Wyrazisty dżihad kontra dekadencka Europa. Brak idei i wiary doprowadzi nas w końcu do zguby.
Wyrazisty dżihad kontra dekadencka Europa. Brak idei i wiary doprowadzi nas w końcu do zguby. Fot. Oleg Zabielin / Shutterstock. com

Od kilku dni cały świat mówi o trzech brytyjskich nastolatkach, które uciekły z domu i udały się w podróż do terytorium ISIS. Mówi i zastanawia się, jak je zatrzymać. Szef Europolu odbiera złudzenia – te trzy dziewczyny to kropla w morzu. Wśród bojowników ISIS jest już ponad trzy tysiące Europejczyków. Większość już uległa skrajnej radykalizacji. Gdy wrócą na Stary Kontynent, będą stanowić śmiertelne zagrożenie. Idea dżihadu jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej przeraża fakt, że ani na działania Państwa Islamskiego, ani na działania innych ekstremistów nie mamy żadnej ideologicznej odpowiedzi.

REKLAMA
Są okrutni i bezwzględni. Nie można o tym nie wiedzieć. Ścinają głowy zakładników, wsadzają wrogów do klatek, palą żywcem, z wieżowców zrzucają homoseksualistów, biją, gwałcą i w wyjątkowo okrutny sposób mordują dzieci, które należą do mniejszości etnicznych. O tym przecież ciągle się mówi, pisze. Naprawdę nie można nie wiedzieć o tym, że bojownicy ISIS to okrutni terroryści.

Kwiecień 2014. Terroryści z Boko Haram porywają ponad 300 dziewcząt z liceum w mieście Chibok na północnym-wschodzie Nigerii. Zachód apeluje "Bring back our girls!". Bez rezultatu.

Wrzesień 2014. ISIS porywa, poddaje torturom, by w końcu bestialsko zamordować walczącą o prawa człowieka prawniczkę z Mosulu Samirę Salih al-Nuaimi.

Styczeń 2015. Bojownicy Boko Haram zmuszają dwie 10-letnie dziewczynki do dokonania samobójczego zamachu. Dzieci wysadzają się w powietrze na targu w północno-wschodniej Nigerii. Oprócz nich ginie jeszcze kilkanaście osób.

Styczeń/luty 2015. Dżihadyści zrzucają z wysokiego wieżowca homoseksualistę. Kilka godzin później palą żywcem jordańskiego pilota Muatha al-Kasaesbeha. Mężczyzna podczas egzekucji jest zamknięty w klatce.

