
Nawet o jedną piątą taniej można było w marcu kupić w Polsce używane mieszkanie - wynika z danych Home Broker. Średnio używane mieszkania kupowaliśmy o ponad 5 procent taniej, niż chcieli nam je sprzedać właściciele.
REKLAMA
Maciej i Karolina są młodym małżeństwem z Warszawy. Niedawno kupili używane mieszkanie i w kieszeni zostało im ponad 20 tysięcy złotych. Maciej pracuje w agencji reklamowej, jego żona zajmuje się kilkumiesięcznym dzieckiem. Na początku szukali nowego mieszkania, ale stwierdzili, że używanego, przynajmniej od razu, nie będą musieli remontować i w kieszeni zostaną im kolejne pieniądze. - Tak prawdopodobnie wygląda statystyczna rodzina, która w Warszawie szuka mieszkania z rynku wtórnego.
Doświadczenia Macieja i Karoliny pokrywają się z danymi zebranymi przez ekspertów. W marcu kupując używane mieszkanie można było liczyć średnio na 12,5 tys. zł upustu. - Transakcje zawierano przy cenie o ponad 5 proc. niższej od tej wymienionej w ofercie. Jest to najwyższy wynik negocjacji od ponad 3 lat – mówi Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Jego zdaniem jeżeli właścicielowi mieszkania zależy na szybkiej sprzedaży, nie powinien znacznie zawyżać ceny, by mieć z czego schodzić podczas negocjacji - zmniejszy to liczbę osób, które zrezygnują z oglądania mieszkania ze względu na zbyt wysoką cenę wyjściową. - Właściciel proponując do sprzedaży mieszkanie z ceną zawierającą margines na negocjacje w wysokości od 5 do 10 proc. będzie czekał na nabywcę dwa miesiące dłużej, niż gdyby margines ten wynosił maksymalnie 5 proc. - mówi Bartosz Turek. Dodaje też, że jeżeli sprzedającemu zależy na czasie, pozostaje jeszcze jedno rozwiązanie. Wystawić mieszkanie na sprzedaż za cenę równą, bądź niższą od rynkowej. - Taka oferta przyciąga uwagę wielu potencjalnych nabywców, pomiędzy którymi może dojść do licytacji podnoszącej cenę do poziomu rynkowego. Jest to zabieg czysto sprzedażowy, bo jeśli proponowana sprzedającemu cena nie jest satysfakcjonująca, nie jest on zobligowany do podpisania umowy. Taki zabieg może nawet kilkukrotnie skrócić czas potrzebny na zawarcie transakcji - tłumaczy Turek.
Takich przypadków, w których kupującym udało się oszczędzić 20 procent ceny mieszkania w samym marcu było - według danych Home Broker - kilkanaście. Największe szczęście mieli kupujący mieszkanie w łódzkim Śródmieściu. 26 metrów kwadratowych zostało wystawione na sprzedaż za 90 tysięcy złotych, poszło za 60 tysięcy. - Takie rabaty są możliwe najczęściej w sytuacji, w której sprzedawcy, ze względu na sytuację osobistą, zależy na tym, aby możliwie szybko spieniężyć majątek - mówi Turek. Dodaje jednak, że w takich przypadkach kupujący powinien mieć żywą gotówkę na szybki zakup nieruchomości.
Używane mieszkania są łakomym kąskiem dla kupujących z kilku powodów, na pierwszy rzut oka powinny jednak utrudniać kupowanie. Wiele mieszkań z tzw. rynku wtórnego nie łapie się bowiem na program Rodzina na Swoim. Przez to jest na nie mniej chętnych, sprzedającym ciężej pozbyć się nieruchomości, są więc skłonni do finansowych ustępstw. Poza tym mieszkania używane są już jednak w jakimś stopniu wykończone. - Jak ktoś nie ma pieniędzy na wykończenie mieszkania, a trzeba na to liczyć przynajmniej tysiąc złotych za metr kwadratowy, to powinien szukać mieszkania z rynku wtórnego, do niego może od razu się wprowadzić i mieszkać, a remont robić krok po kroku - mówi Dorota, agentka nieruchomości.
Z danych Home Broker wynika, że kasa, która została w kieszeni kupujących jest najwyższa dokładnie od stycznia 2009 roku, od kiedy firma zbiera dane na ten temat, w zeszłym roku było to ok. 3 procent. - W praktyce oznacza to, że właściciel używanego mieszkania dostaje za nie o 19,4 tys. zł mniej niż widniało w ogłoszeniu (zgodnie z danymi Home Broker przeciętna cena transakcyjna mieszkania w Warszawie wynosiła w ostatnich 12 miesiącach niecałe 368 tys. zł). W Krakowie 5-proc. zakres negocjacji ceny oznaczałby obniżkę ceny przeciętnego „M” o 14,9 tys. zł. Poniżej 10 tys. zł można wynegocjować w Łodzi i Katowicach, gdzie poziom cen mieszkań jest znacznie niższy. W Warszawie oszczędzić można było średnio ponad 19 tysięcy złotych.
