego, z którym do dzisiaj walczymy.

REKLAMA
Bronisław Komorowski ma własny pomysł na ulżenie wyborcom obciążonym kredytami hipotecznymi - i to nie tylko we frankach, ale i w złotych. Prezydent i jego otoczenie zdają sobie sprawę, że pomimo spadającego kursu franka ten problem będzie przewijał się przez całą kampanię wyborczą. Dlatego Komorowski spotkał się z ministrem finansów Mateuszem Szczurkiem, a efektem tej rozmowy jest nowy plan na pomoc kredytobiorcom.
Zgodnie z planem prezydenta banki i rząd zrzucą się na specjalny fundusz, który pomoże spłacać kredyt w przypadku utraty pracy lub choroby, dając nisko oprocentowaną pożyczkę - opisuje wyborcza.biz, powołując się na prezydenckiego doradcę Olgierda Dziekońskiego .
Jak w Ameryce
W skrajnych fundusz sytuacjach spłaci cały kredyt, przejmując jednocześnie mieszkanie. Klient nadal będzie mógł w nim mieszkać, ale już tylko jako najemca. Kiedy wyjdzie na prostą będzie mógł z powrotem odkupić mieszkanie. Wszystko wygląda dobrze, jest jednak kilka "ale".
Bo program Komorowskiego jest podobny do amerykańskich funduszy, których działalność doprowadziła do amerykańskiego, a w rezultacie światowego kryzysu finansowego. Fannie Mae i Freddie Mac zajmowały się pomaganiem Amerykanom w finansowaniu kredytów mieszkaniowych. Ta pierwsza firma działa od lat 30. i zajmuje się skupowaniem od banków pakietów kredytów hipotecznych.
Co z tego wyrośnie?
Dzięki temu ich oprocentowanie jest niższe, klienci płacą niższe raty, a i spadają wymagania finansowe jeśli chodzi o poziom dochodów czy wkład własny. Także na rynku wtórnym (czyli banków, nie pojedynczych klientów) ma działać "prezydencki" fundusz. Fannie i Freddie obsługiwały ok. 2/3 wszystkich pożyczek w USA, plany Pałacu Prezydenckiego wskazują, że zakres działania funduszu będzie znacznie bardziej ograniczony.
Przynajmniej na początku, bo ten mechanizm ma niebywale duży potencjał do ewolucji. Bo po kolejnych protestach zapewne zostaną obniżone ograniczenia i państwowa pomoc trafi nie tylko do młodych rodzin, które potrzebowały mieszkania, ale też do tych, którzy kupili sobie spore apartamenty. Przede wszystkim jednak taki fundusz daje złudne poczucie bezpieczeństwa, zdejmując (przynajmniej część) odpowiedzialności z banków. A te w pogoni za zyskiem mogą znowu zacząć rozdawać kredyty na prawo i lewo. Tak, jak robiono to w USA przed 2007 r.
Zapłacą podatnicy
Bez problemu można też sobie wyobrazić, że ponowny wykup mieszkania będzie możliwy za jakąś część ceny - tak, jak dzisiaj wykupuje się mieszkania od samorządów za kilka procent wartości. Oczywiście różnice zapłacimy my wszyscy.
Każda instytucja, która podlega politykom będzie podatna na naciski ze strony wyborców. Politycy to populiści i kiedy tylko nastąpi kolejne tąpnięcie na rynku hipotek pojawią się żądania, by do funduszu dosypać pieniędzy. Oczywiście naszych, podatników.
Do tego większe niż w prywatnych firmach jest ryzyko nadużyć i nieprawidłowości. W amerykańskich bliźniakach fałszowano wyniki finansowe, by menedżerowie mogli wypłacać sobie wysokie nagrody. Nie ma pewności, że tak będzie w przypadku "prezydenckiego" funduszu, ale lista zagrożeń jest długa.