fot. shutterstock.com

- Żadne dane nie pokazują, że imigranci zabierają Polakom pracę - mówi Anna Rostocka, dyrektor biura Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w Polsce. Bywają za to bardziej przedsiębiorczy i - nawet częściej niż my - zakładają własne biznesy. Czy trzeba im to ułatwić? Czy imigracja może być panaceum na niedostatki rynku pracy? Jak radzą sobie imigranci nad Wisłą i czy przyjedzie ich więcej? O to właśnie pytamy szefową IOM Polska.

REKLAMA
Kim jest imigrant w Polsce? I jaki jest?
Najczęściej? To osoba w sile wieku, która przyjeżdża do Polski z powodów ekonomicznych, aby podjąć tutaj pracę. Przyjeżdżają zarówno kobiety, jak i mężczyźni - nie ma mowy o imigracji typowo męskiej czy żeńskiej. Oczywiście, najwięcej ich pochodzi zza wschodniej granicy, z Ukrainy. To wynika po pierwsze z bliskości i po drugie - z uproszczenia formalności. Co ciekawe, oni niekoniecznie przyjeżdżają do Polski z zamiarem osiedlenia się tutaj na stałe - i to właśnie jest charakterystyczna cecha współczesnych migracji. Przyjeżdżają, aby poprawić swój byt: bo nie mają wystarczających dochodów albo dlatego, że u nich nie ma pracy. Część po prostu chce dorobić, mieć lepsze perspektywy na przyszłość. Gros to migracja tymczasowa, która z czasem może przerodzić się w osiedleńczą - ale to zależy od wielu czynników.
Według statystyki, odsetek imigrantów w Polsce od lat nie przekracza 0,15 proc, to najniższy wskaźnik spośród krajów Unii Europejskiej. Ale trzeba pamiętać, że dotyczy to osób, które pozostają w Polsce na dłużej i mają kartę pobytu. Natomiast większość imigracji ma charakter cyrkulacyjny. A więc: chociażby Ukraińcy, którzy przyjeżdżają na podstawie wizy, do pracy tymczasowej - i podejmują ją w oparciu o oświadczenie. To właśnie ten ułatwiony system, pozwalający im pracować w Polsce przez sześć miesięcy, po czym wracają do swojego kraju. Większość migrantów przyjeżdża właśnie do prac sezonowych. W lecie, kiedy są większe potrzeby w rolnictwie, sadownictwie - tych osób jest jeszcze więcej. Takie migracje cyrkulacyjne częściowo rozwiązują problem sezonowych braków na rynku pracy. Ale statystyki ich nie obejmują. Podobnie jak tych, którzy przyjeżdżają tu w celach turystycznych i zostają w Polsce na dłużej. Trudno powiedzieć, ilu ich jest.
Na ulicach Azjatka, Wietnamczyk i Ukrainka wołają z plakatów: „Chcę wrócić do domu”. To kampania IOM skierowana do tych, którzy przyjechali do Polski i tutaj sobie nie poradzili. Wielu ich jest?
Zazwyczaj jest tak, że jednym się udaje, innym nie. Program pomocy w dobrowolnym powrocie jest skierowany do osób, które nie mogą pozostać w Polsce i z różnych przyczyn chcą wrócić do swojego kraju. I nie są w stanie zrobić tego samodzielnie. W ciągu kilku lat skorzystało z niego ponad 10 tys. osób. Średnia to około tysiąca rocznie. Zwykle są to osoby, które nie uzyskują w Polsce ochrony, są tu nielegalnie, bez perspektyw i możliwości zalegalizowania pobytu. Chcą wracać do swojego kraju, bo przykładowo: nie chcą dłużej przebywać w Polsce nielegalnie, nie mogą znaleźć pracy w Polsce. Są zmęczeni życiem w ukryciu, ale nie mają środków na powrót do domu.
Niektórym pogorszyło się zdrowie, już nie mogą ciężko pracować, a - przebywając w Polsce nielegalnie - nie mają ubezpieczenia zdrowotnego. Inni mieszkają tu jakiś czas: przyjechali, mieli pracę, ale ją stracili. Dobry przykład to Ormianie, którzy pracują na bazarach - weźmy choćby Stadion Dziesięciolecia - ale te są coraz częściej likwidowane. I czasem nie znajdują innej możliwości zarobkowania.
Nasza pomoc nie ogranicza się do odesłania ich do kraju, ale również reintegracji na miejscu - tak, aby mogli zacząć życie od nowa, uzyskać wsparcie, założyć działalność gospodarczą, własny biznes. Ten program ma przeciwdziałać nieuregulowanej migracji i chronić prawo migrantów do powrotu do domu z godnością.
Imigranci w Polsce potykają się o system prawny, rozwiązania systemowe - tak samo jak i my? Jakie mają największe problemy, z czym się borykają?
