
Diety-cud nie polecamy, podobnie jak tabletek na odchudzanie. Za to jeśli naprawdę zadbamy jednocześnie o odżywianie, aktywność i zabiegi, figura z luźnej i obłej, może nabrać przyjemnych, seksownych kształtów, których nie powstydzisz się zaprezentować za dwa miesiące na plaży. To rozpiska na najbliższe 60 dni. Do dzieła!
REKLAMA
Nie będę opowiadać bajek o figurze modelki i minus dziesięciu kilogramach w dwa tygodnie, chociaż jestem w tym naprawdę niezła - codziennie opowiadam synkowi o smokach i stworach nie z tej ziemi. Wolę jednak zejść na ziemię i napisać prawdę. Cudów - nie ma. Przynajmniej w kwestii utraty zbędnych centymetrów tu czy ówdzie. Zawsze potrzebują naszego wysiłku i zaangażowania, żeby zniknąć. I dalszych aktywności, żeby to „zniknięcie” trwało dłużej niż dwa tygodnie. Od czego zacząć?
1. Detoks na start: 14 dni
To hasło ma tylu zwolenników co przeciwników. Ale każdy kto raz spróbował oczyszczania organizmu, wie, że nie ma nic lepszego, żeby poprawić spowolniony zimowym obżarstwem metabolizm. Pomysłów na detoks jest pewnie tyle co na dietę, o jednym z nich pisałam w artykule pod tym linkiem.
Sama przetestowałam kilka i jeden z nich mogę polecać w ciemno. To dwutygodniowe oczyszczanie organizmu specjalnie dobranymi do tego tabletkami ziołowymi, w tym czterodniowe picie glinki oczyszczającej. I tylko glinki. Pakiet ziółek i glinek Colo Vada kosztuje ok. 350 złotych, więc do najtańszych nie należy. Ale efekty są tak namacalne, że jeśli jesteśmy w potrzebie zrobienia czegoś dla ciała i dla brzucha, to warto. Oczywiście nie wystarczy połknąć kilku tabletek, żeby się oczyścić. Podczas kuracji Colo Vada poleca się lekkostrawną dietę, odstawienie używek i produktów wysoko przetworzonych. O tym, że organizm naprawdę się oczyszcza może świadczyć chociażby ilość pryszczy, które wyskakują na twarzy podczas tych czterech dni głodówki. A po całej kuracji skóra promienieje, a ciało jest kilka kilogramów lżejsze i gotowe na kolejne aktywności.
Opcjonalnie polecam krótsze detoksy, jak chociażby dwudniowe picie soków wyciskanych z owoców i warzyw. I rozpoczynanie każdego dnia - choćby od jutra od szklanki ciepłej przegotowanej wody z sokiem z cytryny. To najlepszy oczyszczający eliksir, jaki kiedykolwiek wymyślono. Warto zaznaczyć, że detoks to nie najlepszy moment na ćwiczenia, wysiłek fizyczny i wielką aktywność umysłową. Może się wiązać z bólami głowy i brzucha i uczuciem jak podczas zatrucia organizmu. Ale stopniowo po oczyszczaniu ciało nabiera mocy. I odporności.
2. Dobra dieta: jak najdłużej
Jeżeli masz na to środki, odwiedź dietetyka, który dopasuje ją do twoich potrzeb. Jadłospis powinien być szyty na miarę. Po to, aby naprawdę nie było powodu dla którego miałbyś z tej diety zrezygnować (jeżeli będziesz zmuszać się do potrwa których nie lubisz, albo chodzić non stop głodny, porzucisz dietę szybciej niż na nią przeszedłeś).
Należy przestać myśleć o diecie jako jednorazowym siedmio- czy czternastodniowym występie gościnnym. Przeciwnie, to są reguły, które mamy wcielić w życie na dłużej. Po oczyszczeniu organizmu łatwiej jest samemu intuicyjnie dojść do tego, co tak naprawdę jest naszą największą zgubą w dążeniu do smukłej linii. Słodycze? Pieczywo? A może piwo?
Oczywiście nie każdy ma środki i czas na wizytę u dietetyka dlatego najlepiej wykluczyć pewniaki, bez których da się żyć, a które ewidentnie tuczą. Niestety prym wiodą tu nasi ulubieńcy, czyli cukry proste, ale także wszystkie wysokoprzetworzone pokarmy. Zupy i dania z paczki, sosy: majonezy, białe pieczywo, tłuste, smażone potrawy typu fast food, piwo i inne alkohole (poza 1-2 lampkami czerwonego wina, które akurat poprawia trawienie). Niestety, kiedy chcemy być piękni, musimy trochę pocierpieć. Wystarczy przez miesiąc jeść lekko i regularnie, żeby zobaczyć efekty - oczywiście jeśli jesteśmy osobami zdrowymi. Osoby cierpiące z powodu takich chorób, jak cukrzyca czy hiperglikemia wycieczki dietetyczne powinni sobie odpuścić i jadłospis uzgadniać wyłącznie z lekarzem.
