
Trwająca właśnie kampania wyborcza nie należy do zbyt emocjonujących, ale konkurenci Bronisława Komorowskiego robią wszystko, by to zmienić. Udało się PiS-owi, który włożył wiele wysiłku i pieniędzy w wypromowanie tematu euro. Ale udało się tylko częściowo, bo żyją nim media, ale niekoniecznie wyborcy.
REKLAMA
Aby pokonać Bronisława Komorowskiego, jego konkurenci muszą nie tylko wytykać jego wpadki, ale też przedstawić choć zarys programu. Oczywiście nie chodzi tylko o wywieszenie kilku pomysłów na stronie internetowej czy przeczytanie ich na konwencji, ale o zainteresowanie tym mediów, a za ich pośrednictwem wyborców.
Duda górą
Na razie ta sztuka udała się sztabowcom Andrzeja Dudy. Ale tylko częściowo. Kwestia wprowadzenia euro jest od ponad tygodnia głównym tematem programów publicystycznych. Cóż, na bezrybiu… Pozostali konkurenci mają zbyt małe możliwości, by spróbować zdominować dyskusję polityczną na dłużej niż 1-2 dni. Za Dudą stoi potężna machina Prawa i Sprawiedliwości, dysponująca milionami z budżetowych dotacji.
Na razie ta sztuka udała się sztabowcom Andrzeja Dudy. Ale tylko częściowo. Kwestia wprowadzenia euro jest od ponad tygodnia głównym tematem programów publicystycznych. Cóż, na bezrybiu… Pozostali konkurenci mają zbyt małe możliwości, by spróbować zdominować dyskusję polityczną na dłużej niż 1-2 dni. Za Dudą stoi potężna machina Prawa i Sprawiedliwości, dysponująca milionami z budżetowych dotacji.
Widać to właśnie w promowaniu tematu euro. Postanowiliśmy szacunkowo podliczyć wydatki PiS-u. Zaczęło się od konferencji prasowej pod NBP (koszt: 0 zł). I gdyby na tym się skończyło, temat w ogóle by nie zaistniał. Ale PiS sięgnął głęboko do sakiewki. Otwarto więc Bronkomarket (koszt: max. 10 tys. zł - wynajem+ekspozycja) i przygotowano cztery spoty pokazujące jakie mogą być skutki wprowadzenia wspólnej waluty.
– Wypowiedź prezydenta Komorowskiego zapewne musieli kupić z archiwum którejś z telewizji, to już pierwszy koszt – zaczyna Marcin Golik z agencji reklamowej kreatywnie.org. – Do tego aktorzy, pewnie z teatru, ale trudno ocenić ile wzięli, to bardzo indywidualna kwestia. Może nawet nie wynajmowali oświetlenia i kamer, choć widać tutaj postprodukcję – analizuje.
– Oczywiście to bardzo szacunkowe wyliczenia, ale wydaje mi się, że za całą produkcję sztab mógł zapłacić nawet 50 tys. zł, bo to nie tylko kwestie techniczne, ale i koncept, scenariusz. Możemy przyjąć, że zapłacono ok. 10 tys. za każdy z czterech spotów – ocenia nasz rozmówca. Koszt produkcji nie przekroczył więc 50 tys. zł, a budżet na emisję w telewizjach poznamy po złożeniu przez partię sprawozdania finansowego z kampanii.
– Uznaje się, że aby się przebić reklama musi trafić co najmniej trzy razy do ponad połowy grupy docelowej – wyjaśnia Liliana Matuszczak, Group Account Director w domu mediowym Media Concept. – Kampania powinna zgromadzić kilkaset punktów GRP. Każda audycja ma swoją liczbę punktów, na przykład pogoda w TVP1 ma 7 pkt., a Wiadomości 4. Te punkty gromadzi się przez kolejne emisje przy wybranych programach – dodaje.
– Dzisiaj rynek telewizyjny jest taki, że progu wejścia nie ma, bo można postawić tylko na emisję w wybranych kanałach, jest ich ponad sto. Tak też można trafić do wybranej grupy docelowej – zauważa Matuszczak. – Jeśli planuje się duże kampanie, to kwestia kilkuset tysięcy, ale oczywiście niektóre marki wydają miliony – dodaje.
