
Dzielnica pogrąża się w absolutnym chaosie, a jej władze wolą wojować ze stołecznym ratuszem na słowa, gesty i hasła. Jak długo można to znosić? Jako mieszkaniec Bemowa, ale także jako warszawiak? Godzić się na głupie wymachiwanie palcem. Naprawdę, w tak słabej kondycji Bemowo nie było od lat. I to trzeba powiedzieć głośno. Do roboty!
REKLAMA
Nie zarzucam władzom Bemowa złych intencji, ale krytykuje metody ich działań. Polityka, jaką nam proponujecie od jakiegoś czasu oraz jej forma jest zła i szkodzi, według mnie, dzielnicy. Żonglowanie hasłami “Zamach stanu” czy “szykanowanie przez prezydent miasta” to puste i nic nieznaczące hasła, które zamiast prowadzić do dialogu, wprowadzają chaos. A ten ogarnia coraz bardziej dzielnice. Przestaliśmy być synonimem wzorowego samorządu, a staliśmy się symbolem bałaganu i obciachu. Przez was! Zamiast budować, mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Jeżeli mamy mówić o jakimkolwiek stanie, to jest nim niemoc i zmęczenie ludzi polityczną hucpą.
Choć odchodziliście w cieniu "afery bemowskiej", to mieszkańcy dali wam kredyt zaufania i powierzyli losy dzielnicy. Może to świadczyć tylko o jednym. Jak wiele dla nas znaczyło to, co do tej pory dla Bemowa zrobiliście. Szło wam naprawdę nieźle! Niestety, dziś polityka przysłoniła wam oczy i nie możecie spojrzeć rozsądnie na całą sytuację. A jest ona obecnie komiczna, czasem wręcz żenująca. Czas się opamiętać i wrócić do pracy. Bo jest co robić!
Wciąganie w samorządową wojenkę mieszkańców i w ich imieniu toczenie jałowego dialogu z władzami miasta jest dziś absolutnie nie do przyjęcia. Jeżeli chcecie bić się o stołki i wykrzykiwać swoje racje, to bardzo proszę, ale nie kosztem Bemowa. Bo stroną, która płaci za wasze utarczki najwyższą cenę są właśnie mieszkańcy dzielnicy.
Zamiast tego zacznijcie porządkować sprawy Bemowa. I najlepiej rozpocznijcie od urzędu, bowiem już doczekał się przydomku “Pentagon”. Więcej kryje tajemnic i afer niż rozwiązanych spraw. Rozejrzyjcie się wokół i posłuchajcie ludzi, którzy tu mieszkają. Nas naprawdę wasze wewnętrzne rozgrywki i polityczne porachunki nie interesują. Gdzie jest Bemowo, które nadawało rytm wprowadzanych zmian w tym mieście? Na pewno nie tam, gdzie pikiety i wrzaski. Mamy 2015 rok i chyba nie tak się załatwia sprawy. Krzykiem i waleniem pięścią w stół.
Wychowałem się i mieszkam na Bemowie. Mam tu rodzinę i najbliższych przyjaciół. Tu się uczyłem, tu mam rodzinny dom, ale także miejsca do których wciąż wracam. Od Jelonek po Chomiczówkę. Wymienić wszystkich wspaniałych miejsc w jednym tekście - nie sposób. Dlatego jest mi po prostu wstyd za włodarzy mojego Bemowa. Uczyniliście wszystko, aby dzielnica, która przez lata uchodziła za wzór dla innych części Warszawy, stała się obiektem drwin. W imię polityki. Bhawo!
