
Generacja Y nie ma najlepszej prasy. Złamane, stracone, pokolenie, do którego pracodawcy podchodzą z dużą rezerwą – tak zwykło się pisać o dzisiejszych dwudziestoparolatkach. Przedstawia się ich jako wychowanych na internecie i odmóżdżających grach wygodnickich. Tymczasem wielu z nich miesiąc w miesiąc udowadnia, że zepsuta jest przede wszystkim opinia o nich, a oni sami potrafią rezygnować z własnych przyjemności w drogim mieście, aby pomóc finansowo swoim rodzinom.
"Ciekawe dlaczego nikt nie napisze artykułu o 23-letnich studentach, którzy muszą utrzymywać swoich rodziców? Media robią z tego naszego pokolenia jakieś niedorajdy" – uniósł się czytelnik naTemat Przemysław Wojciechowski. Był to komentarz do artykułu o pokoleniu Y, którego przedstawiciele coraz dłużej mieszkają z rodzicami – nawet po 30-tce. Powody? Chcą zaoszczędzić, nie stać ich na mieszkanie, czasem po prostu z wygody.
Niektórzy nie mają takiej możliwości. Wyjechali z rodzinnej miejscowości i od lat, z przywarą "słoik" zapisaną w CV walczą o swoją szansę w wielkim mieście. Muszą połączyć ogień z wodą, czyli swoje niskie zarobki z warszawskimi cenami, kosztem wynajmu pokoju, drogimi biletami. Nie muszą zaś, ale czują potrzebę, by wspierać swoje rodziny, w szczególności starzejących się rodziców. Niemniej, nie jest to dzisiaj tak oczywiste.
Pół pensji do koperty – Trochę wstydzę się o tym mówić. Raczej nie poruszam z nikim tego tematu – słyszę od 23-latka z małej miejscowości na Podkarpaciu. Piotrek od kilku miesięcy wysyła do domu nawet połowę swojej wypłaty. Robi to z powodu choroby jednego z rodziców i konieczności rehabilitacji, która się z nią wiąże. – Zarobki w Warszawie są znacznie wyższe niż na prowincji, więc to jest dla nich znaczna pomoc – mówi pracujący student.
Piotr
Podobnie robi dwudziestokilkuletni Bartek, który oprócz pracy, studiuje zaocznie w Warszawie. Jego pomoc finansowa nie jest comiesięczna, ale znacząca. Co jakiś czas pokrywa bieżące rachunki mamy, co nie jest łatwe ze względu na swoje własne zobowiązania.
Laura jest już po 30-tce, ale wspomaga rodzinę już od czasów liceum. Jak podkreśla, była wychowana w dużej symbiozie z matką, którą opuścił mąż. – Robiłam to w poczuciu solidarności i odpowiedzialności za nią. Z biegiem lat, ta odpowiedzialność w coraz większym stopniu przybierała postać finansową – wspomina moja rozmówczyni.
Psycholog Małgorzata Ohme zauważa, że wraz z upływem lat rodzice stają się coraz słabsi na wielu płaszczyznach. Zdrowotnie, finansowo, czy też pod względem warunków, w których żyją. – Jeśli w dzieciństwie nauczono nas opieki nad słabszymi, to siłą rzeczy dostarczamy jej także rodzicom. To jest obciążające, ale jeśli słyszymy, jak wiele rzeczy ludzie sobie kupują, a ich rodzice muszą dorabiać na emeryturze, to ja się temu dziwię – mówi Ohme.
Wyrzeczenia Laura przeniosła się z rodzinnej miejscowości do stolicy, gdzie bardzo szybko się odnalazła. W pewnym momencie dostrzegła, że w czasie gdy ona wyskakiwała ze znajomymi na kolejne sushi, jej mama kupowała tylko najtańsze produkty. Nie miała na wyjazd do sanatorium, a córka poleciała na wakacje na Dominikanę. Laura poczuła w pewnym momencie ogromne poczucie winy.
– Na początku dawałam mamie pieniądze, gdy tylko dostałam jakąś premię. Nie zarabiałam za wiele. Później doszło do tego również płacenie rachunków, co stało się comiesięcznym schematem – słyszę od mieszkanki Warszawy.
Laura
Brak zrozumienia Większość znajomych Laury, spośród tych, którzy wiedzieli o przesyłaniu pieniędzy dla matki, twierdziła, że jest to sytuacja nienormalna. Uważali, że powinna żyć własnym życiem, bo "taka jest kolej rzeczy". Wydawało im się, że emeryt powinien żyć emeryckim życiem i rezygnować z pewnych dóbr, jeśli ich nie stać.
– Znajomi bardzo się dziwili temu, co robię i twierdzili, że jestem naiwna, a moja mama to wykorzystuje – mówi Laura. Psycholog Małgorzata Ohme tłumaczy, że to niezrozumienie wynika z własnego podejścia do rodziców, o których wiele osób po porostu nie myśli. – Ten atak ma usprawiedliwić własną obojętność na potrzeby rodziców. Gdy tylko ktoś zastanowi się, "co ja ostatnio zrobiłem dla mamy czy taty", odpowiedz bardzo często brzmi, że nic – mówi Ohme.
Nie wszyscy muszą wspierać finansowo swoich rodziców. Część osób ma nawet to szczęście, że nawet przez kilkanaście pierwszych lat dorosłego życia, wciąż mogą liczyć na pomoc płynącą z rodzinnego domu. Powinniśmy jednak pamiętać, że gdy my potrzebowaliśmy ich w dzieciństwie, oni przy nas byli. A nawet jeśli było inaczej, tym bardziej powinniśmy zająć się nimi na starość.
