Cieszyn, przejście na czeską stronę miasta.
Cieszyn, przejście na czeską stronę miasta. Fot. F. Mazur / Agencja Gazeta

Czesi mają wobec Polaków specyficzny dług do uregulowania. Nie da się go jednak spłacić pieniędzmi, dobrami materialnymi, nie jest to też dług wdzięczności. Można go wyrównać jedynie... ziemią. Dokładnie prawie 370 hektarami powierzchni, która już 57 lat czeka na przyłączenie do Polski.

REKLAMA
Lata 50. poprzedniego stulecia miały to do siebie, że korekta granic była czymś, przynajmniej na pozór, normalnym. A to w 1951 roku bratni Związek Sowiecki wyciągnął rękę po bogate w węgiel kamienny i czarnoziemy tzw. kolano Bugu, Polacy - otrzymując w zamian część obwodu drohobyckiego - nie mogła protestować. Wygładzono granice, odtąd Polska prezentowała się na mapie jeszcze lepiej, ale nie była to transakcja partnerska. Po prostu musieliśmy odstąpić Wielkiemu Bratu. Gdyby nie śmierć Stalina w 1953 roku, byłyby kolejne korekty.
logo
Znak graniczny w Górach Opawskich - widoczne jeszcze oznaczenie czechosłowackie. Fot. Pudelek (Marcin Szala), na lic. Creative Commons 3.0
Minęło pięć lat i Polacy ponownie stracili. Właśnie wytyczano linię graniczną między Polską a Czechosłowacją, innym krajem bloku sowieckiego. Przekazaliśmy wtedy południowemu sąsiadowi 1205,9 hektarów naszego terytorium, zyskaliśmy w zamian... 837,46 hektarów. Rachunek był prosty - zabrakło 368,44 hektarów. To tzw. dług graniczny.
Trudności z wyegzekwowaniem nietypowego długu pojawiły się upadku bloku, bo, wiadomo, granice to drażliwa kwestia. Od lat 90. działa nawet Polsko-Czeska Komisja Graniczna, ale sprawy sprzed lat nie załatwiono. Czesi próbowali spieniężyć dług, my jasno powiedzieliśmy: pieniądze to nie wszystko.
Niedokładna korekta granic z 1958 roku kładzie się cieniem na wzajemnych relacjach, choć postanowienia sprzed 57 lat nie wzięły się znikąd. Były konsekwencją długoletniego sporu między Polską a Czechosłowacją. Sporu, który powstał wraz z narodzinami, w przypadku Polski - powtórnymi, obu tych niepodległych państw. Był rok 1918...
logo
Czescy legioniści podczas walk w 1919 roku. Domena publiczna
Koniec wojny nie oznaczał końca działań zbrojnych. Zanim okrzepła polska państwowość, nasi rodacy musieli z bronią w ręku bić się o granice. Wojna polsko-bolszewicka, powstania wielkopolskie, sejneńskie i trzy śląskie, bunt Żeligowskiego i w końcu problem granicy południowej. A tam zamieszkany przez Polaków i Czechów Śląsk Cieszyński. Nie mogło obyć się bez konfliktu.
Dziś stolicę tej krainy, miasto Cieszyn, dzieli rzeka Olza wyznaczająca granice między oboma państwami. Wtedy, prawie 100 lat temu, kiedy delegacje państw świata ledwo zaczęły obrady w Paryżu, wojska czechosłowackie wkroczyły na sporne terytorium. Konieczna była interwencja polskiej armii, aż wytyczono linię demarkacyjną. Podział spornego obszaru był jednak zapowiedzią przyszłych konfliktów - na Zaolziu bowiem, czyli terenach przyznanych Czechosłowacji, mieszkali głównie Polacy. Zresztą region przekazany Polsce też nie był jednolity narodowościowo.
logo
Wkroczenie wojsk polskich do Karwiny, 1938. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Konsekwencje tego stanu rzeczy stały się aż nadto widoczne w kryzysowym roku 1938. Kiedy w Monachium Hitler, Mussolini oraz premierzy Wielkiej Brytanii i Francji - Chamberlain oraz Daladier, dogadywali się w sprawie podziału Czechosłowacji, Polska upomniała się o tereny za Olzą. Ówczesny minister spraw zagranicznych Józef Beck przekonywał, że racja historyczna jest po naszej stronie. Polskie czołgi oswobodziły rodaków, a część opinii publicznej komentowała: Polska wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji. Nie był to dyplomatyczny savoir vivre, choć liczby - 800 km kw., zamieszkanych przez ok. 227 tys. osób - przemawiały do wyobraźni.
Gdy Europa "poświęcała" ideały dla pokoju, było jasne, że nie obejdzie się bez ofiar. Czesi nie mogli się bronić, skorzystali na tym Polacy. Wkroczono nie tylko na Zaolzie, ale i na Spisz oraz Orawę.
logo
"Ilustrowany Kuryer Codzienne", 5 X 1938. Domena publiczna
Pół roku później Praga była już stolicą uzależnionego od III Rzeszy Protektoratu Czech i Moraw, który stanowił dogodną bazę wypadową do ataku na Polskę. Przyszedł wrzesień 1939 roku i zbrojnie zaatakowali nas też Słowacy.
Gdy w 1945 roku kończył się światowy konflikt, Polacy i Czesi po raz kolejny stanęli przed dylematem sprzed lat. Niewiele brakowało do nowej wojny. Czeskie wojsko i milicja wtargnęły do Kotliny Kłodzkiej; wrzało w Kłodzku, Głubczycach i Raciborzu, w Cieszynie koncentrowano polskie wojsko. W końcu zainterweniowało dowództwo sowieckie, któremu nie na rękę był nowy konflikt. Ale Zaolzie wróciło do Czechosłowacji.
W 1947 roku oba kraje zawarły układ o przyjaźni, choć nie udało się rozstrzygnąć wszystkich spornych kwestii. Spór o Śląsk Cieszyński, Spisz i Ziemię Kłodzką rozstrzygnięto w 1958 roku, przy okazji podpisania kolejnego porozumienia. Wtedy też niefortunnie "wyrównano" granice.
logo
Cieszyn, rzeka Olza. Fot. M. Tomalka / Agencja Gazeta
Problem ciągnie się już 57 lat. Już kilka lat temu nieoficjalnie mówiło się, że Czesi zaproponowali Polakom część województwa libereckiego, położoną na tzw. cyplu frydlandzkim w Sudetach Zachodnich. Pomysł jest, ale trudniej z jego realizacją. Władze samorządowe mają swoje racje; gminy przekonują, że zmiana przynależności państwowej odbije się na ich rozwoju. Bez względu na wszystko, niedługo Polska może mieć już 312 682,68 km kw. powierzchni.