Po pierwsze: trzeba sobie uświadomić, że migracje są, zawsze były i nie da się ich powstrzymać. Także, jeśli spojrzymy na sytuację globalnie. A podstawowa kwestia to uregulowane migracje, z poszanowaniem praw człowieka. Od tego trzeba zacząć. To warunek sine qua non wszelkich działań integracyjnych: poszanowanie praw człowieka oraz równe prawa i obowiązki dla imigrantów i lokalnej społeczności. To oznacza, że osoby przyjeżdżające do Polski powinny być chronione przed każdą formą dyskryminacji. Ich prawa związane z pracą, ochroną zdrowia, zatrudnieniem powinny być respektowane. Bardzo ważny element to właśnie jasne i przejrzyste regulacje...
A mamy takie?
Prawo w Polsce ewoluuje. Ostatnia nowelizacja ustawy o cudzoziemcach wiele zmieniła na lepsze. Oczywiście, poznanie swoich praw i obowiązków leży także po stronie imigrantów. Od ponad dwóch lat IOM prowadzi dla nich infolinię: zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, w Wietnamie, na Białorusi. Pomaga tym, którzy chcą przyjechać do Polski. Czy to jest potrzebne? W styczniu udzieliliśmy 900 konsultacji, natomiast liczba unikalnych użytkowników na stronie sięgnęła miliona. To pokazuje, że jest potrzeba wiedzy. Ale niestety, imigranci nie czytają polskiego prawa lub jest ono dla nich niezrozumiałe. Więc przejrzystość i łatwość procedur jest tym ważniejsza. Żeby niezrozumienie czy niedopełnienie jakichś obowiązków - tu w Polsce - nie powodowało że te osoby muszą wyjechać. Prawda, one ich nie dopełniły – ale nie dlatego, że nie chciały. Po prostu nie zrozumiały, nie wiedziały albo ktoś je błędnie poinformował.
Druga kwestia, która sprzyja integracji, to poszanowanie praw pracowniczych i przeciwdziałanie wyzyskowi na rynku pracy. Przykładowo, chodzi o nieuczciwych pracodawców, którzy nie płacą. Imigranci zatrudnieni w szarej strefie są bardziej podatni na wyzyskiwanie. Dlatego trzeba promować legalne zatrudnienie i uprościć procedury - żeby pracodawca, z drugiej strony, nie musiał się borykać się z morzem formalności.
Warto rozważyć kwestię przypisania pozwolenia na pracę do imigranta, a nie do pracodawcy. Gdyby ich współpraca, z jakichś przyczyn, nie układała się dobrze cudzoziemiec nie będzie dalej skazany na kontynuowanie jej.
Przyjmijmy szkolny system ocen: od jedynki do celującej, co wystawi nam Pani za politykę imigracyjną, ułatwienia dla imigrantów? Na piątkę chyba nie możemy liczyć?
Tu faktycznie będzie jak w szkole: wystawiona ocena raz odzwierciedli stan faktyczny, innym razem nie. Kwestie dotyczące pozwolenia na pracę i pobyt są na plus, to pozytywna zmiana. To, że nie trzeba składać papierów na 45 dni przed wyjazdem w celu przedłużenia pobytu - to już kolejny plus. Sprawy papierkowe zostały już mocno uproszczone. Choć pewnie mogłyby być jeszcze prostsze.
Udoskonalenia wymagają jeszcze kwestie pozwoleń na pracę, przypisanie ich do pracodawcy. Dlaczego? Bo jeśli imigrant chce zmienić pracę, de facto za każdym razem musi starać się o nowe pozwolenie. Rozumiem, że z jednej strony chodzi o ochronę rynku pracy. Ale z drugiej: wszystkie dane wskazują, że imigranci podejmują pracę w tych zawodach, gdzie nie ma wielu chętnych. W których Polacy nie chcą pracować. Żadne dane nie pokazują, że migranci zabierają Polakom pracę. I w związku z tym, elastyczniejsze podejście do tych pozwoleń byłoby z korzyścią dla rynku pracy.
Wróćmy wątek wcześniej, do infolinii IOM w Wietnamie. Czy Wietnamczycy wciąż tak chetnie przyjeżdżają do Polski? To u nas liczna grupa imigrantów?
Biorąc pod uwagę te wspomniane 0,15 proc., to w ogóle nie jest liczna grupa. Ale wśród cudzoziemców w Polsce, faktycznie Wietnamczycy są liczni. Oni przyjeżdżają do nas od wielu lat bo na miejscu istnieje już pewna diaspora. A to dla nich z kolei duże ułatwienie.
Wietnamczycy kojarzą nam się zapewne z Wólką Kosowską i knajpkami z jedzeniem. Natomiast to także przedsiębiorcy: wielu z nich zakłada swoje firmy, tworząc miejsca pracy, w tym również dla Polaków. Właśnie przedsiębiorczość warto mieć na względzie, kiedy mowa o migracjach. Wszystkie statystyki - także z innych krajów - pokazują, że migranci bywają bardziej przedsiębiorczy i nawet częściej zakładają działalność gospodarczą.
Trzeba się zastanowić: jakie kroki podjąć, by im to ułatwić? Bo tak się składa, że oni mają dokładnie te same problemy i wyzwania, co każdy przedsiębiorca w Polsce – ale i szereg dodatkowych utrudnień związanych z tym, że są obcokrajowcami. To m.in. trudniejszy dostęp do kredytów, kłopoty przy wypełnieniu dokumentów, załatwieniu formalności. Nad tym należy się pochylić, jeśli poważnie myślimy o imigracji w kontekście rozwoju społeczno-gospodarczego Polski.
