Magdalena Ogórek może liczyć na głosy tej części wyborów, którzy wybory prezydenckie potraktują jako żart
Magdalena Ogórek może liczyć na głosy tej części wyborów, którzy wybory prezydenckie potraktują jako żart Fot. Sławomir Kamiński / AG

Bo jest ładna, miła, gra na nosie mainstreamowi, a jej kampania to bardzo dobry żart, który mógłby jeszcze chwilę potrwać. Z tych powodów na kandydatkę SLD może zagłosować w wyborach prezydenckich dodatkowe kilka procent wyborców – dotychczasowych zwolenników Janusza Korwin-Mikkego. Między nim a Magdaleną Ogórek rozegra się bój o specyficzny, bo dowcipno-kontestacyjny elektorat.

REKLAMA

Ta sama klientela "Gdyby w wyborach nie startował wskazany przez ciebie kandydat, na którego z poniższych oddałbyś swój głos?" – takie pytanie zadano ostatnio Polakom w ramach sondażu, którego wyniki ukazały się w "Rzeczpospolitej". Wyszło zaskakująco. Okazało się bowiem, że jeśli ktoś masowo przyciągnąłby wyborców innego kandydata w razie jego nieobecności, to - obok urzędującego prezydenta - jest to właśnie Magdalena Ogórek. Kandydatka SLD zagarnęłaby głosy zwolenników Korwina i zdobyła w sumie 11-12 proc., czyli dwukrotnie więcej niż dają jej dzisiaj sondaże.

Zaraz, zaraz. Kandydatka lewicowej, a w dodatku postkomunistycznej partii, ma być ofertą dla wyborców, którzy mienią się antykomunistami i wolnościowymi liberałami? Sam Korwin mówił przecież niedawno, że Ogórek nie jest jego "faworytką", bo nie jest prawicowa. Był też przekonany, że nie ma nic wspólnego z jego "klientelą".

Wygląda na to, że się mylił. Wspomniany sondaż nie jest przypadkowy. Już przy okazji pierwszej konwencji wyborczej Ogórek pojawiły się sygnały, że kandydatka będzie kierować swój przekaz do tych samych wyborców, którzy dali Kongresowi Nowej Prawicy sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kamil Sikora pisał o niej w naTemat jako o "Korwinie w spódnicy", bo swoim wystąpieniem pokazała chęć walki o antysystemowy elektorat.

To do młodych korwinistów, "kuców", kierowała słowa, że w Polsce, którą ona będzie rządzić, młodym bez wpływowych rodziców i bogatych domów będzie lepiej. To im przedstawiała się jako "kandydatka antyestablishmentowa, spoza układów politycznych i warszawskich salonów". To im obiecywała walkę z układem, na przekór któremu zostanie prezydentem. Teraz widać, że całkiem skutecznie.

Zabawa w wybory "Elektorat hecy" – mawiał o tego rodzaju wyborcach Korwina socjolog z Krakowa dr Jarosław Flis. W kontekście trwającej kampanii wyborczej i kandydatury Ogórek tylko określenie "elektorat beki" pasuje lepiej. Choć trudno go zmierzyć, na forach i w komentarzach mnożą się deklaracje tych, którzy zamierzają głosować na kandydatkę SLD, "bo będzie śmiesznie".

Dotychczasowy przekaz korwinistów, mówiący o tym, że w Polsce - niezależnie od tego, czy rządzonej przez PiS, PO czy kogoś innego – jest do niczego, wzbogacony został o kolejny: jeśli nie da się z tym nic zrobić, niech przynajmniej "będzie beka". Na Facebooku powstał zresztą właśnie taki profil – "Zagłosuję na Ogórek dla beki".

– Szykuje się głosowanie na draki. Obok najtwardszego elektoratu SLD to właśnie dowcipno-kontestacyjny elektorat może złożyć się na dobry wynik Ogórek. On się rekrutuje z różnych środowisk, głównie młodzieżowych, które do tej pory wspierały Korwina. Młodzi szukają nietypowego kandydata, a w tych wyborach to właśnie Ogórek – mówi naTemat prof. Jan Hartman, jeden z ostrzejszych krytyków tej kandydatury.

Jak twierdzi, z pewnością miliony Polaków są zniesmaczone tym, że SLD wystawiło taką kandydatkę. Nie ma więc oczywiście szans na zwycięstwo czy drugą turę. "Komedia", jaką Sojusz i Ogórek "odstawiają" przy okazji tych wyborów, pozwoli jednak nieco poszerzyć elektorat. – To może być około 10 proc.. Co nie zmienia faktu, że końcowy efekt wizerunkowy będzie dla SLD fatalny – podkreśla mój rozmówca.

Zagłosować "na tę dziewczynę" Dziś wynik ponad 10 proc. to dla Ogórek wciąż sfera marzeń. Ale przy słabnącym Korwinie, który notuje rezultaty o kilka procent gorsze od niej, bardziej prawdopodobny stanie się przepływ głosów, który zwiastuje badanie "kandydatów drugiego wyboru". W miarę upływu czasu będzie coraz bardziej ewidentne, że te wybory to kolejny front wojny między PO i PiS, więc dlaczego nie zrobić numeru z przerzuceniem głosów na Ogórek? Choćby dlatego, że "jest ładna". Wielu wyborców może myśleć tak jak Lech Wałęsa, który mówił, że zagłosuje na "tę piękną dziewczynę z SLD" (za 10 lat), i to tylko ze względu na urodę.

"Chyba dla beki na nią zagłosuję. Państwo i tak nic nie straci, a nawet zyska, bo lepsza blondyneczka niż Komorowski" – ten komentarz z jednego z forów dobrze odzwierciedla tę postawę.

Jest tylko pytanie, co to nam mówi o świadomości wyborców i jakości demokracji. Jeśli "elektorat beki" wybije Ogórek na kilkanaście procent (a może więcej), pozostanie tylko załamać ręce. – Albo zwrócić się do SLD, która to partia z wyborów urządziła szopkę – twierdzi Hartman.