
Poparcie dla SLD leci na łeb na szyję i bardzo wiele wskazuje na to, że najbliższe miesiące przyniosą dwa ostatnie gwoździe do trumny tej partii – porażkę najpierw w wyborach prezydenckich, potem parlamentarnych. Dziś bardziej niż kiedykolwiek realny staje się scenariusz, w którym parlament zostaje bez lewicowej partii. Najgorsze jest jednak co innego – że to wcale nie będzie bolesna strata. Bo lewica już dawno abdykowała.
Politycy Sojuszu pielgrzymują po studiach telewizyjnych i radiowych z jednym komunikatem – nic się nie dzieje, wszystko idzie zgodnie z planem, w roku podwójnych wyborów partia kwitnie i szykuje się do świętowania sukcesów. – Zanik SLD wygląda w ten sposób, że bez większego problemu zebraliśmy ponad pół miliona podpisów dla naszej kandydatki [Magdaleny Ogórek]; że wszystkie nasze struktury prowadzą prace na rzecz jej jak najlepszego wyniku. Ten zanik polega na tym, że niemal codziennie prezentujemy jakieś propozycje programowe – mówił dziś w TOK FM szef SLD Leszek Miller.
Czarny scenariusz zakłada, że już za kilka miesięcy w sejmowych ławach zabraknie reprezentantów lewicy. Partia Palikota honoru lewicy nie uratuje, bo jest w rozsypce. Szumnie zapowiadane "nowe projekty", w tym na przykład SLD-owskiego renegata Napieralskiego, to melodia przyszłości, w dodatku dość wątpliwa. Słuchając polityków z lewej strony można odnieść zresztą wrażenie, że już się pogodzili z tym, iż obecne lewicowe struktury muszą zostać zrównane z ziemią, by na ich miejscu mogło się narodzić coś nowego.
Wyborcy pokazali, że widzą jedno: szukanie silnej i wiarygodnej lewicy w dzisiejszym układzie partyjnym to strata czasu. Szukać jej można za to z sukcesami w miastach, w inicjatywach lokalnych, w związkach zawodowych.
Skąd taka postawa? Przecież nieobecność ugrupowań lewicowych to brak reprezentacji dla sporej części - co najmniej 20 proc. - społeczeństwa... Bierze się ona zapewne ze zrozumienia, że po sejmowej śmierci partii Leszka Millera właściwie nic się nie zmieni. Parlamentarna lewica od dziesięciu lat nie jest w stanie formułować idei, narzucać tematów dyskusji, być po prostu głosem swoich wyborców.
To nie duże partie wprowadzają do debaty najważniejsze dla lewicy i sprawiedliwego społeczeństwa tematy. Zatrudnianie na umowach śmieciowych przez uniwersytety, raje podatkowe, łamanie praw pracowniczych wyciągnęły odpowiednio: Komitet Kryzysowy Humanistyki, Młodzi Socjaliści, Inicjatywa Pracownicza, a nie SLD i Twój Ruch czy największe polskie redakcje. Czytaj więcej
