
Nie biegasz? To chociaż kibicuj! Zagrzewaj do walki, dopinguj. Nie wiesz jak, wstydzisz się? Daj spokój, przecież kibicowanie może dostarczyć ci niemal tyle samo dobrych emocji, co udział w maratonie. A być może za rok to właśnie do ciebie ktoś krzyknie: „Dasz radę, jeszcze tylko 800 metrów!”.
Beata Sadowska
Dlaczego kibice dla maratończyków są bardzo ważni? Bo w trakcie długodystansowego biegu przychodzi taki moment, kiedy ciało już nie daje rady, a głowa mówi: „poddaj się”. Jednak widok dopingujących osób – ich uśmiechy, słowa – działają tak, że zawodnik nabiera siły. Zaczyna myśleć: „Skoro tak mnie dopingują, to nie jest wcale ze mną źle, to dam radę, dobiegnę!”. – Trzeba pamiętać, że podczas maratonu niezwykle istotna, oprócz przygotowania fizycznego, jest właśnie psychika. To od niej zależy około 10 proc. wydolności organizmu biegacza – wyjaśnia Grzegorz Zwierzchoń, trener Biegnij Zwierzu.
Kibice marzeń Każdy maratończyk marzy, by pobiec kiedyś w Nowym Jorku. I nic w tym dziwnego: odbywa się tu jedna z sześciu największych na świecie imprez biegowych. Bierze w niej udział ok. 50 tys. zawodników – amatorów i zawodowców. Trasa biegu prowadzi przez przez pięć dzielnic miasta, a finisz ma miejsce w Central Parku. Dzień maratonu – mimo jesiennej szarugi – jest tu kolorowy i radosny.

Nowojorczycy nie wyobrażają sobie, jak mogliby nie kibicować zawodnikom. Całe rodziny, grupy przyjaciół wychodzą na ulice, niektórzy mają nawet wolny dzień od pracy – na całej trasie nie ma właściwie ani jednego metra, gdzie nie słychać by było okrzyków: „Biegnij, biegnij!” czy choćby braw dodających sił. Zresztą nowojorscy kibice słyną z pomysłowości i poczucia humoru. Niektórzy ubierają się bardzo kolorowo: tak, żeby łatwo było dostrzec ich w tłumie. Inni trzymają plakaty i transparenty z zabawnymi hasłami: „Mogliście wybrać szachy” albo „Biegnij, jakbyś coś ukradł”. Nie brakuje też koncertów, muzyki, tańców. Po prostu w dniu maratonu bawi się cały Nowy Jork.
Beata Sadowska, która 2 listopada pobiegła ulicami Wielkiego Jabłka
Radośnie w Londynie Atmosfera dobrej zabawy panuje także w Londynie. Tutaj sami zawodnicy biegną często w śmiesznych kostiumach. A kibice ustawieni wzdłuż całej trasy doceniają ich pomysłowość i trud przygotowań. Nie szczędzą swych gardeł oraz rąk – głośno krzyczą i zapamiętale klaszczą.

Londyński maraton kończy się w sąsiedztwie Pałacu Buckingham – tam już nie ma zmiłuj się, każdy chce dobiec do mety. I w tej chwili kibice nie zawodzą: swym wielkim entuzjazmem zagrzewają do walki o pokonanie ostatnich metrów przed metą. Beata Sadowska, która biegała także w stolicy Anglii mówi, że Polacy mogliby od Wyspiarzy uczyć się tej sportowej radości. Bo maraton to nie tylko święto osób, które w nim startują, to także dzień wszystkich tych, którzy ich dopingują.
Pikniki w Berlinie A jak jest u naszych zachodnich sąsiadów? Berlińczycy dokładnie wiedzą, którędy będzie wiodła trasa maratonu w ich mieście. Nie narzekają na utrudnienia w ruchu, bo święto biegania traktują jak swoje własne. Właściwie nie ma takich miejsc przy trasie, których nie okupowaliby rozentuzjazmowani kibice. Zresztą, jest ich nawet więcej niż zawodników – a tych biegnie około 40 tysięcy.

Co ciekawego dzieje się na ulicach stolicy Niemiec podczas zawodów? Oczywiście są kibicujące tłumy – ale tu przychodzą całe rodziny, łącznie z dziadkami. Wzdłuż tras na skwerach i przed kawiarniami berlińczycy organizują sobie pikniki.
Grzegorz Zwierchoń, który uczestniczył w berlińskim maratonie
Mieszkańcy Berlina dopingują wszystkich maratończyków –nawet tych, których nie znają. Po prostu krzyczą po niemiecku, angielsku... Jak kto chce i umie. A zwykłe „Jesteś wspaniały!” dla zmęczonego biegacza znaczy naprawdę wiele.
Dostojni Japończycy Zupełnie inaczej jest w Tokio. Tamtejsi kibice są bardziej powściągliwi. Beatę Sadowską zaskoczyła cisza, panująca podczas maratonu. – Było inaczej niż w Europie czy w Ameryce. Japończycy są spokojni, powiedziałabym nawet, że dostojni. Nie krzyczą, nie klaszczą, nie trąbią i nie śpiewają – wspomina dziennikarka.