Szeroki gest
Sztabowcy Dudy starają się, aby każdego dnia dostarczać wyborcom nowych bodźców związanych z euro. Dlatego w piątek zorganizowano wyjazd na Słowację, a w sobotę "Fakt" i "Super Express" wydrukowały całostronicowe reklamy pokazujące jak zgubne skutki niesie ze sobą wprowadzenie euro.
Sztabowcy Dudy starają się, aby każdego dnia dostarczać wyborcom nowych bodźców związanych z euro. Dlatego w piątek zorganizowano wyjazd na Słowację, a w sobotę "Fakt" i "Super Express" wydrukowały całostronicowe reklamy pokazujące jak zgubne skutki niesie ze sobą wprowadzenie euro.
O ile koszty wycieczki do naszych południowych sąsiadów nie wiązała się z dodatkowymi kosztami, bo PiS zapewne wynajął autobus na całą kampanię, to już reklamy w tabloidach kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jak wynika z cennika "Super Expressu", ogłoszenie w wydaniu weekendowym to koszt ok. 65 tys. zł, choć pewnie sztabowi udało się wynegocjować rabaty. Podobnie jak w "Fakcie", gdzie cała strona to wydatek ponad 90 tys. zł.
Drogie euro
W weekend z kolei politycy PiS ruszyli do swoich wyborców, by rozdawać ulotki. Ich dystrybucja nic nie kosztowała, ale wydrukowanie i rozwiezienie do regionów to tysiące złotych. W poniedziałek Duda i jego sztabowcy rozpoczęli akcję rozdawania toreb, z którymi chce nas puścić Komorowski. Niestety sztab nie odpowiedział na nasze pytania, ile zamierza ich rozdać oraz jaki jest koszt tej operacji.
W weekend z kolei politycy PiS ruszyli do swoich wyborców, by rozdawać ulotki. Ich dystrybucja nic nie kosztowała, ale wydrukowanie i rozwiezienie do regionów to tysiące złotych. W poniedziałek Duda i jego sztabowcy rozpoczęli akcję rozdawania toreb, z którymi chce nas puścić Komorowski. Niestety sztab nie odpowiedział na nasze pytania, ile zamierza ich rozdać oraz jaki jest koszt tej operacji.
Cała operacja "grzejemy temat euro" generowała spore koszty, ale PiS ma pieniądze i wiedział, jak je wykorzystać. Udało się przebić z tematem do mediów i przyciągnąć uwagę skierowaną dotychczas na niewygodnym dla Dudy temacie SKOK-ów. Ale nawet największe pieniądze nie pomogą w zainteresowaniu tematem obywateli.
Klęska Komorowskiego
A PiS utrudnił sobie zadanie, wybierając kwestię, która od dawna nie funkcjonowała w sferze publicznej. Po kilku niespełnionych obietnicach politycy przestali podawać kolejne daty wejścia do strefy euro. Dyskusji nie pobudzało też przyjmowanie wspólnej waluty przez naszych sąsiadów. Dlatego PiS musiał włożyć sporo wysiłku i kreatywności w wylansowanie swojego tematu.
A PiS utrudnił sobie zadanie, wybierając kwestię, która od dawna nie funkcjonowała w sferze publicznej. Po kilku niespełnionych obietnicach politycy przestali podawać kolejne daty wejścia do strefy euro. Dyskusji nie pobudzało też przyjmowanie wspólnej waluty przez naszych sąsiadów. Dlatego PiS musiał włożyć sporo wysiłku i kreatywności w wylansowanie swojego tematu.
Ale jeszcze gorzej wybrał Bronisław Komorowski, który wydaje pieniądze na nie niosące ze sobą właściwie żadnego przekazu spoty. Mało kto podchwycił też podział na Polskę racjonalną i Polskę radykalną, nakreślony w artykule dla "Gazety Wyborczej". Tekst opublikowano za darmo, ale za reklamy w telewizji trzeba było zapłacić. To pieniądze wyrzucone w błoto, bo rozpoznawalności Komorowskiego nie trzeba budować (a po to są spoty, które nie dotyczą jednego konkretnego tematu).
Dlatego na razie wygrywa PiS. Ale pieniędzy na koncie coraz mniej (na kampanię mieli ponad 10 mln zł), szczególnie, że partia ma za sobą drogą konwencję i emisję spotów wizerunkowych. Wydaje się natomiast, że sztab Komorowskiego na razie oszczędza i przygotowuje silne uderzenie na końcówkę kampanii. Dudzie może nie wystarczyć, by dotrzymać mu tempa.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
