Jerzy Krzanowski - chciał "wyciąć" umowy śmieciowe. Po słowach Krzanowskiego, przedsiębiorcy najchętniej wycięliby jego
Jerzy Krzanowski - chciał "wyciąć" umowy śmieciowe. Po słowach Krzanowskiego, przedsiębiorcy najchętniej wycięliby jego wp.pl

Jeden z najbogatszych Polaków wyszedł przed szereg własnego środowiska i uderzył w przedsiębiorców. Twierdzi, że osoby wciąż narzekające na polską biurokrację to frustraci, którym się nie udało. Sam natomiast zapewnia, że w jego firmie nie ma ani jednej osoby z umową śmieciową. "Koledzy po fachu" nie zostawiają na nim suchej nitki. – Ośmieszył się – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

REKLAMA
Wywiad, którego udzielił Jerzy Krzanowski, twórca firmy Nowy Styl, to miód na serce 1,6 mln osób zatrudnionych w Polsce na tzw. umowach śmieciowych. Nie mają zapewnionej płacy minimalnej, prawa do urlopu i limitów czasu pracy. Wreszcie znalazł się "jedyny sprawiedliwy" wśród przedsiębiorców, który powiedział "prawdę" trzymającym ich w szachu dusigroszom.
Kto jest frustratem?
Z wypowiedzi Krzanowskiego wynika, że umowy cywilnoprawne to efekt bardziej lub mniej świadomego złego zarządzania. – Jak można doprowadzić do sytuacji, w której ktoś przez wiele lat pracuje w organizacji na umowach śmieciowych i nie jest ubezpieczony? – pyta Krzanowski.
Jerzy Krzanowski

Musimy dbać o miejsca pracy, które budują naszą przyszłość. Jeśli ktoś mówi, że ma biznes, który funkcjonuje tylko wtedy gdy pensja minimalna wynosi 1500 zł, to to jest biznes, który i tak upadnie.

Cezary Kaźmierczak jest mocno zniesmaczony wywiadem. Jak mówi, Krzanowski nazwał frustratami nie tylko polskich przedsiębiorców, ale i ekspertów z Banku Światowego, którzy umieszczają nasz system podatkowy na odległym 113. miejscu na świecie. – Idąc tym rozumowaniem można stwierdzić, że kompletna banda frustratów urzęduje w OECD, bo uważają że Polska ponosi bardzo wysokie koszty nadmiernej biurokracji. Sięgają one niemalże wydatków na armię - 1,4 proc. polskiego PKB – ironizuje.

Pierwsza dziesiątka rankingu przejrzystości podatkowej:

Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Arabia Saudyjska, Hongkong, Singapur, Irlandia, Bahrajn, Kanada, Oman i Kiribati. Czytaj więcej

Kaźmierczak zauważa, że nie tylko polscy przedsiębiorcy źle oceniają polską biurokrację, ale przede wszystkim robią to szanowane, międzynarodowe instytucje.
Cezary Kaźmierczak

Krzanowski się ośmiesza. Mówi rzeczy rażąco sprzeczne ze stanem faktycznym. Chyba, że rzeczywiście wie więcej niż wszyscy inni, którzy się tym zajmują.

Nowy Styl jest przykładem?
Warto zwrócić uwagę, że twórca firmy Nowy Styl nie tylko wierzy w to, co mówi, ale też wprowadza te zasady w życie. Zatrudnia kilka tysięcy osób i – jak twierdzi – udaje mu się podpisać ze wszystkimi umowy o pracę. Jednak to, co z pozoru wygląda na żywy dowód realizmu proludzkiego sposobu zarządzania, nie musi udać się w każdym przedsiębiorstwie.
Zdaniem Kaźmierczaka, szef Nowego Stylu nie rozumie rynku. Jego słowa zaś udowadniają jedynie tezę, że "bogactwo to przypadek". – Oczywiście, że w firmach produkcyjnych, a taką jest Nowy Styl, nie pracuje się na umowach cywilnoprawnych. Tego typu firmom zależy, aby "przyspawać" pracownika do siebie i go trzymać. W innej sytuacji są firmy usługowe, które mają problemy z płynnością zleceń, ale może dla tego pana jest to trudne do zrozumienia – mówi szef związku przedsiębiorców.
Cezary Kaźmierczak

Niemożliwe jest, aby wprowadzić umowę o pracę w firmie usługowej, na przykład budowlanej, która przykładowo dostaje zlecenie na budowę kurnika co zajmuje jej trzy miesiące, a później kolejne trzy czeka na następne zlecenie. Kto miałby za to płacić? Ten człowiek nie rozumie elementarnych rzeczy.

Założyciel pierwszej polskiej firmy doradztwa HR Sedlak & Sedlak też nie zatrudnia nikogo na umowę cywilnoprawną. Zwraca jednak uwagę na istotę "stosunku pracy", która jest zawsze umową dwóch ludzi. – Niezależnie od tego, jaką ma pan umowę, to jeśli jestem pracodawcą, a pan pracownikiem, to zawsze mogę pana zwolnić. Ale pan też zawsze może zrobić mnie w konia i odejść – zauważa.
Sedlak wyjaśnia, że w jego branży brakuje odpowiednich ludzi. On zaś inwestuje w kogoś swoje pieniądze, kształci pracowników, a ci uciekają do innych pracodawców. – To ja tracę, nie oni – mówi. – Jesteśmy krajem, w którym jest wolność i demokracja. Nikt nie jest przywiązany do pracy – stwierdza mój rozmówca.
Ludzie "na zlecenie" już wygrali
Kazimierz Sedlak wyjaśnia, że w Stanach Zjednoczonych istnieje podział na white i blue collar workers. – Ci, którzy mało zarabiają, mają lepszą opiekę państwa, a ci, którzy dużo zarabiają w ogóle jej nie mają. Dostają pudło z rzeczami i do widzenia. Tym, którzy mało zarabiają i są biedniejsi, też należy się trochę więcej opieki – mówi naTemat.

Podział na białe i niebieskie kołnierzyki

Białe kołnierzyki - termin wywodzący się z anglosaskiej socjologii lat 50-tych, określający osoby wykonujące zawody, które nie wymagają pracy fizycznej. Odnosi się do pracowników umysłowych sektora publicznego, a także menedżerów, prawników, doradców, czy przedstawicieli handlowych. Nie obejmuje drobnych przedsiębiorców i przedstawicieli wolnych zawodów. W stosunku do osób wykonujących zawody wymagające pracy fizycznej stosowane jest określenie „niebieskie kołnierzyki”. Czytaj więcej

Czy "śmieciówki" rzeczywiście są skandalem i oszustwem, jak twierdzi Jerzy Krzanowski? – Nie akceptuję tego – mówi jednoznacznie Kazimierz Sedlak. Jego zdaniem, umowy cywilnoprawne są "nie najgorszym" rozwiązaniem na obecnym rynku pracy w Polsce. – Na razie nie mamy żadnych naukowych dowodów na to, że "śmieciówki" w naszym kraju zaszkodziły. Tak, jak w poczuciu tego pana one są gorsze, według mnie pomogły zmniejszyć bezrobocie w kryzysie – mówi.
– Mamy coraz większy rynek freelancerów w Polsce. Coraz więcej ludzi nie chce pracować na etacie. Ten rynek rośnie. Współpracuję z kilkoma osobami, które chętnie wziąłbym na etat, ale oni odmawiają, bo chcą być wolni. Wystawią mi wyższą fakturę i nie są zależni od pracodawcy – mówi Kazimierz Sedlak.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl