
Uczniowie jednego ze szczecińskich liceów obejrzeli podczas lekcji religii nagranie z egzekucji egipskich Koptów, której dokonali w lutym terroryści z Państwa Islamskiego. Ksiądz Krzysztof Jeruzalski uznał, że film wzmocni przesłanie katechezy o temacie „męczeńska śmierć”.
REKLAMA
Pięciominutowe nagranie jest niezwykle drastyczne. Widać na nim ubranych w charakterystyczne pomarańczowe kombinezony jeńców, którzy są prowadzeni na śmierć przez zamaskowanych bojowników IS. Film kończy ujęcie morza spływającego krwią. Ze względu na wstrząsającą zawartość filmu serwisy informacyjne na całym świecie pokazywały tylko fragmenty nagrania.
Dyrekcja szkoły nie widzi w zachowaniu nauczyciela religii nic dziwnego, za niestosowne uważając raczej reakcję rodziców jednej z uczennic, którzy, oburzeni seansem na lekcji, skontaktowali się z redakcją „Gazety Wyborczej” w Szczecinie.
– Dziwne, że rodzice tej nastolatki nie zwrócili się najpierw do wychowawcy, pedagoga, psychologa. Uczennica otrzymałaby wsparcie. Czy dyskutowanie o tym na forum publicznym jest dobrym sposobem na uspokojenie wrażliwej dziewczynki? – powiedziała w rozmowie z „Gazetą” Anna Kowalczyk, dyrektorka XIV LO. Kowalczyk zapewniła też, że ksiądz uprzedził dzieci, iż film zawiera drastyczne sceny, jednak żaden z uczniów nie zgłosił zastrzeżeń.
Mimo że podstawą do nauczania religii w szkołach jest Podstawa programowa Katechezy Kościoła katolickiego w Polsce, która zawiera zarówno wytyczne dla nauczycieli, jak i oczekiwania wobec uczniów, w praktyce lekcje te często nie mają wiele wspólnego z analizą tekstu biblijnego czy nauką o historii Kościoła, o czym pisaliśmy kilka dni temu. Bywają raczej platformą ideologiczną niezbyt subtelnej indoktrynacji, nad którą – mimo że lekcje te finansowane są z budżetu państwa i kosztują ok. miliarda zł rocznie – Ministerstwo Edukacji Narodowej nie ma żadnej kontroli.
Nauczanie religii odbywa się na podstawie programów opracowanych i zatwierdzonych przez właściwe władze kościołów i innych związków wyznaniowych i przedstawionych Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości (MEN ich nie zatwierdza, ani nie opiniuje). Te same zasady stosuje się wobec podręczników do nauczania religii.
Przesyłanie syllabusów do wglądu MEN jest więc właściwie kurtuazją ze strony diecezji, które decydują o programie nauczania.
