Anna Wendzikowska ma na swoim fanpage'u około 6 tysięcy fanów. Wśród nich także ci, którzy krytykują ją za ostatni wywiad. Pytanie - czy nie bierzemy jej wpadki zbyt poważnie?
Anna Wendzikowska ma na swoim fanpage'u około 6 tysięcy fanów. Wśród nich także ci, którzy krytykują ją za ostatni wywiad. Pytanie - czy nie bierzemy jej wpadki zbyt poważnie? Fot. TVN Style / x-news

Nie o taką sławę zabiegała przez wszystkie lata Anna Wendzikowska. Dziennikarka filmowa kolejny raz wykazała się brakiem podstawowej wiedzy, a widzowie powiedzieli - dość. Nie pomogły studia aktorskie, ani rola w “M jak Miłość”. Kim jest Anna Wendzikowska?

REKLAMA
Reporterka niczym Sigourney Weaver
Mało kto zapewne zdaje sobie sprawę, ale reporterka jest… aktorką. Anna Wendzikowska studiowała w Prywatnej Szkole Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich w Warszawie, oraz w krakowskim studiu Lart. Ba, na swoim koncie Anna Wendzikowska ma nawet kilka ról. Najbardziej znana jest z roli Moniki w oglądanym przez 7 milionów Polaków “M jak Miłość”.
Wendzikowska zagrała także w kilku innych serialach. W sumie - ponad 15 ról. Z czasem przyzna, że takie doświadczenie pomaga jej w rozmowach z aktorami, bowiem dobrze ich rozumie. Jak się okazuje, chyba nie zbyt dobrze. Albo inaczej obie strony pojmują, czym aktorstwo jest.
Adrian Nychnerewicz, dziennikarz "Super Express"

Nawet Google nie pozwalają nam zbyt dokładnie zgłębić tajemnicy, kim jest Pani Ania Wendzikowska. Podobno jest aktorką, ale nie znamy zbyt wielu jej ról. Za to często z aktorami rozmawia. Tymi z Hollywood. Pyta ich na przykład, co sądzą o polskich dziewczynach. Mam nadzieję, że bezinteresownie.

Wywiad w 5 minut
No właśnie, Anna Wendzikowska w telewizji nie jest od wczoraj. Dla “Dzień Dobry Tvn” przeprowadza wywiady z hollywoodzkimi gwiazdami od dobrych siedmiu lat. W sumie, na oficjalnej stronie programu można znaleźć około 500 materiałów reporterki. Doświadczenie - chciałoby się rzecz, naprawdę duże.
Do tego pracuje dla TVN Style, gdzie rozprawia o show-biznesie. Wydała także książkę o tym, jak rozmawiać z ludźmi Hollywood. Do tego wszystkiego prowadzi bloga, na którym jak wyzna sama - wyładować potrafi wszystkie złe emocje z wyjazdów.
Skąd na to wszystko brać czas? Otóż realizacja takich materiałów trwać może niecałe kilkanaście minut. Natomiast sam materiał, już po zmontowaniu zajmuje dwie, może trzy minuty. Najdłuższy miał tych minut 15. Na pisanie bloga zawsze znajdzie się czas, chociażby w podróży samolotem do Stanów. Jednego w końcu reporterce odmówić nie można - jest pracowita.
I tu, pojawia się słynna “presja czasu”, bowiem Wendzikowska takowej jest poddawana w swojej pracy cały czas. Żeby zrealizować materiał musi być skoncentrowana i w ciągłej gotowości. Do tego stres. A że dziennikarz też człowiek, może zdarzyć się takiej Ani zły dzień. I wpadka gotowa. A tych Wendzikowska w swoim życiu kilka zaliczyła.
Nie pierwsza wpadka
– Każdy się może pomylić, a świat się nie zawali, gdy się przejęzyczę - mówiła niedawno w rozmowie z portalem Jastrzabpost.pl. Tyle tylko, że reporterce widzowie porannego programu telewizyjnego ciągle wytykają błędy i zaliczone wpadki. Co ciekawe - przeważnie na gruncie, który powinna znać, jak własne podwórko, czyli na filmie. A że TVN promuje Anię, jako specjalistkę od tejże dziedziny, zdziwienie widza zdaje się być większe. Wręcz teatralne. Reporterka nie wiedziała na przykład, z jakiego filmu jest słynna scena głowy konia w łózku, co wprowadziło w osłupienie nie tylko telewidzów, ale nawet tych, którzy z filmem na co dzień nie mają nic wspólnego. To także najbardziej zapamiętana i najchętniej przywoływana przez widzów sytuacja. Bo kto, jak kto, ale dziennikarka filmowa powinna na pamięć znać klasykę gatunku, czyli “Ojca Chrzestnego”.
Pytana innym razem, przez dziennikarkę Gazeta.pl czy uprawia poważne dziennikarstwo odpowie, że Nigdy nie chciała uprawiać poważnego dziennikarstwa, na przykład politycznego. Widzom zaczęło się “zbierać”. I skoro przy pytaniach jesteśmy. To także kwestia, która wielu drażni, bowiem Ania potrafi podczas telewizyjnych wywiadów pytać znanych aktorów o urodę Polek, co oczywiście spotyka się ze sprzeciwem telewidzek, a Agatę Kuleszę tuż po otrzymaniu Oscara porównywać do sukcesów Adama Małysza.
Karolina Błaszkiewicz, dziennikarka

Osobiście mam z nią duży problem. Z jednej strony, jako dziennikarka zazdroszczę jej możliwości spotykania gwiazd światowego formatu, z drugiej irytuje mnie, że czasami zadaje tak głupie pytania albo wygłasza takie opinie, przez które jest mi za nią wstyd. Nie przeszkadza mi to, że poza dziennikarstwem, zajmuje się "byciem celebrytką", ale rozumiem, że też z tego powodu większość moich znajomych za nią nie przepada. Chodzi po prostu o niespójny wizerunek i chyba jakąś chęć pokazywania się, bycia w centrum uwagi ...Nie wiem, ale na pewno często patrząc na tę kobietę i słuchając jej, czuję się niezręcznie.

Czara goryczy przelała się właśnie podczas wywiadu z Sigourney Weaver, gdzie Wendzikowska wykazała się kolejny raz, brakiem filmowej wiedzy.
Może warto się w takim razie zastanowić - czy Ania zalicza wpadki czy po prostu nie posiada odpowiedniej wiedzy na temat filmu i została wpuszczona w… złote maliny? Bo jeżeli tak, to nie ma co się nad reporterką znęcać i wytykać jej każdy błąd. Została po prostu obsadzona w złej roli. Jest ładna, doświadczenie reporterskie posiada, więc może, jak na przykład Filip Chajzer, robić zabawne wideo z pokazów mody. Tu brak wiedzy jest wręcz atutem.
Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!

Napisz do autora: tomasz.golonko@natemat.pl