
Awantura o "Małych gigantów" rozpoczęła się kilka tygodni temu. Dokładnie 6 marca. Widzowie podzieleni, eksperci zniesmaczeni. Pierwszy odcinek TVN–owskiego show zamiast rozrywki, zmusił wielu do refleksji – czy dzieci w świetle reflektorów to na pewno dobry pomysł. Pytanie tylko, czy w ślad za nią, pójdą konkretne zmiany na lepsze.
O angażowaniu dzieci do telewizyjnych show pisano już wiele, o konkursach piękności nakręcono masę reportaży, a teorię o tym, że rodzice rekompensują sobie własne niespełnione marzenia (albo nieudane życie zawodowe) wpychając kilkuletnie maluchy w świat show biznesu mamy już w głowach chyba wszyscy. I co? I nic.
Show miał premierę w styczniu 2012 roku. Dziesięć pierwszych odcinków cieszyło się niebywałą popularnością. Średnia oglądalność to 2,3 mln. Świetnie pod tym względem radziła sobie także druga, trzecia i czwarta seria, której emisja zakończyła się we wrześniu 2014 r. Alana do dziś święci triumfy, przegrywać – co mimo wszystko jej się czasem zdarza – nie znosi. Co to jednak ma za znaczenie skoro w wieku niespełna 10 lat ma konto zasobne w – jeśli wierzyć amerykańskim mediom – przeszło milion dolarów i tyle samo fanów na Facebooku. Rosnącej popularności nie przeszkodziło nawet kilka skandali, o których w naTemat pisała swego czasu Marta Pawłowska. Wśród nich m.in. ten, w którym okazało się, że matka Alany podaje dziewczynce specjalny sok ze środkami pobudzającymi, które pozwalają jej zachować niespotykaną energię na konkursach małych Miss.
Producenci „Małych gigantów” z pewnością mieli rację, co potwierdzają wyniki oglądalności [ponad 3,5 mln widzów przy pierwszych odcinkach – red.]. I być może obyłoby się bez problemów, gdyby nie nie do końca właściwie zachowania prowadzących. Bo jak inaczej można określić Kubę Wojewódzkiego, który do jedenastolatek mówi „to nie był taniec, to była orgia nieletnich króliczków” czy Filipa Chajzera, który z radosną miną pyta kilkulatkę czy może powąchać jej buciki.
Cała trójka oraz prowadzący odnoszą się do dzieci z sympatią i szacunkiem, ale koniec końców musi paść ocena i werdykt - ty jesteś lepszy, ty gorszy i wracasz do domu. Za ostra rywalizacja i zbyt kategoryczny jej finał jak na tak małych ludzi. Rozumiem, że ta recepta sprawdzała się w dziesiątkach innych talent-shows, ale w przypadku programu z udziałem dzieci powinna jednak ulec znacznej modyfikacji. Czytaj więcej
Medioznawca i socjolog – prof. Wiesław Godzic – na łamach serwisu wirtualnemedia.pl przekonuje, że dla wszystkich powinno być jasne, iż „Mali giganci” to raczej zabawa niż poważny teleturniej a obecność rodziców i praca psychologa są dla dzieci gwarantem ewentualnych znikomych szkód, psychologowie i pedagodzy nie dają się przekonać.
napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl
