
Kiedy dochodzenie w sprawie katastrofy Germanwings wykazało, że tragedia była świadomym działaniem pilota, ludzie byli zszokowani. Wiele osób uważało, że historia jest tak nieprawdopodobna, że nawet filmowiec nie byłby w stanie jej wymyślić. Okazuje się, że bardzo podobny scenariusz został przedstawiony w filmie "Dzikie historie", który światową premierę miał już w maju 2014 roku.
REKLAMA
Dla ofiar oraz ich bliskich nie ma znaczenia, czy pilot Germanwings inspirował się argentyńskim filmem, czy nawet nie wiedział, że taki obraz powstał. Jednak oglądając początek "Dzikich historii" trudno nie zauważyć podobieństwa do tego, co miało miejsce w rzeczywistości.
Obraz Szifróna to czarna komedia. Cała historia nabiera jednak bardzo tragicznego wydźwięku, gdy pojawia się podejrzenie, że mogła ona zainspirować do zbrodni. Nawet jeśli tak się nie stało, sam fakt podobieństw zaskakuje.
W obrazie Damiána Szifróna pasażerowie samolotu odkrywają, że istnieje element, który ich wszystkich łączy, a mianowicie osoba niejakiego Gabriela Pasternaka. Nieudacznika życiowego, który na każdym polu swojego życia – osobistym, zawodowym, edukacyjnym zaliczył jakąś spektakularną wpadkę.
Po chwili okazuje się, że osoby zebrane w lecącym samolocie w jakiś sposób do tych małych życiowych katastrof się przyczyniły. Kiedy wszyscy odkrywają ten fakt, a stewardessa wyjawia, że kapitanem samolotu jest nie kto inny jak Gabriel Pasternak, wszystkim rzedną miny.
Pilot nie chce wpuścić nikogo do kokpitu, nie odzywa się ani słowem do ludzi dobijających się do drzwi. A to brzmi już łudząco podobnie do ustaleń śledczych ws. katastrofy aribusa Germanwings.
Samolot razem z Gabrielem i całą ekipą ludzi, którzy zniszczyli mu życie rozbija się na podwórku państwa Pasternaków, którzy – zdaniem psychiatry Gabriela, znajdującego się oczywiście na pokładzie samolotu – byli odpowiedzialni za wszystkie porażki swojego syna.
To nie pierwsza sytuacja, kiedy wytwór popkultury może podpowiadać czarne scenariusze. Podobnie było, gdy Charles Manson przyznał, ze do mordów inspirowały go piosenki Beatlesów, a konkretnie "Helter Skelter".
Czy należy zatem rozważniej pisać książki, kręcić filmy, pisać piosenki, by nie stały się one inspiracją dla zabójców bądź samobójców. Raczej nie tędy droga. Zdesperowany człowiek do zbrodni zostanie zainspirowany nawet czołówką "Teletubisów". A ten niezdesperowany powinien umieć odróżniać fikcję od rzeczywistości. Choć dziś to chyba jedna z trudniejszych umiejętności.