
– Zniszczę cię, ponieważ cię nie lubię – mówi do granego przez Michaela Keatona aktora ceniona recenzentka, która w barze, przy drinku sporządza notatki do opiniotwórczej gazety. Ta krótka, lecz niezwykle intrygująca scena filmu z dziewięcioma nominacjami do Oscara pokazuje, jak wielki wpływ ma opinia jednego człowieka z nazwiskiem na pracę dziesiątek, czasem tysięcy ludzi. – Nie warto się tym tak strasznie przejmować – radzi w rozmowie z naTemat krytyk Maciej Nowak.
– Ta recenzja będzie arcydziełem paszkwilu – zapowiada z uśmiechem na ustach filmowa recenzentka do aktora na dzień przed premierą spektaklu, który jest ostatnią szansą na jego ponowne zaistnienie. Guru krytyków to wyrocznia, której zdanie zadecyduje o sukcesie, bądź absolutnej klapie sztuki. Dotyczy to zresztą nie tylko świata teatru, ale i mody, kina, książek czy kulinariów.
To brak zawodowstwa i zwykłe lenistwo, a owi "recenzenci" często dają się złapać na swoim "zawodowstwie". Bardzo często jest to również sposób na załatwienie swoich prywatnych interesów. To daje tzw "fejm" i niekiedy odbywa się to na zasadzie: palnę coś o rzeczy, na której się nie znam, ale zrobię to mocno i będzie news na Pudelku.
Krytyk ze znanym nazwiskiem może poważnie zaważyć na popularności nawet najlepszej knajpy, ale i wynieść na piedestał kuchnię średniej rangi. Do osób, których pojawienie się w restauracji przyprawia właścicieli o drżenie rąk, należy bez wątpienia krytyk teatralny i kulinarny Maciej Nowak. – Nie jestem wyrocznią – zastrzega w rozmowie z naTemat.
Profesor Marcin Król w swojej ostatniej książce "Europa w obliczu końca" poświęcił cały akapit inflacji pozycji krytyka w rozmaitych dziedzinach. Była ona zbudowana w innej sytuacji kulturowej, kiedy ważne były autorytety. Dzisiaj, w związku z rozwojem internetu i dużym udemokratycznieniem życia publicznego, z autorytetami nie za bardzo się liczymy.
Są jednak tacy, którzy wbrew radom Nowaka, opinie krytyków traktują śmiertelnie poważnie. Do największych i najbardziej wpływowych znawców kina w Polsce można zaliczyć bez wątpienia Tomasza Raczka. Dziś niestety nie znalazł czasu na rozmowę, ale to właśnie jego opinie należą nad Wisłą do kluczowych, o czym boleśnie przekonali się twórcy filmu "Kac WAWA".
Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na Kac WAWA do kina. Ten film powinien ponieść klęskę frekwencyjną - może to nauczyłoby czegoś producentów. WSTYD!
