
– Po treningu czuję się wykończony. To świetne uczucie – mówi o crossficie Gary Smith, szef jednej z wielkich spółek telekomunikacyjnych. Stworzony przez Grega Glassmana system ćwiczeń pokochali ludzie na całym świecie. W ekstremalnych biegach Tough Mudder czy Runmageddon biegają setki tysięcy ludzi. Biegną, czołgają się, skaczą, nurkują w lodowatej wodzie, ryzykują porażenie prądem i podpalenie... Po co? I dlaczego im trudniej, tym lepiej?
Greg Glassman siedział w swoim garażu w Kalifornii i myślał nad treningiem, który pozwoli mu się porządnie zmęczyć. Stworzył crossfit, system treningu, który opiera się na jednoczesnym wzroście dziesięciu najważniejszych siłowych zdolności człowieka. Nie ma zmiłuj – ćwiczy się bez przerwy, intensywnie, jednocześnie podnosząc odporność, sprawność atletyczną, siłę mięśni, szybkość, sprawność, motorykę... Morderczy plan treningowy pokochały gwiazdy i managerowie.
Zanim zalety opracowanego przez Glassmana treningu odkryły gwiazdy i topowi managerowie, systemem intensywnych ćwiczeń zainteresowała się policja i wojsko – metoda trafiła między innymi do duńskiej Straży Królewskiej oraz na amerykańskie i kanadyjskie uniwersytety. Kombinację podnoszenia ciężarów i kardio wkrótce pokochały gwiazdy i szefowie start upów, zwłaszcza tych z sektora technologicznego, którzy uznali, że budowanie ducha firmy wokół fitnessu jest świetnym pomysłem. Fanem crossfitu jest między innymi szef Twittera Dick Costolo, który o swoim uzależnieniu od tego systemu ćwiczeń poinformował oczywiście... na Twitterze.
W obydwu imprezach przygotowanie psychiczne pełnił równie ważną, jeśli nie ważniejszą funkcję, co forma fizyczna. Jeśli bierzesz udział w biegu Tough Mudder, te etapy, kiedy możesz tylko biec, są niczym odpoczynek od przeszkód, którymi najeżona jest trasa przypominająca obóz wojskowy dla niesfornych kadetów.
Ludzie lubią wyzwania i szukają nowych celów. Formuła biegu ekstremalnego, w którym mogą zmierzyć się z własnymi słabościami pozwala na udowodnienie samemu sobie, że nie ma takich barier, które są nie do pokonania. Inaczej niż w przypadku biegów ulicznych, gdzie kilka podbiegów na trasie budzi obawy biegaczy, tutaj – na trasie Runmageddonu panuje zasada „im gorzej (trudniej), tym lepiej”. Zawodnicy oczekują, że tor będzie wymagający, oczekują, że będzie hardcore, a naszym zadaniem jest im te emocje zapewnić.
– W 2015 roku odbędzie się co najmniej 9 imprez, a cykl 14 lutego otworzył walentynkowy Zimowy Runmageddon Rekrut na Służewcu. Przed nam kolejny bieg – Runmageddon Rekrut w Sopocie, na który już zapisało się ponad 1200 osób – mówi Dulnik.
Popularność Runmageddonu ma związek z rosnącą popularnością biegania oraz aktywności fizycznej wśród Polaków. Nasze zawody to idealna propozycja dla każdego, kto lubi sprawdzać granice swoich możliwości. Startują biegacze znudzeni biegami ulicznymi oraz fani dobrej zabawy, której celem jest nietypowy, ekstremalny wysiłek.
Wielu uczestników Runmageddonu rekrutuje się spośród osób uprawiających Crossfit oraz treningi funkcjonalne na wolnym powietrzu. Siłą Runmageddonu jest również współpraca zespołowa – części przeszkód nie da się pokonać samodzielnie, zawodnicy muszą pomagać sobie na trasie. Do Runmageddonu w 2014 roku zgłosiło się w sumie 135 zespołów z całego kraju.
Dlaczego startuję w ekstremalnych wyścigach jak Red Bull Adventure Race? To proste – jest tu i adrenalina, i wyzwanie, i motywacje, a przy okazji poznaję fajnych ludzi, którzy mają takie same zajawki. Zawody są świetną motywacją do treningów, dyscypliny i zdrowego odżywiania. Nie do przecenienia jest to, że dają szansę poznania własnych granic. A jak już je poznasz, możesz je przekroczyć.
Psycholog Izabela Kobierecka zwraca uwagę na nieco głębiej ukryte powody, dla których tysiące osób na całym świecie skazują się na nieustanną konfrontację z własnymi słabościami.
Mamy coraz mniej czasu i okazji do kontaktu z samym sobą. Coraz częściej można zauważyć, że ekstremalne sporty są niebywałą okazją do skontaktowania się ze sobą na głębszym poziomie. Kiedyś poświęcaliśmy sobie więcej czasu na np. czytanie książek, spacerowanie, leniuchowanie, spotkania ze znajomymi i w związku z tym mieliśmy okazję do ładowania akumulatorów i do budowania zasobów, które pozwalały nam żyć w równowadze.
Dzień po dniu oddalamy się od siebie, i właśnie ekstremalne sporty spełniają często naszą podstawową potrzebę kontaktu ze sobą, czucia, że naprawdę się żyje, bo kiedy pojawia się adrenalina, lęk o przetrwanie, nie ma przestrzeni na kalkulację czy to mnie kręci czy nie…wtedy czujemy organicznie, że dzieją się dla nas ważne rzeczy, ważące się na szali „być , albo nie być”.
Jak mówił w rozmowie z naTemat Marcin Żuk, uczestnik Sahara Race, sport, także ten w wydaniu ekstremalnym, ma wiele wspólnego z biznesem. – W bieganiu, zwłaszcza w maratonach, też trzeba planować i myśleć strategicznie. Biega się nogami, ale i głową. Jak ktoś nie ma strategii, to nie da rady – mówił maratończyk.
