
– Zaproszono mnie do Moskwy na 9 maja, ale nie pojadę. Świętowanie 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej u boku obecnych agresorów i osoby odpowiedzialnej za użycie broni przeciw cywilom na Ukrainie wschodniej, byłaby dla mnie zbyt dwuznaczna – mówi przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.
Szef RE w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” po raz kolejny podkreśla zalety formatu normandzkiego w rozwiązywaniu konfliktu ukraińskiego. Chodzi o czterostronne negocjacje między Ukrainą, Rosją, Niemcami i Francją.
Donald Tusk
Przyznaje jednocześnie, że nazywanie przez niektórych komentatorów porozumienia zawartego w Mińsku przejawem „appeasementu” jest w jakimś stopniu uprawnione. Zaznacza, że dokument podpisany w połowie lutego między prorosyjskimi separatystami a Kijowem nie jest twardym i jasno skonstruowanym traktatem pokojowym i m.in. dlatego jest bardzo ryzykowne dla Ukrainy i całej Europy. Przekonuje jednak, że w jego przekonaniu porozumienie mińskie jest raczej pierwszą realną próbą uniknięcia appeasementu.
Tusk informuje przy tym, że Unia Europejska nie zniesie nałożonych na Rosję sankcji aż do czasu wypełnienia ugody z Mińska. Mówi też, że – z racji trwających na wschodniej Ukrainie walk – nie pojedzie na planowane 9 maja w Moskwie uroczyste obchody 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej.
Wcześniej w podobny sposób o majowych obchodach w Moskwie wypowiadali się już m.in. prezydent Bronisław Komorowski, niemiecka kanclerz Angela Merkel czy brytyjski premier David Cameron. – To, kto będzie nas reprezentował w Moskwie, rozważymy. Weźmiemy przy tym pod uwagę trwającą dyskusję z Rosją, nasze zaniepokojenie jej działaniami. Nie sądzę jednak byśmy mieli plany udziału premiera w tej ceremonii – informowała niedawno rzeczniczka Camerona.
Źródło: wyborcza.pl