Okrutni, ale i jedyni w swoim rodzaju. Mają jasno wyznaczony cel – chcą stworzyć państwo religijne na zasadach prawa koranicznego. Walczą o to z całych sił. Skutecznie. Bo żadnej innej organizacji terrorystycznej w historii świata nie udawało się dotąd – mimo tak drastycznego działania – regularnie zdobywać kolejnych, licznych zwolenników na całym świecie. ISIS walczy o nich codziennie. I niestety – zwykle – radykałom się to udaje.
Rekrutacja więźniów
Tu świetnym przykładem może być Francja. Tamtejszy wywiad potwierdził niedawno, że pospolici przestępcy pochodzenia muzułmańskiego w islamskich ekstremistów przeobrażają się w miejscowych więzieniach. Osadzeni w tym samych zakładach terroryści tak skutecznie poddają współwięźniów ideologicznej indoktrynacji, że ci – po wyjściu na wolność – gotowi są dla ISIS walczyć, palić, mordować, gwałcić i oddać życie.
Tak było m.in. w przypadku braci Charifa i Saida Kouachi, odpowiedzialnych za zamach na redakcję satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo” w Paryżu. 7 stycznia dwaj terroryści zastrzelili tam 12 osób. Pod wpływem fascynacji ideologią ekstremistów.
– Wielu europejskich bojowników pochodzi z problematycznych grup społecznych, organizacji przestępczych, rozbitych rodzin i biednych dzielnic – mówił na poniedziałkowej konferencji prasowej szef Europolu Rob Wainwright. – Większość stanowią młodzi mężczyźni, choć przybywa kobiet przyłączających się do walczącego w Syrii i Iraki ISIS.
Brytyjski „The Guardian” publikuje dane z których wynika, że kobiety stanowią 10 proc. w gronie obywateli udających się z Europy, Australii i z Ameryki Północnej do Państwa Islamskiego. Na miejscu prowadzą życie podporządkowane swoim mężom wojownikom. Nie mogą opuszczać domu w ogóle, albo tylko w obecności mężczyzny. Powrót kobiet z Państwa Islamskiego jest praktycznie niemożliwy. 
Wiele z nich nie wie, co czeka je w „nowym domu”, ale całkiem spory odsetek ma tego pełną świadomość. I wcale ich to nie zniechęca. – Te dziewczyny nie mają błędnych wyobrażeń. Gdy są gotowe, dochodzą do wniosku, że ich przeznaczeniem jest wyjść za dżihadystę i zdają sobie sprawę, że stracą wolność, którą cieszyły się do tej pory – podkreślał szef Europolu.
Śmiertelnie groźny brak idei
Europa chce z tą ideologiczną ofensywą walczyć. Tyle że siły powinna użyć idei. Zdaniem profesora Wojciecha Burszty, kulturoznawcy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, ustanawianie kolejnych kontroli, działań prewencyjnych czy militarnych na niewiele się zda. – Ludzie coraz częściej opowiadają się za pewnymi postawami fundamentalistycznymi. To jest element poszukiwania pewności w czasach niepewności. Bo neoliberalizm jako ideologiczna forma życia, której głównym – obok wolnego rynku – założeniem jest konkurencja, okazuje się dla młodych ludzi zabójczy. Oni są wystawieni na nieustanną niepewność, ryzyko, nie są w stanie niczego zaplanować.
Zdaniem eksperta naturalną tendencją jest w tej sytuacji poszukiwanie miejsca, w którym człowiek będzie czuł się „u siebie”. Takiego, gdzie wraz z innymi stworzy pewną wspólnotę wyznającą jasno formułowane wartości. – Bo tu w istocie chodzi nie tylko o fundamentalizm religijny, ale także obyczajowy – dodaje prof. Burszta w rozmowie z naTemat. Zwraca też uwagę na fakt, że historia w pewnym sensie zatoczyła koło. – W latach 60. młodzież też buntowała się przeciwko kapitalizmowi, wyjeżdżała do Azji, by w tamtejszej kulturze i religii poszukiwać ładu i przejawów pacyfizmu. Dziś wewnętrznie poszukujemy tego samego, choć wielu z europejskich bojowników dżihadu z nadzieją na spełnienie tych potrzeb patrzy w najmniej odpowiednim kierunku.
W coś trzeba wierzyć
– Społeczeństwo, które wierzy w coś wyższego, ważnego, jest skłonne do poświęceń a przez to mocniejsze i bardziej zjednoczone – dodaje Marek Zając, publicysta katolicki. – A Europa nie stawia sobie już od jakiegoś czasu żadnych wyższych celów, nie widzi przed czy nad sobą wyższych wartości, nie jest gotowa do poświęceń, żeby tych wartości bronić. To bardzo dobrze znany i opisany już w historii proces obumierania kultur i cywilizacji. Na początku każda cywilizacja jest mocna, dąży do wielkości odwołując się przy tym do różnych wartości. Jest skłonna do wielu wyrzeczeń, by osiągać konkretne cele. Ale potem ten żar wygasa i społeczeństwo osuwa się w dekadencję. Myślę, że w Europie mamy do czynienia z taką właśnie niebezpieczną sytuacją.
Wątek ideologicznego kryzysu w Europie przewija się w filozoficznych i medialnych dysputach przynajmniej od początku XXI wieku. Mówimy o nim i rozważamy go. Niedawno krążyła pośród wielkich tego świata teoria o tym, że szansą na wewnętrzne odrodzenie Starego Kontynentu jest kryzys ukraiński. Ale nic takiego się nie stało. Do Europy mamy natomiast coraz więcej żalu i zarzutów. I – jak zaznacza Burszta – nie ma się czemu dziwić.
– Musimy dokładnie przemyśleć neoliberalną formę życia i szybko podjąć konkretne decyzje – przekonuje kulturoznawca. – Coraz częściej mówi się o tym, że wszelkie możliwości w tej materii zostały już wyczerpane. I nie pomogły ludziom nie mającym stałego zatrudnienia, ubogim, tym, przed którymi emerytalna przyszłość czarno się rysuje. Bo w tym ideologicznym kryzysie nie chodzi o samą ideę, ale przede wszystkim właśnie o człowieka. O to, żeby jego życie miało sens i jasno sprecyzowany cel.