W piątki powinniśmy kończyć pracę kilka godzin wcześniej? Psycholog chwali pomysł, pracodawca przestrzega

W piątki powinniśmy kończyć pracę o 14:00? Czy o 13:00? Psycholog chwali pomysł, pracodawca przestrzega
W piątki powinniśmy kończyć pracę o 14:00? Czy o 13:00? Psycholog chwali pomysł, pracodawca przestrzega Goran Bogicevic / Shutterstock.com
O 14:00, a może nawet o 13:00? Większość z nas wolałaby rozpoczynać weekendy tak szybko, jak to tylko możliwe. Niektórym się udaje. Moda z Zachodu, aby w piątki kończyć o kilka godzin wcześniej coraz częściej pojawia się także nad Wisłą.


Nasi zachodni sąsiedzi nie uchodzą za obiboków. Mimo to, Niemiec raczej nie zostawia ważnych spraw do załatwienia na piątek, bo niektórzy kończą pracę już w południe. Jak informuje serwis "Nowej Trybuny Opolskiej", skrócony tydzień pracy przyjął się także w opolskich gminach i powiatach, gdzie urzędnicy mają dłużej pracować w poniedziałek, by w piątek kończyć wcześniej.

Urzędnicy robią sobie szybciej weekend

W Zawadzkiem urząd przyjmuje petentów w piątki tylko do 14.00. Jeśli sprawa wymaga uiszczenia opłaty w kasie, to wtedy na jej załatwienie klient ma jeszcze pół godziny mniej, bo kasa czynna jest tylko do 13.30. Podobne godziny pracy wprowadził niedawno także miejscowy Ośrodek Pomocy Społecznej. Czytaj więcej

W 2007 roku Agencja Ciszewski Public Relations złożyła do ówczesnej minister pracy Anny Kalaty petycję pod hasłem „Uwolnić piątek!”. Chodziło o to, by skrócić czas pracy w ten dzień do godz. 13:00 na czas wakacji.


Wielu z nas i tak uważa, że piątek jest już właściwie oczekiwaniem na weekend, przez co tempo i wydajność naszej pracy spadają. Zwolennicy akcji „Uwolnić piątek!” nie chcieli realnego skrócenia tygodnia pracy, ale przesunięcia kilku godzin na inne dni tygodnia - na przykład poniedziałek, czego prawo nie zabrania.

Podstawowe obowiązujące w Polsce podstawowe normy czasu pracy to:


8 godzin na dobę,

40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy, w przyjętym okresie rozliczeniowym nie przekraczającym czterech miesięcy.

łącznie wraz z nadgodzinami czas pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym nie może przekroczyć 48 godzin (norma ta nie dotyczy jednak pracowników zarządzających zakładem pracy) Czytaj więcej

Psycholog pracy Leszek Mellibruda zauważa, że efektywność pracy Polaków nie jest specjalnie duża - wynosi zaledwie 67 proc. unijnej średniej. Mimo to, pracujemy bardzo dużo. Jak mówi ekspert, z perspektywy pracodawcy skracanie czasu pracy może wydawać się bezsensowne lub groźne, ale z perspektywy pracownika jest zupełnie odwrotnie.

– To sprzyja życiu rodzinnemu i zwiększa możliwości wykorzystania weekendu – mówi Mellibruda. Psycholog twierdzi jednocześnie, że skracanie czasu pracy nie powinno być regułą. Wiele osób chciałoby skorzystać z tego przywileju nie dając z siebie więcej. Twierdzi jednak, że wprowadzanie takich rozwiązań indywidualnie sprawia, że tacy pracownicy są bardziej efektywni. – Są rozliczaniu zadaniowo, a nie czasowo – stwierdza mój rozmówca, który widział już z podobne rozwiązania w wielu miejscach na świecie.


Reprezentujący interesu pracodawców Jeremi Mordasewicz zasiada w wielu radach nadzorczych i jak mówi, nie spotkał się ze skracaniem czasu pracy w piątek. – Nie wiem, jak to wygląda w urzędach, ale gdyby tak było, uznałbym to za dziwne. Administracja publiczna ma wyższe wynagrodzenia niż pracownicy sektora prywatnego – dziwi się członek Konfederacji Lewiatan.

Koniec "przesiedzianych" piątków?
Krótsze piątki sprawdziłyby się idealnie, gdyby pracownicy potrafili sprężyć się i wykonać swoje zadania wcześniej, bez niepotrzebnego przesiadywania w biurze. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi, aby wykonać więcej pracy w krótszym czasie i zrezygnować choćby z wchodzenia na Facebooka, kolejnej kawy lub papierosa. Zdaniem psychologa, wiele zależy od planów pracy i stopnia "wyśrubowania" pracownika.

– Bywa, że te plany są na wyrost możliwości, bo szefowie zakładają, że pracownik będzie pracował na maksymalnych obrotach. Większość pracowników nie jest gotowa, aby robić to na okrągło przez cały tydzień – mówi Leszek Mellibruda.

Zdaniem psychologa, na krótszy piątek mogą pozwolić sobie przede wszystkim osoby, które same zarządzają swoim czasem, jak na przykład handlowcy. Mogą ułożyć swój plan tygodnia tak, by wykonać więcej pracy w pierwszej jego części i skrócić ostatnie dzień roboczy. – Jeśli tego nie potrafią, odbije się to na efektach. Takim zmianom musi towarzyszyć wzrost etosu pracy, a nie wyłącznie komfortu i totalnej wolności jako celu w życiu – mówi Mellibruda.

Koszty większe niż sądzimy
Jeremi Mordasewicz uważa, że pomysł krótszych piątków nie jest zły, ale należałoby uprzedzić pracowników o konsekwencjach. – Można zapytać pracowników, czy chcą wyjść wcześniej, ale należałoby im powiedzieć wyraźnie, że dostaną za to mniejsze wynagrodzenie lub nie dostaną podwyżek– mówi ekspert Konfederacji Lewiatan.

Gdyby pracownicy chcieli szybciej wychodzić z pracy, nie odrabiając tego w inny dzień, narażaliby firmę na koszty kapitałowe. – Gdy skracamy czas pracy w piątek i maszyny wcześniej przestaną pracować, to kapitał będzie mniej pracował. Gdybyśmy zamknęli galerie handlowe we wszystkie niedziele, to stopa zwrotu z inwestycji by spadła – podkreśla.
Jeremi Mordasewicz

Gdy maszyny w fabryce staną w piątek o 14.00, a nie o 16:00, to opłacalność inwestycji spadnie i nie chodzi tylko o wynagrodzenia. Te można zmniejszyć, bo praca jest mniejsza. Praca stanowi jedynie 25 proc. całości kosztów, reszta to koszty kapitałowe, czyli wynikające z zaangażowania kapitału.

Krótsza praca w piątek nawet o dwie godziny może zatem nieść za sobą o wiele dalej idące konsekwencje, niż można by początkowo zakładać. Warto jednak zwrócić uwagę, że rozmowa o krótszym piątku porusza tak naprawdę o wiele szerszy problem, jakim jest organizacja pracy. Ta zaś, w niektórych przypadkach nie tylko nie pozwala wyjść wcześniej z pracy, ale nawet zmusza do pracy w weekendy.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction