Szef MON Tomasz Siemoniak nie czuje się pokrzywdzony, dlatego kończy sprawę niedoszłych podsłuchów.
Szef MON Tomasz Siemoniak nie czuje się pokrzywdzony, dlatego kończy sprawę niedoszłych podsłuchów. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Nie będzie ciągu dalszego sprawy dotyczącej podsłuchów, których ofiarą mógł paść m.in. minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Jak poinformował resort obrony, nie ma w tym przypadku pokrzywdzonych, ponieważ do żadnych nagrań ostatecznie nie doszło.

REKLAMA
Kilka dni temu pisaliśmy, że tuż przed spotkaniem Siemoniaka z minister obrony narodowej Holandii Jeanine Hennis-Plasschaert, Służba Kontrwywiadu Wojskowego odkryła podsłuch. Tym razem chodziło o restaurację "Różana" na warszawskim Mokotowie. Miejsce to jest chętnie odwiedzane przez przedstawicieli świata biznesu i polityki. Miniaturowe urządzenie do podsłuchu umieszczone było w sali przeznaczonej dla vip-ów.
Ministrowi przysługiwało co prawda prawo złożenia do prokuratury wniosku o ściganie osób odpowiedzialnych za zainstalowanie aparatury, ale ostatecznie zdecydowano o zakończeniu postępowania sprawdzającego. Siemoniak nie czuje się pokrzywdzony, bo też żadna z jego wypowiedzi nie została nagrana.
Jak napisało w internetowym komunikacie MON, wizyta w restauracji nie dotyczyła bezpośrednio spraw ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa, bo spotkanie obu delegacji nie miało charakteru oficjalnego. W tym przypadku - czytamy w komunikacie - "nie jest zadaniem MON wnioskowanie do prokuratury w tej sprawie".
Obiad z holenderską minister odbył się zgodnie z planem, a wzięło w nim udział 19 osób. – Poruszane w trakcie posiłku tematy miały charakter ogólny i nie dotyczyły spraw o charakterze niejawnym – tłumaczy resort obrony.
Źródło: MON