Maraton w Tokio był najspokojniejszą imprezą biegową, w jakiej uczestniczyła. Zaskoczyło ją też to, że mieszkańcy miasta wyciągali do zmęczonych zawodników ręce, i częstowali kulkami ryżu. – I to było szczególnie urocze – mówi Beata Sadowska.
Krzycz i klaszcz w Warszawie Wróćmy wreszcie do Polski. Mieszkańcy naszej stolicy jeszcze tak tłumnie (jak choćby w Londynie) nie dopingują uczestników maratonów, które kilka razy w roku odbywają się w mieście. Jednak wiernych fanów wciąż przybywa – finał ostatniego PZU Maratonu Warszawskiego na Stadionie Narodowym oklaskiwało 10 tys. widzów.

Coraz częściej pojawiają się całe rodziny z dziećmi, grupy przyjaciół. Grzegorz Zwierzchoń opowiada, w jaki sposób mieszkańcy Ursynowa kilka lat temu przywitali maratończyków: – Ludzie stali z garnkami i sztućcami. Tymi sztućcami walili w garnki, robili dużo hałasu i cieszyli się jak dzieci. To było może i dziwne, ale na biegaczy zadziałało bardzo mobilizująco – mówi.
Beata Sadowska
Zamiast więc złościć się na uliczne korki – lepiej pomyśl o tych wszystkich zawodnikach, którzy miesiącami przygotowywali się do wyścigu. O ich pocie, łzach i trudzie treningów. Uśmiechnij się – i idź ich dopingować!
Najbliższa okazja do trenowania spontaniczności nadarzy w stolicy już 29 marca, podczas 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego. Start i meta wyjątkowo na Placu Piłsudskiego. Samochód lepiej zostaw w garażu, rower również. Wybierz metro, bo dzięki niemu szybko przemieścisz się wzdłuż trasy i będziesz bawić się aż w 20 punktach kibicowania. Zresztą, takie punkty są świetne dla początkujących kibiców – bo w grupie i przy muzyce dużo łatwiej o spontaniczny doping. Sam się przekonaj, że zagrzewanie maratończyków do sportowej walki, może być emocjonujące tak samo, jak udział w zawodach!

Zostań kibicem idealnym 1. Bądź otwarty i pomocny. Kibicuj każdemu, kto przebiega obok ciebie.
2. Im twoje kibicowanie jest zabawniejsze, tym lepiej. Nie bój się plakatów ze śmiesznymi hasłami czy zaskakujących rekwizytów.
3. Weź ze sobą wodę i coś do jedzenia. Pamiętaj, że maraton trwa około 6 godzin, a półmaraton – ponad dwie.
4. Zabierz ze sobą choćby dodatkową butelkę wody dla zmęczonego zawodnika. Podziel się z nim. Będzie ci wdzięczny.
5. Pomagaj innym kibicom i dbaj o ich bezpieczeństwo – choćby wskaż miejsce, gdzie mogą bezpiecznie dla siebie i dla zawodników przejść na drugą stronę ulicy.
6. Słuchaj, co mówią służby porządkowe maratonu, wolontariusze i sędziowie. I stosuj się do ich słów!
Atrakcje podczas 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego Dla tych, którzy nie biegną – ale dzielnie kibicują zawodnikom – organizatorzy przewidzieli wiele atrakcji. W internecie i na telebimach ustawionych przy mecie, będzie można oglądać transmisję live. Na Placu Teatralnym stanie Miasteczko Biegowe, a w nim będzie można wziąć udział w akcji „Podziel się Kilometrem”. Warto, bo za każdy kilometr pokonany na bieżni, PZU przeznaczy 10 zł na pomoc dla podopiecznych Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Może więc spróbujesz swych sił i poćwiczysz w towarzystwie Marcina Dorocińskiego albo Pauliny Chylewskiej?
A jeśli znajdziesz czas i będziesz miał ochotę, skorzystaj z konsultacji lekarskich w Strefie Zdrowia PZU. Czekać na Ciebie będą: kardiolog, dermatolog, ortopeda i dietetyk. W gabinetach zabiegowych m.in. zmierzysz ciśnienie krwi czy zbadasz poziom cholesterolu.
Organizatorzy półmaratonu nie zapomnieli też o najmłodszych. W strefie przygotowanej specjalnie dla nich czeka mnóstwo atrakcji i dobra zabawa (zapewniają ją wykwalifikowani animatorzy). Będą dmuchańce, konkursy, zajęcia plastyczne oraz malowanie twarzy.
Jeśli natomiast ciekawi cię, co nowego dzieje się w świecie sportu i fitness, wybierz się na Stadion Narodowy, na targi Expo Sport&Fitness Wiosna 2015. Spotkasz tam również ekspertów w dziedzinie biegania: trenerów, dietetyków i fizjoterapeutów. I kto wie, może za rok to ty staniesz na starcie maratonu?