
Jeśli nie był muzułmaninem, ani Arabem, to na pewno nie był też terrorystą. Taki wniosek przebija z komentarzy wokół niemieckiego pilota, który rozbił samolot ze 150 osobami na pokładzie. Fałszywe założenie, że "nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin" daje o sobie znać z nową mocą. Ujawnia ignorancję i uprzedzenia tych, w których wizji świata nie ma terroru innego niż islamski.
REKLAMA
Bez islamu jest trudniej
W tle dywagacji o motywach sprawcy katastrofy w Alpach, pilota Andreasa Lubitza, rozpoczyna się bardzo ciekawa dyskusja. Uruchomiło ją niewinne z pozoru pytanie, które na konferencji prasowej francuskiego prokuratura zadał jeden z dziennikarzy. Spytał, czy znane jest wyznanie Lubitza. – Nie wiem, nie sądzę, by odpowiedź na to wszystko leżała akurat w tej kwestii – usłyszał w odpowiedzi.
W tle dywagacji o motywach sprawcy katastrofy w Alpach, pilota Andreasa Lubitza, rozpoczyna się bardzo ciekawa dyskusja. Uruchomiło ją niewinne z pozoru pytanie, które na konferencji prasowej francuskiego prokuratura zadał jeden z dziennikarzy. Spytał, czy znane jest wyznanie Lubitza. – Nie wiem, nie sądzę, by odpowiedź na to wszystko leżała akurat w tej kwestii – usłyszał w odpowiedzi.
Intencja tego pytania wydaje się jasna. Jeśli okazałoby się, że pilot - samobójca i zabójca – jest muzułmaninem, wszystkie klocki zaczęłyby nagle do siebie pasować. Przez następne dni i tygodnie narracja w mediach skupiałaby się na dżihadzie, islamskim ekstremizmie, wojnie z Zachodem i tego typu kwestiach. Wiadomo, wyznawca islamu za sterami samolotu równa się terrorysta – bez oglądania się na "niuanse", które dziś są na pierwszym planie, takie jak zdrowie psychiczne Lubitza czy jego ewentualne problemy prywatne.
Islam byłby odpowiedzą na wszystko, a jego brak jest jak klocek wyjęty z piramidy czarno-białego postrzegania świata. Piramida – ta sama, która uruchamiana jest za każdym razem, gdy dochodzi do podobnej katastrofy – tym razem runęła, pozostawiając ludzi na Zachodzie w bolesnej niepewności.
Właśnie dlatego pytanie o wiarę tak wzburzyło część komentatorów, nie tylko muzułmanów. Na portalach społecznościowych mnóstwo jest wyrazów specyficznie pojmowanej "ulgi". Wyznawcy islamu piszą z przekąsem, że odetchnęli, bo wyobrażają sobie, co by się działo, gdyby zamiast Andreasa samolotem sterował Mohamed czy Abdullah. Musieliby przepraszać, tłumaczyć się, obserwować poszukiwania śladów ekstremizmu w otoczeniu pilota. Jeszcze raz – tylko dlatego, że wierzył w Allaha.
Monopol na terror
W przypadku katastrofy w Alpach szczególnie zaskakujące jest to, że schemat ten wydają się podzielać francuscy i niemieccy oficjele, którzy wypowiadają się w sprawie. Uderza to, jak szybko wykluczyli prawdopodobieństwo ataku terrorystycznego, właściwie jedynie na podstawie informacji, że pilot nie był muzułmaninem.
W przypadku katastrofy w Alpach szczególnie zaskakujące jest to, że schemat ten wydają się podzielać francuscy i niemieccy oficjele, którzy wypowiadają się w sprawie. Uderza to, jak szybko wykluczyli prawdopodobieństwo ataku terrorystycznego, właściwie jedynie na podstawie informacji, że pilot nie był muzułmaninem.
