„Święta ekonomia” – tak zatytułował swoją książkę o historii pieniądza Charles Eisenstein. „Żyjemy w wieku pieniądza” – pisze Graydon Carter, redaktor naczelny „Vanity Fair”, w ostatnim wstępniaku. Niby nic nowego, bo pieniądz zawsze oznaczał władzę. Wywoływał wojny i dostarczał przyjemności. Uzależniał i powodował nieszczęścia. Dawał nadzieję i ją odbierał. Ocalał – i skazywał na niebyt.

REKLAMA
Teraz jednak skala bogacenia się jest bezprecedensowa. 33 lata temu na liście 400 najbogatszych, publikowanej przez magazyn „Forbes”, było 13 miliarderów. Dziś nie znajdziemy tam ani jednego nazwiska milionera. Sześć zer już nie wystarczy, żeby załapać się na listę. To działa na wyobraźnię, która, pobudzona, zaczyna roztaczać wizję wygranej w Lotto.
Ja jednak pozostaję przekonany, że do majątku można dojść ciężką pracą, właściwymi wyborami i rozsądnym pomnażaniem pieniędzy. Niedawno prowadziłem panel: Jak ominąć etap krajowy i regionalny i od razu zostać firmą globalną. Jestem przekonany, że za naszego życia zobaczymy takie polskie firmy. A ich właścicieli na listach bogaczy – tych z dziewięcioma zerami. Ba, sądzę, że to może się udać każdemu z nas.
Wspólnie z Deutsche Bank otwieramy magazyn Hardcover. Piszemy w nim o przyjemności pomnażania i wydawania pieniędzy. To pierwsze jest niezbędne, by możliwe było to drugie, dlatego zaczynamy od rozmowy z człowiekiem, który o pieniądzach we wszystko. Wie, co pieniądz lubi i czego nie znosi. Wie, jak go oswoić i kiedy dać swobodę. Zna uderzenie adrenaliny, które daje, i chłodną kalkulację, której wymaga. Zapraszam.