Tylko PiS wchodzi w kampanię wyborczą zdeterminowany i zjednoczony. W PO i SLD konflikty.
Tylko PiS wchodzi w kampanię wyborczą zdeterminowany i zjednoczony. W PO i SLD konflikty. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kampania wyborcza to okres, w którym partia musi być jak monolit – wspierać kandydata i nie pozwolić, by media zamiast programem mogły się zajmować wewnętrznymi tarciami. Po raz pierwszy od lat udaje się to Prawu i Sprawiedliwości. To ogromna przewaga nad rozrywanym wewnętrznymi konfliktami SLD i obozem PO, gdzie trwa walka między partią a otoczeniem prezydenta z Pałacu.

REKLAMA
W kampanii obowiązuje hasło “wszystkie ręce na pokład”. Widać to doskonale w Prawie i Sprawiedliwości. Jeszcze zanim ogłoszono kandydaturę Andrzeja Dudy, frakcje próbowały ugrać coś na wyborach prezydenckich. Temu służyła lansowana przez Ryszarda Czarneckiego koncepcja prawyborów wewnątrz partii. Temat szybko zniknął po 11 listopada, kiedy Duda został wyznaczony do walki o Pałac.
Trudne początki
Początek kampanii pokazywał, że nie wszyscy są zachwyceni pomysłami. Sztabem miała kierować Mirosława Stachowiak-Różecka, która dzielnie stawała przeciw Rafałowi Dutkiewiczowi w ostatnich wyborach. Jednak jej temperament nie odpowiadał pozostałym członkom.
Kampanią Dudy kieruje więc Beata Szydło. Jej pozycja jest nieporównanie silniejsza, bo Stachowiak-Różecka to radna z Wrocławia, bez pozycji w centrali. Szydło Kaczyński nazwał w ostatnim wywiadzie swoją prawą ręką. Jasno też nakreślił swoje zadania na najbliższe dwa miesiące.
Jarosław Kaczyński

Moim celem jest mobilizowanie partii, aby jak najbardziej intensywnie uczestniczyła w kampanii. Wszystkie nasze struktury partyjne działają dzisiaj w trybie kampanijnym, są swego rodzaju lokalnymi sztabami wyborczymi Andrzeja Dudy. Miałem już spotkanie w województwach dolnośląskim i małopolskim. Planuję odwiedzić kolejne. To są spotkania wewnątrzpartyjne. Czytaj więcej