3. Wysiłek fizyczny: 3 lub więcej razy w tygodniu
Jeśli nie karnet na siłownię - sama mam kilka w portfelu, z których nigdy nie skorzystałam - to co? Jest w czym wybierać i nie ma co marudzić, że nie lubisz biegać czy chodzić na fitness. Bo nie musisz! dziś jest 17 stopni i po pracy możesz pójść na spacer, pograć ze znajomymi w siatkę, badmintona czy pojeździć na rolkach. Dodatkowa porcja świeżego powietrza jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Po pracy spieszysz się do domu lub przedszkola czy szkoły po dzieci i naprawdę ostatnią rzeczą o której myślisz jest uprawianie jakiegokolwiek sportu - skorzystaj z patentu młodej mamy. Czyli każdą podróż którą można odbyć środkiem transportu, typu: winda, tramwaj, autobus, samochód czy ruchome schody, pokonuj na piechotę. Ja tak robię i na fałdy i wałki nie narzekam.
Oczywiście nie polecam pieszych wycieczek za pięć ósma, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie ma na nie czasu. Ale jeśli wyjdziesz z domu 15 minut wcześniej i wrócisz do domu 15 minut później (albo skończysz pracę 15 minut wcześniej o ile nie musisz siedzieć w biurze od do), to dziennie zyskujesz 30 minut spaceru. Po dodaniu 10 minutowej przechadzki na obiad czy do sklepu, masz 40 minut chodzenia dziennie! To najprostsza forma aktywności, która naprawdę zmienia wygląd sylwetki! Podobnie jak wchodzenie po schodach.
Jako fanka jogi, nie mogę nie wspomnieć o rewelacyjnych efektach jakie daje ciału. Genialnie wysmukla sylwetkę, poprawia kondycję i gibkość ciała. Joginki poruszają się z gracją i wyglądają pięknie i młodo do późnej starości. Ostatnio słyszałam świetne zdanie od hinduskiego jogina, który przyjechał do Warszawy na warsztaty, na pytanie czy jogę może ćwiczyć każdy, odparł: nie, nie każdy. Jogi nie mogą ćwiczyć tylko ludzie leniwi!
Nie lubisz jogi? Polecam zajęcia Pilatesu. Polegają również na gimnastyce na macie, ale z zupełnie inną pracą z oddechem (jak na mój gust - za szybką) i w bardziej nowoczesnej, bo przy użyciu specjalnych przyrządów formie.
Alternatywa? Taniec! Jeśli jesteście jego fanami/fankami, to w szkołach tańca, a nawet w klubach fitness jest teraz mnóstwo zajęć tanecznych, które łączą przyjemne z pożytecznym. Warto też otworzyć się na zupełnie inny taniec, jakiego można się nauczyć w szkole Pole Dance Oh lala. To chyba najbardziej rzeźbiąca obok jogi sylwetkę aktywność. I na pewno na najbliższych 60 dniach niech się ten zryw aktywności nie kończy. Zresztą endorfiny, jakie się wytwarzają w ciele po wysiłku fizycznym są uzależniające. Daję słowo!
4. Zabiegi w gabinecie i domowa pielęgnacja
Z zabiegów, które naprawdę działają antycellulitowo i ujędrniająco godne polecenia są trzy: bańka chińska (co najmniej 5 - 10 zabiegów wykonanych w serii), która polega na masażu przez kosmetyczkę wybranych partii ciała bańką, która zasysa skórę i odprowadza limfę. Minusy? Siniaki i lekki ból w pakiecie. Endermologia LPG, polega na zasysaniu specjalną głowicą skóry ubranej w specjalny kostium (seria zabiegów, minimum 5). Minusy: dyskomfort podczas zabiegu i drobne siniaki. Oba zabiegi dają więcej luzu w dżinsach, bo pozbywamy się dzięki nim nadmiaru płynów z organizmu. Skóra jest gładsza i bardziej napięta, a cellulit - zmniejsza się. A trzecim grzechu wartym zabiegiem, który działa w stu procentach jest oczywiście nieśmiertelny masaż manualny, Wprawne ręce masażystki lub masażysty działają lepiej niż niejedna maszyna z głowicą laserową. Minusy? Na spektakularne efekty trzeba trochę poczekać i wykonać serię masaży, co najmniej 10.
W domu też możemy same wymasować się bańką chińską, ale próbowałam i nie należy to do najłatwiejszych aktywności (ciężko sobie samej zadawać ból, więc szybko z masażu zrezygnowałam). A oprócz tego koniecznie, bezcenny jest codzienny masaż podczas aplikacji produktu ujędrniającego lub antycellulitowego. Producenci kosmetyków polecają ich stosowanie dwa razy dziennie przez co najmniej 30 dni, żeby zobaczyć efekty. Masujemy się w stronę węzłów chłonnych, czyli od kolana w górę ud, a na pośladkach od dołu do góry. Polecam preparat na noc od Vichy, który jeśli położy się go przy łóżku i codziennie nakłada naprawdę wygładza skórę.
Suplementy? Brałam kilkakrotnie, ale oprócz działania moczopędnego, większych rewolucji nie zauważyłam. Wydaje mi się też, że zdrowiej jest wprowadzić pewne poprawki do diety zamiast faszerować się tabletkami. Pijmy zieloną herbatę zamiast słodkiej kawy z mlekiem (latte jest przez wielu nazywana cellulitem w płynie), wodę zamiast napojów gazowanych i piwa, a skóra się odwdzięczy. Patent gwiazd i modelek na gładkie ciało, to dwa tygodnie bez nabiału. Czego akurat nie testowałam, ale może być prawdziwe.
Napisz do autorki: maria.kowalczyk@natemat.pl
