Jak założyć start-up, który powtórzy sukces Ubera czy Skype'a? "Trzeba wyłączyć rozsądek"

fot. Rawpixel/shutterstock.com
- To nie ma nic wspólnego z wydumanym pisaniem jakichś aplikacji. Rynek start-upów to dziś poważny i prężny biznes. Google i Facebook też tak zaczynały, a dziś są potęgą – mówił Piotr Muszyński, wiceprezes telekomu Orange Polska, otwierając wczorajszą debatę z cyklu Miasteczko Myśli. W kuchennej atmosferze eksperci i menadżerowie próbowali odpowiedzieć na pytanie: jaki jest przepis na udany start-up? Co i w jakich proporcjach wymieszać, żeby biznes okazał się sukcesem?


Miasteczko Myśli to projekt, którego pomysłodawcą i organizatorem jest Orange Polska. Największy w kraju telekom stworzył poważny think-tank, w którym co jakiś czas odbywają się otwarte debaty. Szybko okazał się sporym sukcesem: Miasteczko zwykle jest pełne słuchaczy i burzliwych dyskusji. Głos zabierają naukowcy, sportowcy, menadżerowie innowacyjnych firm, biznesmeni i eksperci z pierwszych stron gazet. Tematyka? Najważniejsze współczesne problemy i wyzwania. W poprzednich edycjach Miasteczka Myśli dyskutowano m.in. o społecznym oddziaływaniu biznesu, relacjach z klientem i postępującej cyfryzacji.


Tym razem część okazałej siedziby Orange Polska na jeden dzień zamieniła się w... kuchnię, przypominającą nieco stylistyką popularne Hell's Kitchen. A goście wczorajszej debaty zastanawiali się: jaki jest przepis na udany start-up? Czego potrzeba, by powtórzyć sukces na skalę Skype'a czy Facebooka?


- Jak wygląda nasza biznesowa kuchnia? Mamy 25 lat sukcesów polskiej transformacji, ale i poczucie niedosytu. Innowacyjność w Polsce nie osiągnęła jeszcze pułapu maximum. Nie jest tak dobrze, jak mogłoby być – mówił Paweł Rabiej, moderujący dyskusję. - Ale jest coraz lepiej. Widać przyspieszenie – zauważył Dariusz Żuk, prezes Polski Przedsiębiorczej – Dziesięć lat temu, kiedy zakładałem pierwszy inkubator biznesu, ludzie pukali się w głowę i pytali, czy zwariowałem – wspominał. Zwrócił uwagę, że jeśli Polska chce w przyszłości zostać startupową doliną - potrzebuje sprawnego ekosystemu. Środowiska, które sprzyja rozwojowi biznesu.


- Nie wiadomo dokładnie, ile mamy dziś w Polsce innowacyjnych start-upów. Trudno odróżnić je od małego biznesu – wyjaśnił Dariusz Żuk, dodając: - Nie chcę, żebyśmy popadli w przesadny optymizm. Statystyki pokazują, że 70 proc. studentów chciałoby założyć własną firmę. A ilu to robi? Poniżej procenta... - mówił prezes Polski Przedsiębiorczej, która wspiera start-upowców.

Wiceprezes Orange Polska ds. rynku biznesowego, Mariusz Gaca zauważył jak bardzo zmieniło się postrzeganie tego rynku: - Przed laty małe firmy i start-upy były nazywane „krzakami” albo „no name'ami”. Dzisiaj już nikt tak o nich nie powie. Dzisiaj małe firmy mają dużą wiarygodność i zapracowały na swoją reputację – mówił.
Grzegorz Albrecht, mentor i doradca biznesowy opowiadał, czym różnią się polskie i amerykańskie start-upy. - Nie chodzi nawet o pieniądze, ale o pewne kompetencje. W Dolinie Krzemowej młodzi przedsiębiorcy mają niesamowitą zdolność autoprezentacji i atrakcyjnego opakowania swojego wynalazku. Umiejętność networkingu, która bynajmniej nie przejawia się w rozdawaniu miliona wizytówek – wyliczał. - To prawda. Ich sposób autoprezentacji jest naprawdę rewelacyjny. Ja, z całym moim zapleczem consultingowym, czułem się jak ubogi krewny słysząc, jak w kwadrans wyłuszczają swój model biznesowy. Na koniec można było tylko zapytać: „dobra, to gdzie podpisać i gdzie przelać pieniądze?” - zgodził się Michał Paschalis-Jakubowicz, dyrektor wykonawczy ds. marketingu rynku masowego w Orange Polska.