Źródło: "Polska The Times"
Prezes-motywator
Wcześniej też Kaczyński pogroził działaczom, że jeśli nie będą pracować na Dudę, mogą zapomnieć o miejscach na listach w jesiennych wyborach. Ten bat działa. Na konwencję wyborczą Dudy zwieziono z regionów tylu sympatyków, że nie zmieścili się na głównej sali i wystąpienia oglądali za ścianą. Swoją drogą trudno uwierzyć w opowieści o "wynajmowaniu sali na ostatni moment" i w to, że partia nie wiedziała ile osób przyjedzie.
Dobrze wygląda też dalsza część kampanii. Politycy PiS szybko podchwytują przygotowywane przez sztab akcje internetowe, jak choćby apel o wywieszanie flag na Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Pomagają też w organizacji spotkań z kandydatem, a media nieustannie przekazują obrazki wypełnionych po brzegi sal i spotkań na placach, gdzie jest otoczony wianuszkiem ludzi. Nie ma wokół niego BOR-u i grupy urzędników, tak charakterystycznych wokół Komorowskiego.
Zajęty jak Komorowski
Ograniczenia, związane m.in. z bezpieczeństwem i obowiązkami głowy państwa, to spore utrudnienie dla kampanii Komorowskiego. Chociażby teraz, gdy Komorowski wyjechał na nudną i niewiele zmieniającą wizytę w Japonii. Ale złota klatka to nie jedyny problem walczącego o reelekcję prezydenta. Największym jest brak pomysłu i emocji, które są niezbędne do zmobilizowania własnego środowiska i wyborców.
U Komorowskiego wszystko jest ładne, dobrze zrobione od strony technicznej, ale jednocześnie poprawne i przewidywalne. Widać to choćby po sposobie, w jakim sztab Komorowskiego komunikuje się w sieci. Nie można tego określić inaczej niż słowem "suchar".
logo
Fot. Zrzut ekranu z twitter.com/komorowski
Kampania urzędników
Kampania urzędującego prezydenta wygląda jak postępowanie administracyjne: jest grupa urzędników, są procedury, ale wszystko od 8 do 17. Duża część młodych uśmiechniętych ludzi, których widać na filmiku z otwarcia biura wyborczego Komorowskiego to po prostu pracownicy i działacze Platformy, tyle że młodzi. Słabo idzie też zbieranie podpisów - przez kilka minut byliśmy pod siedzibą komitetu wyborczego. Tylko parę osób zgodziło się podpisać.
Praprzyczyną wszystkich problemów jest odseparowanie się Komorowskiego od Platformy. Prezydent przez pięć lat nie brał udziału w życiu wewnętrznym partii, a to zupełnie inna partia niż ta, która zapewniła mu klucze do Belwederu. Co więcej, na czas kampanii Komorowski próbuje ten dystans utrzymać i przedstawiać się jako kandydat obywatelski. Dlatego dużo do powiedzenia w kampanii mają jego stali współpracownicy z Pałacu Prezydenckiego.
Sztab vs. Pałac
Problem jest taki, że kompletnie nie znają się oni na prowadzeniu kampanii. Choć jest to ukrywane, otoczenie prezydenta stara się mieć jak największy wpływ na prowadzenie kampanii. Dlatego zastępcą bardzo doświadczonego Roberta Tyszkiewicza z partii jest Sławomir Rybicki z Pałacu.
Brak koordynacji widać gołym okiem. W czwartkowym "Jeden na Jeden" w TVN24 Tyszkiewicz przyznał, że sztab nie ma wpływu na wszystko, co robi prezydent. I chyba nie chce mieć, bo kiedy odbywała się narada szefów regionów, na której ustalano przebieg kampanii w poszczególnych województwach, prezydent był w drodze do Tokio.
Czerwona gorączka
Ale w porównaniu ze sztabem Magdaleny Ogórek sztab Komorowskiego to oaza spokoju i krynica miłości. W SLD trwa wojna. Przede wszystkim o samą kandydatkę i sposób jej wyboru. Bo partia nie miała na to de facto żadnego wpływu. Później było już tylko gorzej. Okazało się, że kandydatka nie ma nic do powiedzenia – jest w stanie tylko odczytywać. Kiedy odzywa się sama, na Twitterze, w siedzibie SLD słychać głośne uderzenia w czoło.
Teraz jeszcze do wszystkiego dochodzi spór o pieniądze. Jak opisał Andrzej Stankiewicz w "Rzeczpospolitej", partia nie chce dać na kampanię tyle, ile obiecała. To wynik problemów z uzyskaniem kredytu, ale też zbyt dużej samodzielności Ogórek. Jak mówią kolejne przecieki ze środowiska SLD, kandydatka niemal nie zwraca uwagi na prośby i sugestie liderów partii w sprawach adresowania przekazu, kontaktów z mediami, a nawet kwestii technicznych.
Nic za darmo
Coraz więcej polityków SLD dochodzi do wniosku, że "projekt Magda" pcha partię w stronę przepaści. Dlatego zaczynają dystansować się od tego, co robi kandydatka. Partia na to zareagowała i jak podaje "Fakt", politycy muszą prosić o zgodę na występy w mediach. To już rozpaczliwa próba ukrywania napięć. A efekt będzie jeden: tłamszone, w końcu wybuchną.
Kampania to najtrudniejszy okres w działalności partii politycznych. Muszą w niego wejść maksymalnie zdeterminowane, skupione i zmotywowane. W tej chwili nie widać tego u Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. A to nie wróży dobrze kampaniom tych partii. I o ile Ogórek i tak nie ma nic do przegrania, to Platforma ma do stracenia najcenniejsze klucze w Polsce. Bo o Belweder trzeba walczyć, nie dostaje się go w uznaniu zasług.