
Po problemach z systemem informatycznym przygotowanym przez zewnętrzną firmę Państwowa Komisja Wyborcza zaczęła pracę nad własnym programem do zliczania i przesyłania wyników głosowania. Ale może nie zdążyć z nim na wybory parlamentarne, bo Ministerstw Finansów blokuje dodatkowe środki na etaty dla informatyków – mówi szef PKW Wojciech Hermeliński.
Całkowite załamanie systemu informatycznego podczas wyborów samorządowych spowodowało nie tylko awanturę polityczną i odwołanie całego składu Państwowej Komisji Wyborczej, ale też zmianę sposobu myślenia o przygotowaniu wyborów. PKW postanowiła samodzielnie przygotować system informatyczny do obsługi wyborów, nie opierając się tak jak dotychczas na zewnętrznych firmach wybranych w przetargu. Ale jak się okazuje to też powoduje kłopoty.
Wojciech Hermeliński
Dlatego wyniki wyborów prezydenckich na pewno będą przeliczane ręcznie. To samo może czekać nas podczas wyborów parlamentarnych. Oznacza to długie oczekiwanie na ostateczne wyniki głosowania. Możliwe jednak, że tym razem trudniej będzie Prawu i Sprawiedliwości zarzucać sfałszowanie wyborów, bo jak wyjaśnia w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" szef PKW, trwają rozmowy nad przyjazdem obserwatorów OBWE. – Są mile widziani – mówi Wojciech Hermeliński
Dużym ułatwieniem dla wyborców byłoby wprowadzenie głosowania przez internet. W naTemat wyjaśnialiśmy niedawno, dlaczego nadal nie ma takiej możliwości. Szczerze wypowiedział się na ten temat Paweł Graś w słynnej rozmowie z afery taśmowej. Dyskutował z Jackiem Krawcem, prezesem Orlenu, o wyborach do europarlamentu i słabych szansach na frekwencję. – A czemu nie zrobicie głosowania przez internet. Czemu nie można tak głosować w Polsce? – pyta Krawiec. – Kwestia prawa wyborczego, zmiany ustawy i przygotowania infrastruktury – odpowiada Graś – Czy wy może szacowaliście, że to jest jakiś elektorat pisowski?… – dopytuje jego rozmówca. – To jest elektorat, o który nie ma się co bić. Albo nie chodzi, albo robi sobie jaja. Najbardziej jechaliby na tym palikotersi plus korwiniści, czyli te oszołomy co najbardziej żyją w internecie. Na przykład partia Gowina… – wyjaśnił Paweł Graś.
Źródło: "Rzeczpospolita"
