
Prawica w Polsce ma nowego bohatera. To niemiecki dziennikarz Juergen Roth, który w swoim kraju może uchodzić raczej za antybohatera. Choć jego książki są głośne i popularne, to nie zawsze autorowi udaje się obronić ich treść. Ma na swoim koncie kilka przegranych wyroków i opinię dziennikarza kontrowersyjnego. Mimo to, jego polskim apologetom wystarczy, że opisywane przez niego rewelacje pasują do ich tezy i są napisane "za granicą".
Juergen Roth, autor zajmujący się głównie przestępczością zorganizowaną, napisał książkę o Smoleńsku. Pojawia się w niej informacja o notatce niemieckiego wywiadu, według której katastrofa to wynik zamachu. Miał go zlecić "członek polskiego rządu" rosyjskiemu generałowi, dowodzącemu komórką FSB na Ukrainie – relacjonuje "Fakt". To wystarczyło, aby dla polskiej prawicy stał się wyrocznią, cenionym autorem z doskonałymi źródłami.
Kontrowersyjny autor – Roth jest w Niemczech bardzo kontrowersyjną postacią – relacjonuje w rozmowie z naTemat Monika, która przez wiele lat mieszkała w Niemczech i obserwowała kontrowersje wokół dziennikarza. – Jego spiskowe teorie często nie znajdują potwierdzenia w faktach. Często jest też pozywany za swoje publikacje – dodaje nasza rozmówczyni. Sam "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wymienia 6 pozwów. Podobną opinię mają o nim niemieccy dziennikarze.
Kłopoty z prawem Tę powszechną wśród Niemców opinię potwierdzają fakty: Roth ma na swoim koncie kilka przegranych procesów. W 1999 roki musiał zapłacić 20 tys. marek niemieckich po przegranym procesie. Udowodniono mu brak dziennikarskiej rzetelności.
Nie utrzymały się też zarzuty korupcji pod adresem ministra gospodarki czy sugestię, że lokalny biznesmen ukradł twardy dysk z mieszkania zamordowanego polityka lokalnej CDU w Lipsku. Musiał też zapłacić 80 tys. marek za reportaż telewizyjny, którego był współautorem. Poza tym - jak pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung" – ciągnie się za nim jeszcze kilka niezakończonych procesów.
Kasowe hity Bo Roth to łowca sensacji. A do tego rzemieślnik, który produkuje kolejne książki obliczone na sensację. Jego bibliografia liczy 43 pozycje, wydaje średnio jedną książkę rocznie. Większość zdobywa wysokie miejsca w rankingach sprzedaży Amazona. Ale to jeszcze nie dowodzi ich jakości, co najwyżej dobrego doboru tematu i zgrabnego sprzedania go czytelnikom. A za tym idzie spory potencjał marketingowy.
Tak samo jest z "Tajnymi aktami S.", o których jest u nas głośno od kilku dni. 10 kwietnia o publikacji będą też wspominały niemieckie media. A polski wydawca już może liczyć przychody. Oficyna Tadeusza Zyska powoli staje się nadwornym wydawnictwem prawicy - publikują tam m.in. Marcin Wolski czy Sławomir Cenckiewicz. Dziurawa argumentacja Wiele o wiedzy i doświadczeniu Rotha mówi wywiad, jakiego udzielił kilka dni temu RMF FM. Pokazuje, że jego wiedza o Polsce jest dość powierzchowna, a autor łączy kawałki informacji w – jak sam to nazywa – "pasującą mozaikę". A to wymaga uproszczeń. Na przykład zrównania czułych detektorów użytych do badania wraku na obecność materiałów wybuchowych z bramkami na lotnisku w jego rodzinnym Frankfurcie.
Poza tym Roth dokonuje dość karkołomnego porównania katastrofy smoleńskiej z zestrzeleniem indonezyjskiego samolotu przez prorosyjskich separatystów i agresją na Ukrainę. Według niego, zamach po prostu pasuje do ciągu coraz bardziej brutalnych posunięć Putina. Dlaczego rosyjski prezydent miałby zamordować Kaczyńskiego?
Juergen Roth
Problem w tym, że polski prezydent nie miał żadnych formalnych możliwości, by wpływać na podpisanie umowy gazowej z Rosją. To w pełni kwestia rządu. To nie ustawa, którą musiałby podpisać, więc jego wpływ ogranicza się do nieformalnych zabiegów.
Dementi? Znaczy prawda Te dziury w argumentacji Rotha są jeszcze bardziej widoczne przy dementi Niemców. Rzecznik wywiadu mówi "Faktowi", że w archiwach BND nie znaleziono notatki, o której mówi Roth. W rozmowie z "Faktem" ocenia, że mogło dojść do fałszerstwa dokumentów. Dla prawicy to tylko dowód na to, że Roth mówi prawdę. Taką pokrętną logikę prezentuje m.in. Cezary Gmyz, który sam przedstawia się jako"fanatyczny wyznawca teorii spiskowych".
Bo prawicy wystarczy to, że ktoś z zagranicy napisał o tym, co oni od lat próbują wtłoczyć w głowy polskich czytelników. Liczą, że po raz kolejny zadziała magia Zachodu połączona z naszym polskim kompleksem niższości. Wtedy ludzie uwierzą nawet w najbardziej kosmiczne teorie, "bo zachodni dziennikarz tak pisze". A Juergen Roth siedzi w Frankfurcie i liczy euro.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
