
Od kilku dni cały świat mówi o trzech brytyjskich nastolatkach, które uciekły z domu i udały się w podróż do terytorium ISIS. Mówi i zastanawia się, jak je zatrzymać. Szef Europolu odbiera złudzenia – te trzy dziewczyny to kropla w morzu. Wśród bojowników ISIS jest już ponad trzy tysiące Europejczyków. Większość już uległa skrajnej radykalizacji. Gdy wrócą na Stary Kontynent, będą stanowić śmiertelne zagrożenie. Idea dżihadu jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej przeraża fakt, że ani na działania Państwa Islamskiego, ani na działania innych ekstremistów nie mamy żadnej ideologicznej odpowiedzi.
Kwiecień 2014. Terroryści z Boko Haram porywają ponad 300 dziewcząt z liceum w mieście Chibok na północnym-wschodzie Nigerii. Zachód apeluje "Bring back our girls!". Bez rezultatu.
Wrzesień 2014. ISIS porywa, poddaje torturom, by w końcu bestialsko zamordować walczącą o prawa człowieka prawniczkę z Mosulu Samirę Salih al-Nuaimi.
Styczeń 2015. Bojownicy Boko Haram zmuszają dwie 10-letnie dziewczynki do dokonania samobójczego zamachu. Dzieci wysadzają się w powietrze na targu w północno-wschodniej Nigerii. Oprócz nich ginie jeszcze kilkanaście osób.
Styczeń/luty 2015. Dżihadyści zrzucają z wysokiego wieżowca homoseksualistę. Kilka godzin później palą żywcem jordańskiego pilota Muatha al-Kasaesbeha. Mężczyzna podczas egzekucji jest zamknięty w klatce.
Tu świetnym przykładem może być Francja. Tamtejszy wywiad potwierdził niedawno, że pospolici przestępcy pochodzenia muzułmańskiego w islamskich ekstremistów przeobrażają się w miejscowych więzieniach. Osadzeni w tym samych zakładach terroryści tak skutecznie poddają współwięźniów ideologicznej indoktrynacji, że ci – po wyjściu na wolność – gotowi są dla ISIS walczyć, palić, mordować, gwałcić i oddać życie.
Europa chce z tą ideologiczną ofensywą walczyć. Tyle że siły powinna użyć idei. Zdaniem profesora Wojciecha Burszty, kulturoznawcy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, ustanawianie kolejnych kontroli, działań prewencyjnych czy militarnych na niewiele się zda. – Ludzie coraz częściej opowiadają się za pewnymi postawami fundamentalistycznymi. To jest element poszukiwania pewności w czasach niepewności. Bo neoliberalizm jako ideologiczna forma życia, której głównym – obok wolnego rynku – założeniem jest konkurencja, okazuje się dla młodych ludzi zabójczy. Oni są wystawieni na nieustanną niepewność, ryzyko, nie są w stanie niczego zaplanować.
– Społeczeństwo, które wierzy w coś wyższego, ważnego, jest skłonne do poświęceń a przez to mocniejsze i bardziej zjednoczone – dodaje Marek Zając, publicysta katolicki. – A Europa nie stawia sobie już od jakiegoś czasu żadnych wyższych celów, nie widzi przed czy nad sobą wyższych wartości, nie jest gotowa do poświęceń, żeby tych wartości bronić. To bardzo dobrze znany i opisany już w historii proces obumierania kultur i cywilizacji. Na początku każda cywilizacja jest mocna, dąży do wielkości odwołując się przy tym do różnych wartości. Jest skłonna do wielu wyrzeczeń, by osiągać konkretne cele. Ale potem ten żar wygasa i społeczeństwo osuwa się w dekadencję. Myślę, że w Europie mamy do czynienia z taką właśnie niebezpieczną sytuacją.
