
Po długich przygotowaniach dobiegają końca prace nad raportem o kosztach związków zawodowych w Polsce. Na pytania posłów odpowiedziało 1217 instytucji, ale niektóre odmawiały danych. – Przyznawano to nieoficjalnie. "Jak się dowiedzą, że wam o tym mówimy, możemy mieć nieprzyjemności" – mówi Michał Jaros, poseł PO w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
REKLAMA
Jaros jest członkiem parlamentarnego zespołu ds. wolnego rynku, rozmawiał z gazetą o zasadach działania i finansowania związków zawodowych w Polsce.
Polityk wyliczał w "Gazecie Wyborczej", że koszty funkcjonowania związków zawodowych to ok. 250-300 mln zł rocznie. Podawał przykład urzędu miejskiego w Złotoryi, gdzie utrzymanie jednego związkowca kosztuje ok. 34 tys. zł rocznie. Michał Jaros z PO postuluje, by to związkowcy sami płacili za utrzymanie działaczy, zbierając wśród członków składki.
O protestach organizowanych teraz w Polsce przez związki zawodowe pisał w naTemat Jakub Noch. Realne zagrożenie konfliktem o ogólnoeuropejskiej skali, w świetle którego część globalnych graczy próbuje dokonać rozstrzygnięć z pominięciem Polski w Warszawie... nie ma już większego znaczenia. Ważniejsze dla rządu stały się strajki rolników, górników i uspokajanie kolejnych grupy stojących w kolejce po więcej pieniędzy i przywilejów.
– To są już inni związkowcy, w nas było więcej patriotyzmu – komentuje Jerzy Borowczak, który w sierpniu 1980 roku inicjował historyczne strajki na Wybrzeżu. Dziś proponuje, by w geście dobrej woli związkowcy odpuścili premier Ewie Kopacz choć na kilka tygodni, by mogła wreszcie zająć się polityką zagraniczną.
– Propozycje ministra są nie do przyjęcia, blokady zostają. W środę ciągniki ruszą w marszu gwiaździstym na stolicę – zapowiedział w poniedziałkowy poranek lider rolniczego OPZZ Sławomir Izdebski. W tym świetle gorsi nie mogli zostać więc protestujący górnicy i kilka godzin później związkowcy ze Śląska ogłosili zaostrzenie strajku w kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który od teraz przybierze formę okupacyjną. Za plecami rolników, górników wciąż gotowi dołożyć swoje trzy grosze do kryzysu w państwie są też pocztowcy, kolejarze i nauczyciele.
Źródło: wyborcza.pl
