SLD chciało wycofać poparcie dla Ogórek. Drastycznie obcięło jej budżet na kampanię

Magdalena Ogórek jest skonfliktowana z politykami SLD
Magdalena Ogórek jest skonfliktowana z politykami SLD Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej oficjalnie zapewniają, że wierzą w wyborczy sukces Magdaleny Ogórek. Tym zapewnieniom przeczą jednak konkrety. Budżet na kampanię kandydatki SLD w ciągu kilku tygodni stopniał z 2 mln zł do niespełna 0,5 mln zł – pisze “Rzeczpospolita”.


“Rz” zwraca uwagę, że kiedy szef Sojuszu Leszek Miller zaproponował Ogórek kandydowanie na prezydenta, obiecał jej pokaźny budżet, sięgający nawet 3 mln zł. Co prawda rywale z PO i PiS mają dużo więcej (około 10 mln zł każdy), ale taka wyróżniłaby ją spośród pozostałych kandydatów.

Okazuje się jednak, że Ogórek na duże pieniądze od partii nie może liczyć. Wbrew zapewnieniom lidera SLD budżet na kampanię się kurczy – najpierw było to 2 mln, potem 1,5 mln i 1 mln, a w końcu prawie 0,5 mln zł. “Uzasadnienie – partia nie ma gotówki i musi zaciągnąć kredyt, a banki nie są chętne do pożyczania lewicy milionów” – zwraca uwagę “Rz”.

W tle są jednak konflikty, które co rusz wybuchają między Ogórek a politykami z władz partii. Ci niezadowoleni z jej decyzji szachowali ją odmawiając przelewania środków na konto wyborcze. Co więcej, z doniesień dziennika wynika, że stałe napięcie między kandydatką a partią miało doprowadzić do tego, że zaczęto rozważać wycofanie poparcia jej kandydatury.
"Rzeczpospolita"

W praktyce zmusiłoby to Ogórek do rezygnacji z wyborów, bo bez struktur SLD nie zbierze wymaganych 100 tys. podpisów i nie ma żadnych możliwości zdobycia finansowania. Władze SLD uznały jednak, że wymiana kandydata lub też całkowite wycofanie się partii z wyborów miałoby katastrofalne skutki polityczne. Dlatego zapadła decyzja, by załagodzić spór.

W naTemat szczegółowo pisaliśmy o tym, jak wyglądają problemy finansowe wokół kampanii Ogórek i dlaczego SLD nie może dostać kredytu. – Pierwszą i absolutnie podstawową barierą jest to, że banki w ogóle nie chcą dawać kredytów partiom. Banki nie chcą być kojarzone z partiami, bo jak dadzą jakiejś pieniądze, ich klienci pomyślą, że firma jest związana z partią – mówił nam Paweł Piskorski, szef Stronnictwa Demokratycznego. –


Źródło: "Rzeczpospolita"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction