Polityków i biznesmenów podsłuchiwano w pięciu miejscach, nagrano nawet 100 osób.
Polityków i biznesmenów podsłuchiwano w pięciu miejscach, nagrano nawet 100 osób. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Jest nowy trop w trwającej od lata 2014 roku sprawie dotyczącej okoliczności afery podsłuchowej, która spowodowała poważny kryzys w polskim państwie. Z upublicznionych zeznań dwóch kelnerów sprzed roku wynika, że działali na zlecenie biznesmena Marka Falenty, który chciał obalić rząd i obiecywał w zamian "nagrodę od PiS" - pisze "Gazeta Wyborcza".

REKLAMA
Chodzi o relacje kelnerów stołecznych restauracji Sowa & Przyjaciele i Amber Room - Łukasza N. i Konrada L., którzy dokładnie wyjaśniają okoliczności afery. Jak twierdzili w czasie zeznań - pisze powołując się na nie "GW" - początkowo podkładali podsłuchy, po czym przekazywali je Falencie, wyłącznie do celów związanych z biznesem i "gry ze służbami specjalnymi".
Sytuacja miała ulec zmianie po tym, jak biznesmen - podaje gazeta - miał zacząć dążyć do obalenia ówczesnego rządu oraz ministra Sienkiewicza. Miało być to związane z niekorzystnymi dla jego inwestycji w rosyjski węgiel działaniami prokuratury. Za pomoc w realizacji planów Falenta miał obiecywać "nagrodę od PiS", gdy ten obejmie rządy w państwie, powołując się na swoje kontakty w tej partii.

Łukasz N. i Konrad L. podają dużo szczegółów uwiarygadniających ich wersję, np. daty, kiedy biznesmen wypłacał dla nich pieniądze z bankomatu (w sumie dostali 120 tys. zł), jakimi samochodami przyjeżdżał na spotkania, kiedy odwiedzał ich w domu. Łukasz N. jest też w stanie opisać wnętrze domu biznesmena, do którego miał przywozić nagrania podsłuchów. Czytaj więcej

"Gazeta Wyborcza"
– Informacje o jego dobrych kontaktach z PiS są wątpliwe - do środowisk związanych z tą partią zgłosił się trzy miesiące po wybuchu afery z nielegalnymi nagraniami. Dziś występuje na łamach mediów związanych z PiS – czytamy w "GW".
Biznesmen, któremu postawiono zarzut udziału w procederze nielegalnych podsłuchów, nigdy nie przyznał się do udziału w aferze. Wbrew przeciwnie, twierdził, że padł ofiarą politycznej intrygi. Tymczasem w wyniku dochodzenia ABW i prokuratury uznano, że to on miał kupić nagrania rozmów polityków i przekazać je redakcji „Wprost”. Falenta szybko został zatrzymany. Efektem było zaskarżenie prokuratury do sądu.
Podsłuchiwanie najważniejszych osób w państwie wywołało kryzys rządowy i zakończyło się m.in. odejściem ministra Sienkiewicza. W ramach "afery taśmowej" nagrywano także w innych lokalach - łącznie miano podsłuchać rozmowy nawet stu osób.