Józef Piłsudski i Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Obaj mieli szanse na prezydenturę.
Józef Piłsudski i Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Obaj mieli szanse na prezydenturę. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Historyka, prawnika, przedsiębiorcę, muzyka, reżysera, a nawet ochroniarza mamy w gronie kandydatów do urzędowania w Pałacu Prezydenckim. Wśród nich zarówno magistrzy, jak i doktorzy, urzędnicy państwowi w randze ministra czy wojewody. A kto pretendował do funkcji głowy państwa przed wojną?

REKLAMA
W wyścigu o pierwszą w dziejach Polski prezydenturę wzięła w 1922 roku udział piątka kandydatów, wśród nich wybitne osobistości. Do rywalizacji stanęli: hrabia Maurycy Zamoyski (prawica), Stanisław Wojciechowski (PSL „Piast”), Ignacy Daszyński (PPS) oraz dwóch profesorów: Gabriel Narutowicz (PSL „Wyzwolenie”) oraz Jan Badoin de Courtenay (mniejszości narodowe).
logo
Józef Piłsudski i Bolesław Wieniawa-Długoszewski. Starzy przyjaciele, którzy mogli być prezydentami. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pierwszy z nich, Narutowicz, syn powstańca styczniowego, ukończył Politechnikę w Zurychu i zrobił karierę naukowca. Był znanym na świecie budowniczym elektrowni wodnych, profesorem szwajcarskiej uczelni, inżynierem geotechnikiem. Robił też karierę polityczną; w II RP był szefem dwóch resortów - robót publicznych i spraw zagranicznych.
Wystartował w pierwszych prezydenckich wyborach w odrodzonej Rzeczypospolitej, a głosowanie Zgromadzenia Narodowego – ciała, które według konstytucji marcowej miało wybrać nową głowę państwa, wyznaczono na 9 grudnia 1922 roku. W pokonanym polu zostawił czwórkę kandydatów; wygrał, choć nie był faworytem. Przeciwnie niż hrabia Zamoyski.
logo
Hrabia Maurycy Zamoyski - główny pretendent do prezydentury w 1922 roku. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Ten bowiem był wpływową postacią polskiego ziemiaństwa, właścicielem wielkiego majątku. Przed I wojną światową zasiadał jako poseł w Rosyjskiej Dumie, po 1918 roku był ambasadorem w Paryżu. W wyścigu prezydenckim przegrał stosunkiem 227 do 289 głosów, po pięciu głosowaniach. Niespodzianka stała się faktem dzięki poparciu PSL „Piast”. Prawica później rozgłosi, że to zdrada interesów Polski.
Kto miał jeszcze szansę na prezydenturę? Ignacy Daszyński, przywódca socjalistów, jeden z współtwórców polskiej niepodległości, człowiek, który stanął na czele Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej w Lublinie jeszcze zanim Polska oficjalnie odzyskała byt państwowy. To do członków rządu lubelskiego Józef Piłsudski po powrocie do Warszawy z magdeburskiej twierdzy wypowiedział słynne słowa: „Wam kury szczać prowadzać, nie politykę robić!”.
logo
Ignacy Daszyński - jeden z kandydatów do fotela prezydenckiego w 1922 roku. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Inny przegrany – Stanisław Wojciechowski – to znany działacz spółdzielczy, minister spraw wewnętrznych. 9 grudnia 1922 roku musiał obejść się smakiem, ale już niespełna dwa tygodnie później został głową państwa. Nikt nie przypuszczał, że malarz-fanatyk pozbawi prezydenta Narutowicza życia w gmachu warszawskiej „Zachęty”, już tydzień po jego wyborze.
Kto dziś pamięta o Janie Niecisławie Baudouinie de Courtenayu? On też widział się w roli prezydenta, a był nie byle kim. Jego arystokratyczny rodowód prowadził aż do średniowiecznej Francji, a kandydat mniejszości narodowych dał się poznać jako wybitny językoznawca, lingwista, słowem: nietuzinkowa postać. Wykładał na uniwersytetach w Petersburgu, Kazaniu, Dorpacie (obecnie Tartu), Krakowie i Warszawie.
PROF. NORMAN DAVIES O JANIE B. DE COURTENAY

Był pacyfistą, zwolennikiem walki o ochronę środowiska, feministą, bojownikiem o postęp w dziedzinie edukacji i wolnomyślicielem, występował także przeciwko większości konwencji społecznych i umysłowych, jakie panowały w jego czasach.

