
Najpierw choroba dziecka, teraz choroba ojca – tak Magdalena Ogórek uzasadnia swoją niską aktywność w kampanii. Według najnowszych teorii, jakie krążą po Sejmie, to tylko wstęp do tego, by kandydatka w ogóle wycofała się z wyborów. Powody rodzinne byłyby sposobem na wyjście z twarzą z trudnej sytuacji.
REKLAMA
Magdalena Ogórek znowu milczy. Po kilku spotkaniach z wyborcami jej aktywność kampanijna wróciła do dawnego poziomu. To stało się powodem do spekulacji, że kandydatka SLD w wyborach prezydenckich wkrótce zrezygnuje. I spekulacji nie przecięły deklaracje samej Ogórek. Tym bardziej, że to już kolejny raz, kiedy kandydatka SLD musi przekonywać, że nadal będzie walczyła o prezydenturę.
Minął efekt świeżości i kolejne sondaże pokazują spadek poparcia dla kandydatki SLD (4 proc.). Leszek Miller zapowiada zmianę strategii. Zresztą kolejną już, bo kilkanaście dni temu Ogórek spotkała się z zarządem partii. Oficjalnie, by porozmawiać, w domyśle: by zebrać burę. To poskutkowało, kandydatka udzieliła kilku wywiadów do mediów lokalnych i spotkała się z wyborcami.
W SLD narasta rozczarowanie kandydaturą Ogórek. Pisaliśmy o tym jako jedni z pierwszych. Kolejne media zdają się potwierdzać tę tezę. – Nie ukrywajmy: zachwycony kampanią Ogórek to szef [Leszek Miller – przyp. naTemat] przesadnie nie jest. Tak delikatnie mówiąc – mówi jeden z polityków SLD portalowi 300polityka. Inni dodają, że Ogórek nie przestrzega ustaleń, dotyczących chociażby spotkań z dziennikarzami. Na razie wiadomo jedynie, że jej sztab zebrał 300 tysięcy podpisów.
Dlatego w Sejmie coraz częściej słychać tezę, że Ogórek po prostu zrezygnuje przed końcem kampanii. Kolejne przerwy w kampanii mogą być tylko przygotowywaniem gruntu pod to. Wszak, gdyby Ogórek zrezygnowała z powodów osobistych, a nie dlatego, że jest słabą kandydatką, koszty polityczne dla SLD byłyby znacznie mniejsze. Bolesne, ale nie zabójcze.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