- Z drugiej strony: w Stanach coraz częściej innowacyjne start-upy są nastawione wyłącznie na pozyskanie inwestora i zdobycie pieniędzy. Dbałość o sam produkt i klienta zaczyna być mniej istotna. Tą drogą nie powinniśmy iść – stwierdził Grzegorz Albrecht. Za to Przemysław Kuśmierek, CEO w firmie Migam, stwierdził wprost: - Myślimy o przeniesieniu całego biznesu do Londynu, skłania nas do tego tamtejsze prawo i korzyści dla inwestorów. Jadłem śniadanie z burmistrzem Londynu, który powiedział: „słuchajcie, wasza technologia jest fajna, chodźcie do nas!”.
Goście Miasteczka Myśli zgodzili się co do jednego: nie ma co czekać na nowego, polskiego Facebooka czy Ubera, który jest najszybciej rosnącym start-upem świata. - Nasz rynek dojrzewa, te oczekiwania mogą się sprawdzić. Ale Polska już teraz ma się czym pochwalić, tylko musimy rozejrzeć się dookoła. Weźmy choćby Audiotekę, która jest obecna na kilku kontynentach – mówił Paweł Kocoń, współtwórca Fun in Design.

- Jakie cechy trzeba mieć, żeby stworzyć start-up sukcesu? Co jest potrzebne, by się udało? - pytał na zakończenie Paweł Rabiej. - Trzeba dużo marzyć, być zdeterminowanym i wyłączyć rozsądek. Brak rozsądku jest pozytywem, bo tworząc własny start-up trzeba iść pod prąd - mówił pół żartem, pół serio Dariusz Żuk. Efektem burzy mózgów ekspertów i gości powstał "przepis na start-up", czyli lista składników niezbędnych do stworzenia udanego biznesu. Ta jest wcale niekrótka, znalazły się na niej: silna determinacja, wiara w siebie, wizja i strategia, pracowitość, pasja i odrobina pokory. - No, i potrzebny jest też garnek, jakiś sprzęt do gotowania. W przypadku start-upów jest to problem, który trzeba rozwiązać - podpowiedziała publiczność.

Skoro mowa o innowacjach i start-upach, to akurat na tym polu Orange Polska ma się czym pochwalić. Telekom wydaje rocznie 50-60 mln zł na badania i rozwój, finansując m.in. Orange Fab - program wspierający małe, nowatorskie przedsiębiorstwa i start-upy.

Raz do roku telekom wybiera najlepsze pomysły. Najpierw ocenia je zespół ekspertów, wyławiając talenty, które mają największy szanse odnieść rynkowy sukces. Zwycięzcy mogą liczyć na finansowe wsparcie, mentoring i kontakty biznesowe oraz pomoc w rozwinięciu swojego pomysłu. Do udziału w II edycji Orange Fab zgłoszono 107 innowacyjnych pomysłów i rozwiązań. Wczoraj, w Miasteczku Myśli telekom ogłosił, które z nich okazały się najlepsze i trafiły do finału. Zwycięską piątkę czeka teraz 12 tygodni dopracowywania swojego pomysłu i jego modelu biznesowego. To o nich mamy jeszcze szansę usłyszeć:

aplikacja hollo.pl daje możliwość zgłoszenia awarii czy wypadku drogowego i szybkiego wezwania pomocy. Płatności za usługi motoryzacyjne można dokonywać dzięki modułowi płatności mobilnych. Aplikacja została stworzona przez Edu4work.

Kekemeke to program lojalnościowy dla klientów małych i średnich firm usługowych, stworzony przez firmę Sellupp. Przenosi popularny zwyczaj zbierania pieczątek na kartonikach w wymiar technologii. Umożliwia też dwustronną komunikację z klientami.

Brinch czyli wirtualny asystent klienta, stworzony przez Lemon Labs. Pozwala lepiej poznać ich nawyki zakupowe i dzięki temu tworzyć spersonalizowane oferty na smartfony.

aplikację Usługi LBS za pomocą femtokomórek stworzyła firmy PKRM. Wykorzystuje ona innowacyjną metodę wykrywania telefonu komórkowego dzięki małej stacji nadawczej. To stwarza możliwość m.in. promowania usług świadczonych w okolicy.

OORT - opracowany przez firmę Thing - umożliwia tworzenie własnego systemu inteligentnego domu bądź biura. Pozwala użytkownikom kontrolować urządzenia w ich otoczeniu za pomocą jednej tylko aplikacji w smartfonie lub na tablecie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0O pracy w tym miejscu marzą setki osób. Tylko oferta dla stolarza wzbudziła drwiny
Bella Happy Pants 0 0Mniej powodów do zmartwień. 5 gadżetów – twoje dziecko będzie bezpieczniejsze
0 0Powiedzieli "sprawdzam". Oto, co się stało ze 100 obietnicami partii Kaczyńskiego
0 0Przestajemy wierzyć, że może być inaczej. Polacy wiedzą, kto wygra wybory
WYBORY2019 0 0Pozwolił powiesić plakaty kandydata PiS i teraz żałuje. "Popełniłem błąd i właśnie za niego płacę"
0 0Parodiował niepełnosprawnych? Pszoniak: Trzeba się puknąć w głowę!