Rząd porozumiał się w sprawie in vitro.
Rząd porozumiał się w sprawie in vitro. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Rząd wreszcie dogadał się w sprawie ustawy o in vitro. Trwały tarcia między konserwatywnymi ministrami a Ewą Kopacz. Ostatecznie zabiegi in vitro mają być dozwolone nie tylko dla małżeństw, ale konieczne będzie udokumentowanie rocznego leczenia niepłodności. Szefowa PO chce, by przepisy zostały uchwalone jeszcze w pierwszej połowie roku, przed kampanią parlamentarną.

REKLAMA
Pod groźbą wysokich kar z UE rząd doszedł do konsensusu w sprawie in vitro. Dotychczas próby zajęcia się tą nieuregulowaną w polskim prawie kwestią spełzały na niczym. Ewa Kopacz stoczyła o zapisy ustawy bój z wewnętrzną opozycją w rządzie. Jej głównymi postaciami byli minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz i szef Kancelarii Premiera Jacek Cichocki - relacjonuje “Gazeta Wyborcza”.

O tym, kto skorzysta z in vitro, mają decydować wyłącznie względy medyczne. Nie ograniczono wieku kobiet, a dostęp do zabiegów będą miały pary (nie tylko małżeństwa), które udokumentują przynajmniej roczne leczenie niepłodności. To ukłon w stronę Kosiniaka-Kamysza, który się domagał, by w ustawie jasno zapisać, że aby skorzystać z in vitro, trzeba przejść leczenie. Czytaj więcej

Źródło: "Gazeta Wyborcza"
We wtorek projektem zajmie się rząd, a później ustawa trafi do Sejmu. Ten ma nad nią pracować szybko. Tak, by została ona uchwalona jeszcze przed końcem czerwca. Opóźnienie może spowodować, że regulacje staną się tematem kampanii wyborczej, a prawica będzie chciała na nich zbić kapitał polityczny.
Zresztą już to robi. Według Jana Dziedziczaka z PiS Polska powinna wprowadzić całkowity zakaz stosowania tej metody zapłodnienia. – Dajmy sobie spokój z drogim, nieskutecznym in vitro – zaapelował poseł. Podczas rozmowy z portalem Fronda.pl Dziedziczak podkreślił, że metoda in vitro wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i jest nieefektywna.