
Kampania wyborcza to okres, w którym partia musi być jak monolit – wspierać kandydata i nie pozwolić, by media zamiast programem mogły się zajmować wewnętrznymi tarciami. Po raz pierwszy od lat udaje się to Prawu i Sprawiedliwości. To ogromna przewaga nad rozrywanym wewnętrznymi konfliktami SLD i obozem PO, gdzie trwa walka między partią a otoczeniem prezydenta z Pałacu.
Początek kampanii pokazywał, że nie wszyscy są zachwyceni pomysłami. Sztabem miała kierować Mirosława Stachowiak-Różecka, która dzielnie stawała przeciw Rafałowi Dutkiewiczowi w ostatnich wyborach. Jednak jej temperament nie odpowiadał pozostałym członkom.
Moim celem jest mobilizowanie partii, aby jak najbardziej intensywnie uczestniczyła w kampanii. Wszystkie nasze struktury partyjne działają dzisiaj w trybie kampanijnym, są swego rodzaju lokalnymi sztabami wyborczymi Andrzeja Dudy. Miałem już spotkanie w województwach dolnośląskim i małopolskim. Planuję odwiedzić kolejne. To są spotkania wewnątrzpartyjne. Czytaj więcej
Wcześniej też Kaczyński pogroził działaczom, że jeśli nie będą pracować na Dudę, mogą zapomnieć o miejscach na listach w jesiennych wyborach. Ten bat działa. Na konwencję wyborczą Dudy zwieziono z regionów tylu sympatyków, że nie zmieścili się na głównej sali i wystąpienia oglądali za ścianą. Swoją drogą trudno uwierzyć w opowieści o "wynajmowaniu sali na ostatni moment" i w to, że partia nie wiedziała ile osób przyjedzie.
Ograniczenia, związane m.in. z bezpieczeństwem i obowiązkami głowy państwa, to spore utrudnienie dla kampanii Komorowskiego. Chociażby teraz, gdy Komorowski wyjechał na nudną i niewiele zmieniającą wizytę w Japonii. Ale złota klatka to nie jedyny problem walczącego o reelekcję prezydenta. Największym jest brak pomysłu i emocji, które są niezbędne do zmobilizowania własnego środowiska i wyborców.
Kampania urzędującego prezydenta wygląda jak postępowanie administracyjne: jest grupa urzędników, są procedury, ale wszystko od 8 do 17. Duża część młodych uśmiechniętych ludzi, których widać na filmiku z otwarcia biura wyborczego Komorowskiego to po prostu pracownicy i działacze Platformy, tyle że młodzi. Słabo idzie też zbieranie podpisów - przez kilka minut byliśmy pod siedzibą komitetu wyborczego. Tylko parę osób zgodziło się podpisać.
Problem jest taki, że kompletnie nie znają się oni na prowadzeniu kampanii. Choć jest to ukrywane, otoczenie prezydenta stara się mieć jak największy wpływ na prowadzenie kampanii. Dlatego zastępcą bardzo doświadczonego Roberta Tyszkiewicza z partii jest Sławomir Rybicki z Pałacu.
Ale w porównaniu ze sztabem Magdaleny Ogórek sztab Komorowskiego to oaza spokoju i krynica miłości. W SLD trwa wojna. Przede wszystkim o samą kandydatkę i sposób jej wyboru. Bo partia nie miała na to de facto żadnego wpływu. Później było już tylko gorzej. Okazało się, że kandydatka nie ma nic do powiedzenia – jest w stanie tylko odczytywać. Kiedy odzywa się sama, na Twitterze, w siedzibie SLD słychać głośne uderzenia w czoło.
Coraz więcej polityków SLD dochodzi do wniosku, że "projekt Magda" pcha partię w stronę przepaści. Dlatego zaczynają dystansować się od tego, co robi kandydatka. Partia na to zareagowała i jak podaje "Fakt", politycy muszą prosić o zgodę na występy w mediach. To już rozpaczliwa próba ukrywania napięć. A efekt będzie jeden: tłamszone, w końcu wybuchną.
