
Jutro warszawski sąd okręgowy rozstrzygnie kto będzie przynosił nam listy od premiera, ministrów, wojewodów oraz urzędników. O ten zaszczytny, ale także bardzo dochodowy bo warty 33 miliony zł kontrakt walczy Poczta Polska z firmą InPost. Przetarg wygrała ta ostatnia firma, jednak ten wybór został zaskarżony nie tylko przez konkurenta, ale także Urząd Zamówień Publicznych!
REKLAMA
Mimo, że sąd ma jutro zdecydować, kto podpisze kontrakt, to Centrum Usług Wspólnych, czyli instytucje podległą kancelarii premiera, która niespełna rok ogłosiła ten budzący kontrowersje przetarg, nie chce wprost odpowiedzieć na podstawowe pytania. Chodzi o to, czy sprawdzono, że InPost rzeczywiście dysponuje deklarowaną siecią placówek pocztowych. „Centrum Usług Wspólnych uprzejmie informuje, iż zgodnie z zapowiedzią przeprowadziło kontrolę w wybranych placówkach InPost S.A. Na pytanie o wyniki kontroli, jak też wszelkie inne, odpowiedź zostanie udzielona po ogłoszeniu wyroku w dniu 9 kwietnia 2015. Do ogłoszenia wyroku Centrum Usług Wspólnych nie udziela żadnych komentarzy związanych z przedmiotem sprawy.” – oświadczyła Agnieszka Tarasewicz – dyrektor CUW na pytanie naTemat.pl.
Wątpliwości nie są bezpodstawne, bo w ogłoszonym w zeszłym roku przetargu na obsługę korespondencji ZUS, zleceniodawca zweryfikował kilkadziesiąt placówek Polskie Grupy Pocztowej, należącej do InPostu, i okazało się, że zdarzało się iż pod wskazanym adresem nie było punktów PGP. Zdaniem Poczty Polskiej i tym razem InPost, aby spełnić warunki przetargu, umieścił w swojej ofercie nieistniejące placówki.
Wątpliwości nie są bezpodstawne, bo w ogłoszonym w zeszłym roku przetargu na obsługę korespondencji ZUS, zleceniodawca zweryfikował kilkadziesiąt placówek Polskie Grupy Pocztowej, należącej do InPostu, i okazało się, że zdarzało się iż pod wskazanym adresem nie było punktów PGP. Zdaniem Poczty Polskiej i tym razem InPost, aby spełnić warunki przetargu, umieścił w swojej ofercie nieistniejące placówki.
Najdziwniejszy przetarg roku
Jak już opisywaliśmy w naTemat.pl poprzeczkę w pierwszym konkursie na roznoszenie ze wszystkich ministerstw, urzędów centralnych oraz wojewódzkich, prokuratur setek tysięcy listów miesięcznie - ustawiono tak wysoko, że wymogów nie spełniła nawet największa i mająca największe doświadczenie w dostarczaniu listów oraz przesyłek Poczta Polska. Firma, która notabene jako jedyna zgłosiła swoją ofertę. Z tego powodu przetarg ostatecznie unieważniono, a Centrum Usług Wspólnych ponownie rozpisało konkurs. Przy okazji wprowadzono zmiany w jego warunkach. Tym razem decydującym kryterium przestała być liczba dostępnych w kraju placówek pocztowych, za to postawiono na oferowaną cenę usługi. W tej sytuacji poza Pocztą Polską swoją propozycję złożył znacznie mniejszy InPost. Propozycja tej drugiej firmy była o blisko trzy miliony tańsza i tym samym InPost zwyciężył.
Do gry wchodzi Urząd Zamówień Publicznych
Poczta Polska odwołała do Krajowej Izby Odwoławczej, dowodząc że jej konkurent nie posiada odpowiedniej sieci placówek, bo część z nich istnieje wyłącznie teoretycznie. KIO przychyliło się do tego wniosku i nakazało Centrum Usług Wspólnych powtórzenie wyboru ofert. Przy okazji miał zostać odtajniony cennik ofert InPost. Nikomu nie udało się jednak nawet zajrzeć do dokumentacji konkursowej, bo władze Centrum Usług Wspólnych w niecałe 120 minut od decyzji KIO ogłosiły decyzję o ponownym wyborze oferty InPostu.
W tej sytuacji Poczta Polska złożyła ponownie odwołanie do KIO. Tym razem jednak protest został odrzucony, a Izba uznała, że zażalenie dotyczące cennika InPostu powinno zostać złożone już za pierwszym razem. – Tylko jak można było to zrobić? Ten dokument był wówczas utajniony – dziwią się przedstawiciele Poczty Polskiej. Dlatego największa w Polsce firma zajmująca się doręczaniem listów i przesyłek zdecydowała się zaskarżyć decyzję KIO do sądu.
W tym momencie Poczta Polska otrzymała dosyć niespodziewane wsparcie. Decyzję KIO zaskarżył również prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Tu trzeba podkreślić, że tego rodzaju wstawienie się UZP za jakąś instytucją jest niezwykle rzadką sytuacją.
Zdaniem prezesa Urzędu Zamówień Publicznych wydając swoją decyzję Krajowa Izba Odwoławcza naruszyła liczne przepisy m.in. bezpodstawnie odrzucając odwołanie Poczty Polskiej jako rzekomo wniesione po terminie. Jego zdaniem powinna w całości nastąpić zmiana zaskarżonego postanowienia Krajowej Izby Odwoławczej.
W tej sytuacji Poczta Polska złożyła ponownie odwołanie do KIO. Tym razem jednak protest został odrzucony, a Izba uznała, że zażalenie dotyczące cennika InPostu powinno zostać złożone już za pierwszym razem. – Tylko jak można było to zrobić? Ten dokument był wówczas utajniony – dziwią się przedstawiciele Poczty Polskiej. Dlatego największa w Polsce firma zajmująca się doręczaniem listów i przesyłek zdecydowała się zaskarżyć decyzję KIO do sądu.
W tym momencie Poczta Polska otrzymała dosyć niespodziewane wsparcie. Decyzję KIO zaskarżył również prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Tu trzeba podkreślić, że tego rodzaju wstawienie się UZP za jakąś instytucją jest niezwykle rzadką sytuacją.
Zdaniem prezesa Urzędu Zamówień Publicznych wydając swoją decyzję Krajowa Izba Odwoławcza naruszyła liczne przepisy m.in. bezpodstawnie odrzucając odwołanie Poczty Polskiej jako rzekomo wniesione po terminie. Jego zdaniem powinna w całości nastąpić zmiana zaskarżonego postanowienia Krajowej Izby Odwoławczej.
Co powie sędzia?
Sąd ma kilka możliwości. Jedna z nich to oddalenie obu skarg, czyli wniosków Poczty Polskiej oraz Urzędu Zamówień Publicznych. W takiej sytuacji uprawomocni sie decyzja Krajowej Izby Odwoławczej o odrzuceniu odwołania Poczty Polskiej i zwycięzcą przetargu pozostanie InPost. Jeśli natomiast sędziowie uznają zarzuty Poczty Polskiej za zasadne, wówczas propozycja przedstawiona przez InPost zostanie odrzucona i Centrum Usług Wspólnych będzie miało do wyboru tylko jedną ofertę na usługi roznoszenia listów – czyli tę złożoną przez Pocztę Polską.
Decyzja sadu wpłynie na to kto będzie doręczał rządowe przesyłki.
Decyzja sadu wpłynie na to kto będzie doręczał rządowe przesyłki.