Nieubezpieczonym ciężarnym też się należy opieka.
Nieubezpieczonym ciężarnym też się należy opieka. Fot. Shutterstock

Potrzebujemy dzieci, nasze społeczeństwo się starzeje, za chwilę nie będzie komu pracować na emerytury starszych pokoleń. Jednak równocześnie przyszłe matki traktowane są jak natrętne muchy, które używają swojego dużego brzucha do wyciągnięcia jak największej sumy od państwa. Niewiele młodych kobiet pracuje na etacie, część nie może pozwolić sobie na założenie firmy, ponieważ nie ma zagwarantowanej płynności zleceń. Jak wygląda rzeczywistość nieubezpieczonej matki?

REKLAMA
ZUS zapowiedział na początku roku, że będzie walczył z matkami wyłudzającymi pieniądze. To "wyłudzanie" ma polegać na rejestrowaniu firmy tuż przed porodem, opłacaniu najwyższej stawki, wszystko po to, by na urlopie macierzyńskim dostać od państwa pieniądze.
No dobrze, ale jakie perspektywy mają przed sobą matki, które są nieubezpieczone?
Opieka zdrowotna jest za darmo
– Nie ma tragedii – tłumaczy mi Hanna, która jako nieubezpieczona rodziła dziecko w państwowym szpitalu. – Konstytucja gwarantuje kobiecie oczekującej dziecka bezpłatną opiekę medyczną. W związku z tym wszelkie badania, zabiegi, sam poród oraz opiekę ginekologa w okresie sześciotygodniowego połogu ma zagwarantowane – tłumaczy mi Hanna.
Dodaje jednak, że prawdziwy problem pojawia się, gdy kobieta poroni. Wówczas, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, traci wszelkie przywileje, jakie dawał jej stan błogosławiony i jeśli pojawią się jakiekolwiek komplikacje musi mieć na uwadze fakt, że wszystkie wizyty u lekarza będzie musiała pokrywać z własnej kieszeni.
A co jeśli jakiekolwiek komplikacje pojawią się pojawią się już po okresie połogu lub nie ustąpią do tego czasu? Wówczas także powinna przygotować gotówkę, ponieważ prawo zakłada, że kobieta ma dojść do siebie po 43 dniach, jeśli natomiast nie dostosuje się do tej cezury, będzie musiała za to płacić.
– Jest jeszcze jeden absurd, czasami bywa tak, że kobieta po prostu nie jest w stanie umówić się do ginekologa w okresie sześciu tygodni połogu, ponieważ nie ma terminów. Taki problem występuje przede wszystkim w dużych miastach m.in. w Warszawie – tłumaczy Hanna.
Jednak nie wszystkie nieubezpieczone ciężarne były tak nie dobrze potraktowane przez przychodnie. Magda kilkakrotnie próbowała się umówić na wizytę ginekologiczną w przychodni, która miała podpisany kontrakt z NFZ-em, wszędzie jednak słyszała, że musi przynieść zaświadczenie o byciu ubezpieczoną.
Ciężarne często są w takich sytuacjach odprawiane z kwitkiem, bywa że ludzie pracujący w rejestracji nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że NFZ finansuje wizyty i opiekę w trakcie ciąży kobiet nieubezpieczonych.
Magda

Ja chodziłam od przychodni do przychodni i w czterech miejscach odmówiono mi badania. W końcu wyszukałam w internecie placówkę, o której krążyła opinia, że nie robią problemów. Co z tego, że była na końcu miasta, jeździłam tam, bo nie miałam wyjścia.

Prawdziwa jazda zaczyna się po porodzie
Kiedy nieubezpieczona wreszcie urodzi, pojawia się kolejny problem. Zgodnie z prawem musi ubezpieczyć swoje dziecko. Jeśli jednak jej samej nie przysługują takie prawa, to w jaki sposób ma zadbać o swojego potomka?
Jednym z rozwiązań może być ubezpieczenie dziecka przez jego dziadków, jednak jeśli taka możliwość nie wchodzi w grę, a ojciec także nie może się tego podjąć, zaczynają się schody.
Matka może zarejestrować się jako osoba bezrobotna. Nawet jeśli nie kwalifikuje się do zasiłku, to będzie mogła przynajmniej zapewnić względne bezpieczeństwo swojemu potomkowi.
Hanna

Ja miałam jednak jeszcze zabawniejszą sytuację. Nie mogłam zarejestrować się jako bezrobotna, ponieważ nie miałam meldunku w Warszawie. Mogłam to zrobić w moim rodzinnym mieście, jednak wymuszałoby to częste podróże, co z niemowlakiem jest dość skomplikowane.

Jakie rozwiązanie zaproponowano jej w Urzędzie Pracy? By zarejestrowała się jako bezdomna, wówczas bowiem brak meldunku będzie najmniejszą przeszkodą. Jest tylko jedno "ale", takie rozwiązanie ściągnęłoby na Hannę opiekę społeczną, która miałaby zweryfikować czy kobieta w ogóle ma warunki do wychowywania niemowlaka.
Nieubezpieczone kobiety są namawiane do najróżniejszych kombinacji przez urzędników państwowych. Ich ciąża wiąże się ze stresem, pielgrzymkami od przychodni do przychodni, by zostać gdzieś przyjętą. Potem liczą na to, że dojdą do siebie w ustawowe sześć tygodni, jakie przeznaczyło im na to państwo polskie. Następnie wymyślą natomiast sposób, jak ubezpieczyć swoje dziecko. Taka ciąża to labirynt komplikacji i to nie matki kombinują, ale są bardzo często do tego przymuszane.
Dzieci ładnie wyglądają w statystykach. Super, gdyby można było odnotować przyrost naturalny, patrzeć jak społeczeństwo rośnie w siłę. Być może jest to brak właściwej edukacji seksualnej lub zwykła ignorancja, jednak wygląda na to, że w Polsce wciąż część osób wierzy, że dzieci znajduje się w kapuście.
Niestety, jedyna analogia z tym warzywem jest taka, że na każdą ciążę potrzeba po prostu sporo "sałaty".