Dane z raportu migracyjnego Ceed Insitute mówią, że na stałe poza krajem mieszka 1,89 mln Polaków. Eksperci są zgodni, że prędzej czy później pojawią się luki w rynku pracy, problemy ze stabilności systemu emerytalnego. Powinniśmy poszukać zastępstwa wśród imigrantów? I gdzie?
To, że Polacy wyjechali, pracują i mieszkają w innych krajach skłania nas, żeby więcej uwagi poświęcić imigracji. Ale to jest zjawisko globalne, nie dotyczy tylko nas – i warto to sobie uświadomić. Cała Europa się starzeje, ludzie w wieku produkcyjnym migrują. Imigracja nie jest żadnym panaceum, bynajmniej. Natomiast rzeczywiście pozwala zapełnić luki na rynku pracy.
Musimy jednak pamiętać, by prowadzić zrównoważoną politykę migracyjną, tak by przynosiła nam - Polsce i migrantom - jak największe korzyści. Dla Polski imigranci są na pewno niezbędni. Stosunek osób pracujących do tych niepracujących musi zostać utrzymany. Ktoś musi pracować, żeby system emerytalny się nie zawalił. Ale pozostaje nam kwestia kwalifikacji i dopasowania ludzi do potrzeb rynku pracy. Trzeba przyciągać ludzi z konkretnymi kompetencjami i pozwolić im w pełni wykorzystać ich potencjał. Najczęściej migranci, którzy przyjeżdżają do Polski, szukają pracy za pośrednictwem znajomych i nie podejmują jej w swoim zawodzie. Stworzenie im możliwości rozwoju zawodowego jest kluczowe, zarówno z ich jak i z naszego punktu widzenia.
logo
Anna Rostocka (w środku) dyrektor polskiego biura Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji podczas debaty „Bilet w jedną stronę? Migracje w Europie z perspektywy krajów Europy Środkowo-Wschodniej" w CEED Institute. fot. CEED Institute
Australia może być wzorcem? Punktowanie konkretnych kwalifikacji?
Australijski czy kanadyjski system jest jakimś rozwiązaniem. Ale proszę zwrócić uwagę, że nie tylko Polska się starzeje i będzie potrzebować coraz więcej wysoko wykwalifikowanych pracowników. Cała Europa się starzeje. Co więcej, Ukraina, czyli państwo z którego przyjeżdża do nas najwięcej imigrantów, też się starzeje.
Imigracja nie jest panaceum dla starzejącej się Europy, ale może załagodzić bolączki rynku pracy. Chyba marne są na to szanse, skoro Polska ma najmniejszy odsetek imigrantów wśród krajów europejskich. Co mogłoby ich zachęcić do przyjazdu?
Pierwsza rzecz, to konkurencyjny rynek pracy - i dostępność tego rynku. Imigranci sprawdzają gdzie i ile mogą zarobić. Nawet jeśli przyjeżdżają krótkoterminowo - na rok, dwa czy trzy - to przeważnie wysyłają pieniądze do domu, więc najistotniejszy dla nich element to: ile zarobią?
Druga rzecz to jasne i przejrzyste reguły: imigranci przyjeżdżają i wiedzą, czego się mogą spodziewać. I trzecia: muszą w ogóle mieć możliwość przyjazdu do Polski. Najczęściej decydują się na to, kiedy już znają tutaj kogoś, ktoś przetarł im ścieżki. Ogólne kwestie, dotyczące jakości życia, integracji, bezpieczeństwa, też grają ważną rolę.
A nastroje antyimigranckie? To bolączka całej Europy, choć Polska jeszcze nie ma z tym wielkiego problemu. W perspektywie kolejnych kilku lat należy się z nim liczyć?
Właśnie dlatego tak często podkreślam, jak ważna jest integracja. Powtarzam: integracja, a nie asymilacja - czyli "przyjeżdżasz i masz się dostosować!" Integracja pojmowana jako dwustronny proces wzajemnej adaptacji migrantów i społeczeństwa przyjmującego w wymiarze ekonomicznym, społecznym, kulturowym i politycznym.
Sukces integracji zależy od dobrej woli i zaangażowania migrantów adaptujących się do swego nowego środowiska, jak też gotowości społeczeństwa przyjmującego do zaakceptowania przybyszów i ich rodzin.... Dyskurs dotyczący imigracji - oraz migracji w ogóle - jest przeważnie bardzo emocjonalny. Bazuje na populizmie, nie na faktach. Gra na wrażliwych strunach, jak kwestie rzekomego zabierania pracy lokalnym mieszkańcom, co w większości nie jest prawdą. Aby on się zmienił, potrzebna jest duża praca polityków, instytucji i mediów.

Tekst powstał we współpracy z CEED Institute, autorem raportu „Bilet w jedną stronę? Migracje w Europie z perspektywy krajów Europy Środkowo-Wschodniej".