Jan Tomaszewski nie wstydzi się poglądów na temat konfliktu na Ukrainie, które nie są zgodne z linią jego partii
Jan Tomaszewski nie wstydzi się poglądów na temat konfliktu na Ukrainie, które nie są zgodne z linią jego partii Fot. Marcin Stępień / AG

– Ci, którzy namawiają, by pomagać Ukrainie, niech wezmą kałasznikowy i dadzą przykład, jak się walczy o wolny Kijów – mówi w "Bez autoryzacji" poseł PO Jan Tomaszewski.

REKLAMA
Jeden z posłów PO chce, by wyrzucono pana z klubu partii. To pokłosie m.in. słów o tym, że prezydent Ukrainy "popycha świat do III wojny światowej".
Wszystko się może zdarzyć. Standardy PO są inne niż były w PiS-ie i posłowie zawsze mogą mówić to, co myślą. Natomiast liczę się z tym, że mogę zostać wyrzucony. Jeśli taka będzie decyzja, przyjmę ją z pokorą. Nie ma mowy o sprzeciwie czy konflikcie. Jestem ostatni, który zaszkodziłby premier Kopacz. Jeśli kogoś uraziłem, to przepraszam, ale zdania nie zmieniam.
Pańskie zdanie jest nieco kontrowersyjne. Atakuje pan władze Ukrainy, mówi, że wojna za naszą granicą to nie nasza sprawa. Z czego te poglądy wynikają?
Ja te poglądy miałem cały czas i je wypowiadałem, więc to nie powinno być nic nowego. Od samego początku byłem sceptyczny wobec tego, co działo się np. na Majdanie. Dla mnie tam działa się wojna domowa. Najlepiej, jakby pan porozmawiał z tym, którzy tam byli i robili sobie zdjęcia pod banderowskimi flagami. To dla mnie był skandal. I jest to dzisiaj.
Te poglądy wpisują się w to, co o Ukrainie mówi Rosja. Twierdzi, że w Kijowie dominują banderowcy. Jak pan odnosi się do zarzutów, że jest "tubą Kremla"?
Ale przecież ja nic nie mówię o Rosji. Moja wypowiedź dotyczyła tylko sytuacji na Ukrainie i wojny domowej, która się tam toczy. Bo to jest wojna domowa. Wschód walczy z zachodem, Donbas z Kijowem. Ja nie wiem, dlaczego wszystkim nagle zacząłem przeszkadzać. Być może znalazłem się na czyimś celowniku.
Podkreślam – jestem posłem wybranym przez Polaków i nic nie zrobię przeciwko nim. Bardzo chcę, by na Ukrainie był pokój, żeby była normalizacja sytuacji, ale przede wszystkim muszę dbać o polskich wyborców. Ci, którzy namawiają, by pomagać Ukrainie, niech wezmą kałasznikowy i dadzą przykład, jak się walczy o wolny Kijów. Ja jestem zwolennikiem poglądu wyrażonego kiedyś przez marszałek Kopacz, która powiedziała, że w sprawie Ukrainy wyszliśmy przed szereg. Ci, którzy to zrobili, powinni dzisiaj stanąć przed transportowcami, rolnikami i producentami mięsa, bo oni są najbardziej stratni. Powinni się tłumaczyć.
Ale tu chodzi o nasz interes. Mamy Rosję z imperialnymi zapędami za naszą wschodnią granicą.
Pani Kopacz powiedziała: "przestańmy napinać mięśnie". Główne zadanie w temacie Ukrainy czeka Unię Europejską. Jeśli to Unia zdecydowałaby, że musimy na Ukrainę wysłać jakiś kontyngent, to byśmy się podporządkowali. Ale to decyzja UE, a nie nasza.
To jak pan sobie wyobraża rozwiązanie tego konfliktu?
Nie wiem, interesuje mnie, by była tam demokracja i spokój. Ukraina musi usiąść do stołu i to wszystko omówić. Tymczasem pamiętamy, że my Polacy byliśmy w formacie rozmów 2 plus 2, czyli Rosja, Ukraina, Niemcy i Polska. Wtedy negocjował minister Sikorski. A dzisiaj? Nas przy stole nie ma. Zostaliśmy odstawieni. Więc zostawmy to innym. Od tego jest Unia, od tego są Stany Zjednoczone. Nas powinno interesować, by nie wywoływać międzynarodowego konfliktu.
Boi się pan wojny z Rosją?
Nie, wydaje mi się, że ludzie, którzy dzisiaj siedzą przy stole, do tej wojny nie dopuszczą. Poza tym widać, że Europa też się tej wojny nie boi. Jak powiedział Donald Tusk, zachód Europy jest już Ukrainą po prostu znudzony. III wojny światowej nie będzie.