N. Davies, "Boże igrzysko"
logo
Jan Baudouin de Courtenay - wybitny językoznawca, który mógł być polskim prezydentem. Dziś zupełnie zapomniany. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Zabójstwo prof. Narutowicza okryło hańbą całą młodą polską demokrację, tym bardziej, że zaraz po wyborze Narodowa Demokracja rozpętała na elekta wielką nagonkę. Pierwszego prezydenta tak naprawdę pogrzebano już za życia. 20 grudnia, cztery dni po jego zastrzeleniu, odbyły się nowe wybory. Wojciechowski wygrał z kolejnym polskim wybitnym naukowcem, który próbował sił w wielkiej polityce – prof. Kazimierzem Morawskim. Kandydat Związku Ludowo-Narodowego, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiej i prezes Polskiej Akademii Umiejętności, kawaler najważniejszego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego, przegrał stosunkiem głosów 221 do 298.
Wojciechowski był głową państwa 3,5 roku. Kryzys polskiej państwowości, czyli zamach majowy 1926 roku, pozbawił go urzędu. Prezydent nie chciał dalszego rozlewu krwi (w czasie walk o Warszawę zginęło prawie 400 osób, z czego 164 cywilów) i poszedł na ugodę, ustępując. Wcześniej rozmawiał z Piłsudskim na Moście Poniatowskiego. Ten ostatni przejął pełnię władzy, ale nie po raz pierwszy. Głową państwa – Naczelnikiem – wybrano go już w 1919 roku (rok wcześniej pełnił funkcję Tymczasowego Naczelnika).
logo
Józef Piłsudski zrezygnował z urzędu prezydenta, choć wybrano go nim w 1926 roku. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Ale Piłsudski, od 1920 roku Marszałek, nie chciał być prezydentem. Choć tym obwołało go Zgromadzenie Narodowe 31 maja 1926 roku. 292 głosy za Piłsudskim. Prawie 100 mniej, 193, oddano na hrabiego Adolfa Bnińskiego, ziemianina z Wielkopolski.
DEPESZA PREMIERA FRANCJI EDOUARDA DALADIERA, 26 IX 1939

Oto informacje, jakie posiada wydział dyplomacji o osobie generała Wieniawy. Był on dawniej oficerem marszałka Piłsudskiego, którego zabawiał dowcipami i różnymi facecjami. Zachował (…) pewną fantazję w obejściu, która pod pozorem wielostronnej kultury zdradza rozwiązłość tak duchową, jak i obyczajową.

Ten beztroski kawalerzysta jest w Polsce bardzo popularny, słynie z niepowściągliwych obyczajów i niewybrednego słownictwa. Pięć dni temu, wsiadając w Mediolanie do Sud-Express, by udać się do Paryża, był kompletnie pijany.

Wobec tego gen. Wieniawa-Długoszowski pisemnie zrzekł się urzędu, a w rumuńskim Bicaz, gdzie przebywał internowany Mościcki, powrócono do rozmów w sprawie przyszłej prezydentury. Ostatecznie za najlepszego kandydata, którego skłonne byłyby zaakceptować mocarstwa zachodnie, uznano Władysława Raczkiewicza. Znanego zresztą poza Polską, bo pełniącego funkcję prezesa Związku Polaków Zagranicą. Ponadto byłego ministra spraw wewnętrznych i marszałka Senatu, wojewodę pomorskiego.
Kogo jeszcze w związku z kryzysem widziano w roli prezydenta? Rozważano nominację dla gen. Kazimierza Sosnkowskiego, ale w warunkach wojny zwyczajnie trudno było się z nim skontaktować.
logo
Generał Kazimierz Sosnkowski - miał spore szanse na prezydenturę, gdyby po 17 września 1939 roku Mościcki miał informacje o miejscu jego pobytu. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Innymi kandydatami byli: szef resortu spraw zagranicznych August Zaleski, prymas August Hlond, a także stały bywalec salonów – wybitny pianista i dyplomata Ignacy Jan Paderewski.
AMBASADOR POLSKI W RUMUNII ROGER RACZYŃSKI

Jeśli chodzi o Ignacego Paderewskiego, którego uważał (Mościcki - red.) za najbardziej odpowiedniego kandydata, to zaznaczył, że ze względu na bardzo podeszły wiek i zły stan jego zdrowia nie będzie go można obarczyć tak ciężką misją. O kardynale Hlondzie powiedział natomiast, że chociaż historia przyznaje specjalną rolę polskim prymasom, to ze względu na purpurę kardynalską wyniknąć by mogły bardzo znaczne trudności i skrępowania.

logo
Kardynał August Hlond. Duchowny prezydentem? We wrześniu 1939 roku rozważano także taką możliwość. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Ostatecznie, po pisemnej rezygnacji Mościckiego i wskazaniu następcy, na głowę państwa zaprzysiężono Władysława Raczkiewicza. Był pierwszym spośród sześciu prezydentów na Uchodźstwie, szczególnym - bo jego urzędowanie przypadło na lata wojny.
Symboliczne przekazanie władzy odbyło się w 1990 roku, gdy Ryszard Kaczorowski przywiózł z Londynu do Warszawy prezydenckie insygnia z czasów II RP, wręczając je Lechowi Wałęsie. Ten ostatni był pierwszym polskim prezydentem, wybranym w wyborach powszechnych.