Recenzentka z Birdmana: "Nie widziałam twojej sztuki, ale napiszę jej fatalną recenzję". Krytycy to wyrocznie?
Recenzentka z Birdmana: "Nie widziałam twojej sztuki, ale napiszę jej fatalną recenzję". Krytycy to wyrocznie? Kadr z filmu "Birdman"

– Zniszczę cię, ponieważ cię nie lubię – mówi do granego przez Michaela Keatona aktora ceniona recenzentka, która w barze, przy drinku sporządza notatki do opiniotwórczej gazety. Ta krótka, lecz niezwykle intrygująca scena filmu z dziewięcioma nominacjami do Oscara pokazuje, jak wielki wpływ ma opinia jednego człowieka z nazwiskiem na pracę dziesiątek, czasem tysięcy ludzi. – Nie warto się tym tak strasznie przejmować – radzi w rozmowie z naTemat krytyk Maciej Nowak.

REKLAMA
Niektórzy twierdzą, że postać recenzentki z "Birdmana" została wymyślona po to, aby wpłynąć na decyzję członków Akademii Filmowej oraz innych oceniających produkcję. Ci bowiem mogą pokazać, że złośliwa postać w filmie jest przerysowana, a oni sami umieją docenić dobre kino i nagrodzić film statuetkami.
Prywatne porachunki
– Ta recenzja będzie arcydziełem paszkwilu – zapowiada z uśmiechem na ustach filmowa recenzentka do aktora na dzień przed premierą spektaklu, który jest ostatnią szansą na jego ponowne zaistnienie. Guru krytyków to wyrocznia, której zdanie zadecyduje o sukcesie, bądź absolutnej klapie sztuki. Dotyczy to zresztą nie tylko świata teatru, ale i mody, kina, książek czy kulinariów.
logo
Kadr z filmu "Birdman"
Karolina Korwin-Piotrowska, która śledzi świat kultury i show-biznesu twierdzi, że recenzje opracowane na podstawie streszczenia prasowego czy nawet tylnej okładki książki nie należą do rzadkości. – Boleśnie widać to na tzw. stronach kulturalnych w wielu gazetach, także niestety miesięcznikach, które przynajmniej teoretycznie powinny być brane bardziej poważnie – mówi dziennikarka.

To brak zawodowstwa i zwykłe lenistwo, a owi "recenzenci" często dają się złapać na swoim "zawodowstwie". Bardzo często jest to również sposób na załatwienie swoich prywatnych interesów. To daje tzw "fejm" i niekiedy odbywa się to na zasadzie: palnę coś o rzeczy, na której się nie znam, ale zrobię to mocno i będzie news na Pudelku.

Być albo nie być
Krytyk ze znanym nazwiskiem może poważnie zaważyć na popularności nawet najlepszej knajpy, ale i wynieść na piedestał kuchnię średniej rangi. Do osób, których pojawienie się w restauracji przyprawia właścicieli o drżenie rąk, należy bez wątpienia krytyk teatralny i kulinarny Maciej Nowak. – Nie jestem wyrocznią – zastrzega w rozmowie z naTemat.
Nasz rozmówca zauważa, że zajmuje się swoim fachem od 20 lat, a "Gazeta Wyborcza" w której zamieszcza swoje recenzje, ma bardzo duże grono odbiorców. – Nigdy nie ulegam żadnym wpływom, nie bywam na lunchach prasowych czy otwarciach restauracji. To, dokąd pójdę, jest zawsze moją suwerenną decyzją – mówi krytyk.
Pokaźna grupa czytelników wierzy w trafność opinii Nowaka, czego efektem są wizyty w pozytywnie opisanych przez niego lokalach. – Jest grupa ludzi, dla których jestem wiarygodny, ale dla niektórych to moje pisanie jest zupełnie nieistotnie. Nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi do pozycji krytyka w każdej dziedzinie sztuki, również w kulinariach – słyszę od Nowaka.
Maciej Nowak
Krytyk teatralny i kulinarny

Profesor Marcin Król w swojej ostatniej książce "Europa w obliczu końca" poświęcił cały akapit inflacji pozycji krytyka w rozmaitych dziedzinach. Była ona zbudowana w innej sytuacji kulturowej, kiedy ważne były autorytety. Dzisiaj, w związku z rozwojem internetu i dużym udemokratycznieniem życia publicznego, z autorytetami nie za bardzo się liczymy.

Maciej Nowak jest jednak na tyle rozpoznawalny i ceniony, że jego pojawienie się w restauracji stawia na baczność cały personel. – To się zdarza – przyznaje. – To spięcie w lokalu skutkuje najwyżej lepszym serwisem, ale przecież nie zaczną lepiej gotować w ciągu piętnastu minut, nie zmienią kucharzy i nie wymyślą nowej karty. Są dla mnie milsi, ale ja oceniam zawsze to, co mam podane na talerzu. Nie warto się tym tak strasznie przejmować – radzi Maciej Nowak. Recenzją przejął się właściciel knajpy recenzowanej przez Nowaka pod koniec 2014 roku. Internauci mogli obserwować wtedy publiczną dyskusję na temat krytycznej recenzji, z którą nie zgadzał się twórca chińskiej knajpy.
logo
Maciej Nowak - krytyk teatralny i kulinarny w czasie wizyty w warszawskiej restauracji przy ul. Pięknej Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Film jak choroba
Są jednak tacy, którzy wbrew radom Nowaka, opinie krytyków traktują śmiertelnie poważnie. Do największych i najbardziej wpływowych znawców kina w Polsce można zaliczyć bez wątpienia Tomasza Raczka. Dziś niestety nie znalazł czasu na rozmowę, ale to właśnie jego opinie należą nad Wisłą do kluczowych, o czym boleśnie przekonali się twórcy filmu "Kac WAWA".
Tomasz Raczek
Krytyk filmowy

Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na Kac WAWA do kina. Ten film powinien ponieść klęskę frekwencyjną - może to nauczyłoby czegoś producentów. WSTYD!

– Tomasz Raczek przekroczył swoje kompetencje obrażając twórców Kac WAWA - mówił producent Jacek Samojłowicz, oburzony na opinię krytyka. Raczek napisał o jego filmie że dawno nie czuł się w kinie tak głęboko zażenowany. – To nie jest po prostu zły film. Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów – powiedział. Konflikt krytyka z producentem zakończył się w sądzie.
Czy zatem przejmować się opiniami znanych recenzentów? Z pewnością robi to niemal każdy twórca czy restaurator, bo trudno jest przejść obojętnie wobec miażdżącej, subiektywnej krytyki. Jako widzowie, czytelnicy czy klienci restauracji powinniśmy jednak pamiętać, że ci "Bogowie branży", to tak naprawdę ludzie tacy jak my, ale o innych doświadczeniach i z własnymi preferencjami. Te zaś mogą być całkowicie odmienne od naszych.