Czy Leszek Miller "wyprowadzi sztandar" SLD?
Czy Leszek Miller "wyprowadzi sztandar" SLD? Fot. Adam Kozak / AG

Poparcie dla SLD leci na łeb na szyję i bardzo wiele wskazuje na to, że najbliższe miesiące przyniosą dwa ostatnie gwoździe do trumny tej partii – porażkę najpierw w wyborach prezydenckich, potem parlamentarnych. Dziś bardziej niż kiedykolwiek realny staje się scenariusz, w którym parlament zostaje bez lewicowej partii. Najgorsze jest jednak co innego – że to wcale nie będzie bolesna strata. Bo lewica już dawno abdykowała.

REKLAMA

Głową o próg Politycy Sojuszu pielgrzymują po studiach telewizyjnych i radiowych z jednym komunikatem – nic się nie dzieje, wszystko idzie zgodnie z planem, w roku podwójnych wyborów partia kwitnie i szykuje się do świętowania sukcesów. – Zanik SLD wygląda w ten sposób, że bez większego problemu zebraliśmy ponad pół miliona podpisów dla naszej kandydatki [Magdaleny Ogórek]; że wszystkie nasze struktury prowadzą prace na rzecz jej jak najlepszego wyniku. Ten zanik polega na tym, że niemal codziennie prezentujemy jakieś propozycje programowe – mówił dziś w TOK FM szef SLD Leszek Miller.

To klasyczne zaklinanie rzeczywistości. Od kilku miesięcy przybywa powodów, za sprawą których eksperci i politycy od prawa do lewa wieszczą klęskę Sojuszu. Fatalny wynik w wyborach samorządowych (dwa razy gorszy niż cztery lata wcześniej), mierna kandydatka na prezydenta, rozpad sojuszu z Unią Pracy, konflikty wewnętrzne, w tym ten najgłośniejszy – Millera z Napieralskim. To tylko kilka przykładów, które bez wątpienia składają się na bardzo ponury obraz przyszłości partii.

Dobrze podsumowują je ostatnie sondażowe wyniki. W grudniu ubiegłego roku po raz pierwszy od dawna SLD znalazło się na granicy progu wyborczego. Mamy marzec i właśnie kolejne badanie wskazało, że poparcie dla parlamentarnej lewicy spadło z 11 do 6 proc.. Według innego (dla GfK Polonia) ugrupowanie już ma mniej niż 5 proc..

Niewiele więc trzeba, by Sojusz na jesieni znalazł się poza Sejmem. Taki wniosek słychać coraz częściej. – Jest coraz bardziej prawdopodobne, że po najbliższych wyborach parlamentarnych partia zniknie ze sceny politycznej. SLD w wyniku swojej kiepskiej polityki stał się, jak roślina, która niszczy wszystkie inne w otoczeniu – mówił ostatnio "Newsweekowi" były premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Z kolei socjolog dr Robert Sobiech prognozował, że Sojusz wyląduje pod progiem, jeśli Magdalena Ogórek nie osiągnie w wyborach prezydenckich kilkunastoprocentowego wyniku. A na to się właśnie zanosi. – Leszek Miller prowadzi Sojusz Lewicy Demokratycznej do wyprowadzenia sztandaru. Jesienią mogą wylądować poniżej progu 5 proc. – stwierdził.

Lewa słaba Czarny scenariusz zakłada, że już za kilka miesięcy w sejmowych ławach zabraknie reprezentantów lewicy. Partia Palikota honoru lewicy nie uratuje, bo jest w rozsypce. Szumnie zapowiadane "nowe projekty", w tym na przykład SLD-owskiego renegata Napieralskiego, to melodia przyszłości, w dodatku dość wątpliwa. Słuchając polityków z lewej strony można odnieść zresztą wrażenie, że już się pogodzili z tym, iż obecne lewicowe struktury muszą zostać zrównane z ziemią, by na ich miejscu mogło się narodzić coś nowego.

Dlaczego? To wszystko, co dzieje się dziś z SLD, dowodzi, że postkomunistyczna lewica to przeszłość. Przyszłością może być nowoczesne, socjaldemokratyczne ugrupowanie, na przykład na wzór greckiej Syrizy. Nie bez powodu w rolach liderów takiego ewentualnego projektu wymienia się Barbarę Nowacką czy Roberta Biedronia, czyli polityków młodszego pokolenia. Ich dodatkowym atutem jest to, że mają zaplecze w postaci obywatelskich ruchów. Tych samych, które na Sojusz patrzą jak na stetryczałego dziada, który kładzie się do trumny.

Dla wielu aktywistów wynik wyborów parlamentarnych, który nie da SLD miejsca w Sejmie, będzie prezentem. "Lewica żyje poza parlamentem. Mniejsze inicjatywy, grupy nieformalne oraz zmiana w głowach Polaków i Polek wpływają na polityczną busolę tego rządu skuteczniej niż apatyczne SLD" – pisze na portalu "Krytyki Politycznej" Jakub Dymek.

Wyborcy pokazali, że widzą jedno: szukanie silnej i wiarygodnej lewicy w dzisiejszym układzie partyjnym to strata czasu. Szukać jej można za to z sukcesami w miastach, w inicjatywach lokalnych, w związkach zawodowych. "Krytyka Polityczna"

Jakub Dymek

Ten głos śmiało można przypisać reprezentantom rodzącej się "nowej lewicy". Tak jak wniosek, że jeśli ziści się rysowany przez komentatorów scenariusz, na jesieni po SLD nikt specjalnie płakał nie będzie.

Nic nie zrobiliście Skąd taka postawa? Przecież nieobecność ugrupowań lewicowych to brak reprezentacji dla sporej części - co najmniej 20 proc. - społeczeństwa... Bierze się ona zapewne ze zrozumienia, że po sejmowej śmierci partii Leszka Millera właściwie nic się nie zmieni. Parlamentarna lewica od dziesięciu lat nie jest w stanie formułować idei, narzucać tematów dyskusji, być po prostu głosem swoich wyborców.

Pytasz SLD-owca, odpowie ci przedstawiając listę zgłoszonych projektów ustaw. Ale to za mało. To argument każdego ugrupowania, a prawda jest taka, że Sojusz dał się stłamsić dominacji prawicowej polityki. W sferze gospodarki podgryza go PiS, w sferze światopoglądu albo nie istnieje, albo jest szachowany przez PO.

To nie duże partie wprowadzają do debaty najważniejsze dla lewicy i sprawiedliwego społeczeństwa tematy. Zatrudnianie na umowach śmieciowych przez uniwersytety, raje podatkowe, łamanie praw pracowniczych wyciągnęły odpowiednio: Komitet Kryzysowy Humanistyki, Młodzi Socjaliści, Inicjatywa Pracownicza, a nie SLD i Twój Ruch czy największe polskie redakcje. Czytaj więcej

Jakub Dymek

SLD jest kwiatkiem do prawicowego kożucha. Uwiędnie? Tym lepiej, bo zrobi miejsce na mobilizację nowych ludzi i nowych inicjatyw. Ta będzie musiała być szczególna, bo przy dłuższym braku sejmowej reprezentacji lewicowych poglądów Polsce grozi partyjny duopol rodem z USA. Tak jak śmierć SLD jest generalnie dobrą wiadomością na lewicy, tak bardzo zły byłby scenariusz z PO jako Partią Demokratyczną, która zdominuje lewą flankę i centrum. Słowem – marsz żałobny dla Sojuszu i do roboty.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl