
Zdaniem śledczych wydanie reżysera Amerykanom "byłoby niewłaściwe" i dlatego chcą się powoływać na względy humanitarne – czytamy w "Gazecie Wyborczej". Reżyser ma 81 lat.
REKLAMA
Polska prokuratura uważa też, że nie ma prawnych przeszkód, by odmówić ekstradycji. Proces Romana Polańskiego rozpocznie się w środę w Krakowie. To tam zatrzymuje się reżyser, gdy przyjeżdża do kraju. Polański chciał teraz zalegalizować swój pobyt w naszym kraju, by móc tu pracować nad planowanym od lat filmem o sprawie Dreyfusa.
Ekstradycja Romana Polańskiego do Stanów Zjednoczonych formalnie jest możliwa, ale bardzo mało prawdopodobna.
W 1977 roku Polański, wówczas już znany 44-letni reżyser, wielokrotnie nominowany do Oscara - uprawiał seks z 13-letnią modelką Samanthą (dziś Geimer), którą fotografował w domu Jacka Nicholsona w Hollywood dla magazynu "Vogue". Został oskarżony o gwałt, za co groziło mu w tamtym czasie maksymalnie 50 lat więzienia.
W trakcie procesu Roman Polański poszedł na układ z sędzią Laurencem J. Rittenbandem, który prowadził sprawę. Przyznał się do uprawiania seksu z nieletnią (nie do gwałtu), a w zamian miał spędzić tylko 90 dni w więzieniu na obserwacji psychiatrycznej. Sędzia zerwał jednak umowę i reżyser zdał sobie sprawę, że będzie dalej sądzony za gwałt i może spędzić kilkadziesiąt lat w więzieniu. Tuż przed ogłoszeniem wyroku, w 1978 roku, uciekł więc z USA do Francji.
Od tego czasu nie odwiedził Stanów, a Amerykanie kilka razy wnioskowali o ekstradycję (najgłośniejsza była sprawa z 2009 roku, kiedy na kilka miesięcy trafił do aresztu domowego w Szwajcarii).
Źródło: Gazeta Wyborcza
