
"Ciekawe, ilu Ukraińców rok po strzałach na Majdanie dziś żałuje, że nie poczekali spokojnie do wyborów?" – pytał w piątek Marek Kacprzak z Polsat News. W pierwszą rocznicę krwawych rozstrzygnięć na kijowskim Majdanie publicysta odważył się zapytać głośno o to, o co od miesięcy pyta sieć. Pytania, dlaczego Ukraińcy podpalili nie tylko Kijów, ale i pół Europy, a nie zaczekali tych kilkunastu miesięcy do planowych wyborów znajdziemy pod każdym z najbardziej dramatycznych doniesień ze Wschodu.
Gdyby opozycja nie okopała się na Majdanie w ramach sprzeciwu wobec wycofania się z decyzji o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, Wiktor Janukowycz nie rzuciłby zapewne do walki z protestującym narodem służb specjalnych i snajperów. Gdyby przez miniony rok na Ukrainie panowało status quo, Rosja nie miałaby więc powodów inspirować separatystycznych nastrojów na Krymie i w Donbasie.
Doczekanie takich zmian po terminowych wyborach było bardzo mało prawdopodobne. Z ówczesnym prezydentem był bowiem taki problem, że pojawiały się racjonalne wątpliwości, czy pod jego rządami dojdzie jeszcze na Ukrainie do prawdziwych, demokratycznych wyborów. W geometrycznym tempie pod koniec jego rządów postępował bowiem autorytaryzm. Zamykano usta prasie, opozycjonistów w coraz większej liczbie wsadzano do więzień
W tej sytuacji wielu Ukraińców czuło, że jedyna szansa na odzyskanie wolności jest teraz lub nie pojawi się już nigdy. Szczególnie, gdy obserwowali, że kolejne wysokie stanowiska państwowe obsadzane są przez Wiktora Janukowycz Rosjanami, dla których ukraiński paszport wydany pro forma nie miał żadnej wartości. Kiedy zastanawiamy się, czy rezygnacja z Majdanu pozwoliłaby zatrzymać Rosję z dala od naszej granicy, powinniśmy brać pod uwagę fakt, że Kreml próbował zdobyć Ukrainę w inny sposób...
Jeden z najbardziej aktywnych adwokatów nowej Ukrainy zwraca też uwagę, że zbyt wcześnie na podsumowania zmian na Ukrainie i ocenę tego, jaki naprawdę mają one wpływ na cały Stary Kontynent. – Jesteśmy przyzwyczajeni do robinia bilansów rocznych. Jednak nie zawsze jest tak, że dokładnie po roku pewne zjawiska da się już ocenić. Tak jest w przypadku Ukrainy, w którym wcale nie nadszedł najlepszy czas na podsumowania. Dziś możemy powiedzieć tylko tyle, że procesy zmian na Ukrainie po prostu trwają już od roku. I warto mieć świadomość, że szybko się nie skończą – dodaje Paweł Kowal.
W podobnym tonie tłumaczą się też zwykli Ukraińcy. Z Mykołą Haponiukiem, studentem ze Lwowa rozmawiam tuż po tym, gdy skończył on oglądać rocznicowe wystąpienie prezydenta Petra Poroszenki na Majdanie. – Nie lubię tego ch**a. Głosowałem na Julię Tymoszenko, bo wiedziałem, że on nie ma jaj. W przeciwieństwie do niej, nie zna też realiów negocjacji z Moskwą – oburza się 24-latek. Natychmiast tłumaczy jednak, dlaczego w rozmowie z zachodnim dziennikarzem tak ostro obchodzi się ze swoim przywódcą.
Wyzwałem go, żeby pokazać, że mogę to zrobić i nic złego mnie za to nie spotka. Mogę powiedzieć to w telewizji, napisać tysiąc razy w internecie i nawet codziennie działać w opozycji przeciw Poroszence. I nikt z tego powodu nie przyjdzie po mnie do domu, czy na uczelnię. Nikt nie wyrzuci moich rodziców z pracy za to, że mam takie poglądy. Póki nie trzymasz z terrorystami z Donbasu, jesteś wolny. Rozumiecie, że nieco ponad rok temu, tuż za waszą granicą tak nie było i rządziła coraz twardszą ręką dzika oligarchia?!
