
Potrzebujemy dzieci, nasze społeczeństwo się starzeje, za chwilę nie będzie komu pracować na emerytury starszych pokoleń. Jednak równocześnie przyszłe matki traktowane są jak natrętne muchy, które używają swojego dużego brzucha do wyciągnięcia jak największej sumy od państwa. Niewiele młodych kobiet pracuje na etacie, część nie może pozwolić sobie na założenie firmy, ponieważ nie ma zagwarantowanej płynności zleceń. Jak wygląda rzeczywistość nieubezpieczonej matki?
– Nie ma tragedii – tłumaczy mi Hanna, która jako nieubezpieczona rodziła dziecko w państwowym szpitalu. – Konstytucja gwarantuje kobiecie oczekującej dziecka bezpłatną opiekę medyczną. W związku z tym wszelkie badania, zabiegi, sam poród oraz opiekę ginekologa w okresie sześciotygodniowego połogu ma zagwarantowane – tłumaczy mi Hanna.
Ja chodziłam od przychodni do przychodni i w czterech miejscach odmówiono mi badania. W końcu wyszukałam w internecie placówkę, o której krążyła opinia, że nie robią problemów. Co z tego, że była na końcu miasta, jeździłam tam, bo nie miałam wyjścia.
Kiedy nieubezpieczona wreszcie urodzi, pojawia się kolejny problem. Zgodnie z prawem musi ubezpieczyć swoje dziecko. Jeśli jednak jej samej nie przysługują takie prawa, to w jaki sposób ma zadbać o swojego potomka?
Ja miałam jednak jeszcze zabawniejszą sytuację. Nie mogłam zarejestrować się jako bezrobotna, ponieważ nie miałam meldunku w Warszawie. Mogłam to zrobić w moim rodzinnym mieście, jednak wymuszałoby to częste podróże, co z niemowlakiem jest dość skomplikowane.
