Artykuł o Polsce sprzed 45 lat idealnie pasuje do... teraźniejszości. Lata mijają, kompleksy pozostają

Czy współcześni Polacy cierpią na takie same kompleksy, jak obywatele PRL-u 45 lat temu?
Czy współcześni Polacy cierpią na takie same kompleksy, jak obywatele PRL-u 45 lat temu? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Trafiliśmy na napisany w 1970 roku artykuł o Polsce. Tekst prof. Jana Szczepańskiego "Losy Polski i Polaków" podesłał nam jeden z czytelników. Okazuje się, że mimo upływu czasu, można w nim znaleźć zaskakująco dużo analogii do dzisiejszej sytuacji...



Zamiast uchylać się od ważnych dla nas samych i kraju problemów, tworzyć sztuczne podziały na "my" i "oni", pogrążać się w "narodowych" kompleksach, powinniśmy porządnie zabrać się do pracy. Prawda, że brzmi aktualnie? A to tekst sprzed 45 lat...

Opublikowany na łamach czasopisma "Życie i nowoczesność" z 4 czerwca 1970 roku artykuł oczywiście trąci starym systemem. Główna teza? Wtedy, w państwie rządzonym jeszcze przez Władysława Gomułkę - "jeszcze", bo za pół roku jego ekipa dokona krwawej rozprawy z robotnikami na Wybrzeżu, po czym będzie zmuszona oddać władzę - Polacy mieli wiele kompleksów.

Dziś żyje się lepiej, niczego na półkach sklepowych nie brakuje, nikt nam nie mówi, jak i co mają robić, a problemy i kompleksy... pozostały. Polacy są lub chcą być Europejczykami z prawdziwego zdarzenia, żyją w kraju członkowskim NATO i Unii Europejskiej, ale nie wyzbyli się całkowicie mentalności typowej dla obywateli PRL-u, nad którymi państwo roztaczało wieloaspektową kontrolę.


Gdyby jednak problemy tamtego państwa - Polski Ludowej - rozłożyć na czynniki pierwsze, otrzymalibyśmy cały szeroki zestaw zagwozdek i innych utrapień zwykłych obywateli. Ale główną ich bolączką, pisał prof. Szczepański - pominąwszy oczywiście trudności czysto "państwowe" (z jakimi nasi rodzice czy dziadkowie zmagali się żyjąc w tamtej rzeczywistości) - był stosunek do... rodaków.

I tak, czytamy w ponadczasowym chyba artykule, do typowo "polskich" przypadłości należało żywienie na ogół zaciekłej niechęci w stosunku do Polaków, którzy osiągnęli sukces, dajmy na to za granicą. Nie potrafiliśmy więc cieszyć się ze szczęścia tych, którzy budowali nasz narodowy prestiż. Ta "polskość" jest widoczna także dziś.

To jednak nie wszystko, co wrzucić należy do worka ze swojskimi przywarami. Zarówno w 1970 roku, jak i zresztą dziś, wytyka się Polakom, że potrafią pić na potęgę. – Skoro Polacy decydują się na przepijanie tak wielkiego odsetka swojego dochodu narodowego, to historycy pamiętający, jaką rolę w XVIII wieku odegrał biesiadny styl życia w upadku Polski, skłonni są do daleko idących analogii – przestrzegał profesor. – Polak nie wielbłąd, pić musi – powie dziś niejeden amator kieliszka.


Jak zatem przejść wokół całej tej "polskości" Polaków obojętnie, skoro od nich właśnie, czyli od nas, zależy los kraju? To, jacy jesteśmy na co dzień, jak dbamy o wspólne dobro, wpływa na przyszłość Polski. Problem w tym, że - pisał naukowiec - nasz rozwój hamowały pewne cechy charakteru, które w szczególny sposób rozwinęły się... właśnie u mieszkańców kraju nad Wisłą.
– Istnieje w naszym społeczeństwie silnie rozwinięta skłonność do przerzucania odpowiedzialności za każdą sprawę, każdego Polaka, na innych, przy czym "oni" to może być rząd, partia, administracja, zagranica - w zależności od sytuacji – czytamy w "Życiu i nowoczesności" sprzed 45 lat.

Dowiadujemy się również, rzecz jasna patrząc z perspektywy 1970 roku, że dominujące cechy Polaków to... niechlujstwo i brak energii w kształtowaniu przyjemnego środowiska zewnętrznego. Socjolog wyliczał: nie wykończone podwórka przy blokach, źle utrzymane trawniki, brudne i zniszczone klatki schodowe, odpadający tynk itd. Wielu obywateli po prostu nie dba o otoczenie, w którym żyje. Szkoda, bo - jak zresztą podkreślono na łamach pisma - Polskę buduje się tu i ówdzie, w każdym urzędzie, szkole czy instytucji naukowej.
Autor zastrzegł też: Polakom, tym sprzed 45 lat oczywiście, potrzeba "moralnej mobilizacji", uświadomienia niebezpieczeństw stanu, w jakim się znaleźli. Konieczne jest też, w przekonaniu badacza, stworzenie systemu sprawnie działających ocen. – Trzeba pobudzić ludzi do konsekwentnego wysiłku i pokazać im perspektywy – konkludował prof. Szczepański. Czy i dziś nie przydałoby się nam, jako narodowi, coś na kształt katharsis?

Wszystkich czytelników, którzy chcieliby podzielić się podobnymi ciekawostkami, prosimy o kontakt z autorem: waldemar.kowalski@natemat.pl