
Do kin wszedł właśnie dokument w reżyserii Anety Kopacz, opowiadający historię Joanny Sałygi, która przegrała walkę z rakiem. Zanim to się jednak stało, prowadziła bloga, który był zapisem jej codzienności. W nocy z niedzieli na poniedziałek dokument “Joanna” stoczy swoją walkę - o Oscara. I ma duże szanse, by ją wygrać. Z reżyserką o pracy nad tym do granic poruszającym obrazem.
Joanna Bohaterką dokumentu Anety Kopacz jest Joanna Sałyga, która, gdy tylko dowiedziała się od lekarzy, że choruje na nowotwór, postanowiła założyć bloga. To właśnie na łamach “Chustki” tytułowa Joanna dzieliła się tym, co ją spotkało. Blog stał się zapisem codziennych doświadczeń. Szybko zyskał także wiernych czytelników, którzy we wpisach widzieli coś więcej, niż tylko kolejne części bloga - niesamowitą historię, która ich inspirowała. Czytelniczką bloga stała się w pewnym momencie także sama reżyserka, która w rozmowie ze mną przyznała, że film zrobił na niej ogromne wrażenie:
Aneta Kopacz, reżyserka
Dokument “Joanna” powstał właśnie dzięki takim czytelnikom, jak sama reżyserka. To właśnie oni zbierali środki na jego realizację. Między innymi na jednym z serwisów crowdfundingowych.
Miłość Jednak “Joanna” to nie jest film o śmierci. On opowiada o sile, jaką są rodzina i miłość - uczucie, którego deficyt coraz to mocniej odczuwa współczesne społeczeństwo. I to jest najmocniejsza strona tego dokumentu. On nie szokuje, nie sprawia, że czujemy się źle. On buduje w nas poczucie, że trzeba pełnymi garściami brać to, co daje nam życie. Jeżeli jest obecnie w kinach obraz opowiadający trafnie o tym, czym naprawdę jest miłość, to jest nim właśnie film “Joanna”.

– Ona chciała żyć. Kochała życie. I szalenie kochała swojego syna. Najbardziej ubolewała nad tym, że zostawi rodzinę - mów Kopacz.
Kamera Za kamerą stanął genialny Łukasz Żal, który odpowiedzialny jest także za zdjęcia do innego polskiego kandydata do Oscara - “Idy”. To dzięki Łukaszowi mamy wrażenie, oglądając “Joannę”, że tylko dyskretnie podglądamy codziennie życie bohaterki i jej rodziny. Widzimy rozmowy z mężem na kanapie, wspólne posiłki z synem. Jest coś jeszcze. Choć film rozprawia o śmiertelnej chorobie i walce z nią, w odbiorze jest bardzo delikatny i subtelny. - Subtelny to bardzo dobre słowo - mówi Kopacz. I jak przyznaje, nie miała zamiaru przekraczać granic, ani niczego udowadniać. Chciała pokazać, kim była Joanna, a nie szokować. Jest absolutnie wyważony. Być może dlatego, że reżyserka skupiła się w opowiedzeniu przede wszystkim o relacji między matką a synem.
Aneta Kopacz, reżyserka

W filmie pada także zdanie, które mnie osobiście bardzo wzruszyło. Jego główna bohaterka mówi niemal pod koniec filmu: “Ja nie boję się śmierci. Ale tego, jak wy sobie beze mnie poradzicie”. To film o tym, że nie ma silniejszego uczucia niż miłość, a tą potrafimy przezwyciężać największy strach - śmierć.
Joanna Sałyga umarła 29 października 2012 roku. Film o tej niezwykłej kobiecie od piątku w kinach.
Artykuł powstał we współpracy z Solopan