Jak pisze na portalu Quartz Włoszka Annalisa Merelli, "jeśli muzułmanin albo Arab sterowałby samolotem, byłby to atak terrorystyczny, dopóki nie dowiedziono by czegoś innego". "Może zaskakiwać, że motyw terrorystyczny został wykluczony tak szybko, w sytuacji, gdy taka tragedia powinna zobowiązywać oficjeli do nie wykluczania żadnej możliwości. (...) Od czasu zamachów z 11 września warunkiem sine qua non ataku terrorystycznego stał się pilot - muzułmanin. Jeśli Andreas Lubitz nie był muzułmaninem, jakże mógłby być terrorystą..." – komentuje.
Ktoś powie – "no dobrze, ale przecież jeśli ktoś przeprowadza ataki terrorystyczne, to muzułmanie" albo "nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin". Taki tok rozumowania bardzo łatwo przyjąć, szczególnie w sytuacji, gdy rośnie zagrożenie ze strony organizacji typu ISIS czy Al Kaida. Tyle że historia widziała już podobne przypadki, gdzie niewyjaśniona katastrofa prowokowała uprzedzenia i stygmatyzowanie wszystkich muzułmanów.
W 1999 roku pilot Boeinga 767 lecącego z Nowego Jorku do Kairu specjalnie zatopił samolot w oceanie. Wcześniej, jak dowiedziono w toku śledztwa, wypowiedział po arabsku "W Bogu pokładam nadzieję" – formułę używaną zwykle przed śmiercią. Sprawa pozostała niewyjaśniona, ale media na Zachodzie przesądziły, że pilot był islamskim terrorystą. Dowodów na to nie było, a szukano ich uparcie. Wtedy jedynym tropem wydawało się wyznanie mężczyzny. Nie szukano, tak jak dzieje się to dziś, problemów psychicznych czy rodzinnych, a ledwo wspominano o możliwości samobójstwa.
Prawda i wyobrażenia
To, że "muzułmanie zwykle odpowiadają za akty terroru", nie może być dziś argumentem również z innego powodu. To wniosek utrwalony w opinii publicznej i nośny medialnie, ale nie znajdujący potwierdzenia w faktach. Pisał o tym na początku stycznia dziennikarz "The Daily Beast" Dean Obeidallah.
To, że "muzułmanie zwykle odpowiadają za akty terroru", nie może być dziś argumentem również z innego powodu. To wniosek utrwalony w opinii publicznej i nośny medialnie, ale nie znajdujący potwierdzenia w faktach. Pisał o tym na początku stycznia dziennikarz "The Daily Beast" Dean Obeidallah.
Cytował statystyki, z których wynika, że tylko w 6 proc. przypadków ataków w Stanach Zjednoczonych, które przeprowadzono między 1980 a 2005 roku, sprawcami byli muzułmanie (za prawie połowę odpowiadali Latynosi). W Europie, biorąc pod uwagę ostatnie pięć lat, ten odsetek wynosi ledwie 2 proc.. Mimo tych twardych danych słysząc "atak" czy "terroryzm" masa osób myśli "islam".
Jak pisze na portalu Quartz Merelli, taka postawa idealnie wpisuje się w definicję "uprzedzenia". Zakłada ona "dokonanie z góry oceny lub przyjęcie z góry opinii i na temat innej osoby lub grupy osób bez posiadania wiedzy i zbadania faktów na jej temat". Czym innym, jeśli nie uprzedzeniem, jest wniosek, że terroryzm musi być islamski?
Katastrofa w Alpach pokazała też, że jeśli taki nie jest, zawsze można dorobić swoją opowieść. W sieci zaroiło się od plotek, że Andreas Lubitz jednak był muzułmaninem, tylko że władze we Francji i Niemczech skrzętnie to ukrywają. Dowodem mają być na przykład powstające na Facebooku strony chwalące pilota jako "bohatera Państwa Islamskiego". Fakty się nie zgadzają? Tym gorzej dla nich.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
