
Rosyjscy śledczy po raz kolejny powtórzyli, że Polska będzie mogła odzyskać wrak rozbitego pod Smoleńskiem tupolewa dopiero po zakończeniu rosyjskiego śledztwa. To najprawdopodobniej nie zostanie szybko zamknięte.
REKLAMA
Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej twierdzi bowiem, że Polska do tej pory nie odpowiedziała na klika wniosków o udzielenie pomocy prawnej. Brak odpowiedzi ma zaś nie pozwalać na podjęcie decyzji procesowej.
– Nie ma w tym żadnej polityki. Podczas śledztwa dowody pozostają w posiadaniu podmiotu prowadzącego dochodzenie, tak jest w każdym państwie. To standardowa praktyka, stosowana na całym świecie. Fragmenty rozbitego samolotu są dowodem w sprawie. Dlatego kwestia przekazania ich Polsce będzie rozważana dopiero po zakończeniu śledztwa i podjęciu decyzji prawnej – powiedział Władimir Markin, rzecznik Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej.
Markin dodał, że rosyjscy śledczy nie znaleźli żadnych dowodów, które świadczyłyby o winie rosyjskich kontrolerów lotu. – Działali zgodnie z instrukcjami i międzynarodowymi normami lotnictwa cywilnego – zaznaczył Markin.
Stanowisko rosyjskich śledczych zaskoczyło Naczelną Prokuraturę Wojskową. Pełniący obowiązki jej rzecznika ppłk Janusz Wójcik powiedział radiu RMF FM, że prokuratura „sukcesywnie, w miarę możliwości” wykonuje wnioski Rosjan. – Dlatego tym bardziej jestem zaskoczony, że strona rosyjska tak przedstawia swoje stanowisko – podkreślił ppłk Wójcik.
NPW dodała przy tym, że do tej pory skierowano do Rosjan 26 wniosków o pomoc prawną. Większość z nich została wykonana.
– Do chwili obecnej oczekujemy o wykonanie wniosku dotyczącego zwrotu wraku, rejestratorów, urządzeń znajdujących się na pokładzie samolotu i ten wniosek jest najistotniejszy z tych, na których wykonanie oczekujemy – podkreślił ppłk Wójcik.
